Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

"Kobiety nas odwiedzające chcą, abyśmy je upiększyły, a nie nad nimi płakały. Choć łzy też się pojawiają..."

Toruńska Upiększarnia to niezwykły salon kosmetyczny. To miejsce, w którym pomocy udziela się tym, którzy jej najbardziej potrzebują. Czy terapia upiększaniem działa? Zdecydowanie tak! Kobiety po chemio-, bądź radioterapii widząc się w lustrze po wykonanym np. makijażu permanentnym brwi, zmieniają się nie do poznania - nie tylko przez piękno zewnętrzne, ale przez blask, który bije z ich wnętrza. Rozmawiamy z właścicielką salonu, panią Dorotą Rybarczyk.

Silni w chorobie: Od czego wszystko się zaczęło?
Dorota Rybarczyk: Od choroby bliskiej mi osoby. To było 8 lat temu. Pierwszy raz zobaczyłam, jak to jest stracić przez nowotwór wszystkie atrybuty kobiecości. Widziałam, co się dzieje z ciałem przez utratę owłosienia, jak zmienia się cera, skóra, paznokcie, stopy w trakcie chemio- i radioterapii. Chciałam się zaopiekować tą osobą, a ponieważ upiększać potrafię najlepiej, to był strzał w dziesiątkę. Okazało się, że osoba ta potrzebowała zmiany w wyglądzie. Dzięki temu zmieniło się jej samopoczucie.

Swc: Co było dalej?
D.R.: Zauważyłam, że jest wiele kobiet potrzebujących wsparcia. Ale nie wiedziałam, jak mam się do tego zabrać. Nie czułam się na tyle kompetentna, by przyjmować osoby "z ulicy" i przeprowadzać z nimi wywiad medyczny, a dalej weryfikować, kto potrzebuje pomocy kosmetologicznej, a kto nie. Nawiązałam więc współpracę z klubem Amazonki w Toruniu, a potem z fundacją "Światło". Poznałam dyrektorkę "Światła" - Janinę Mirończuk, której bardzo spodobała się moja koncepcja pomocy chorym kobietom. Tym bardziej, że koło fundacji działa Akademia Walki z Rakiem, która skupia bardzo dużo kobiet na różnych etapach choroby - tuż po diagnozie, w trakcie choroby, podczas rekonwalescencji, jak i długo później.

Swc: Kto trafia do Upiększarni?
D.R.: Gdy panie są pod opieką Akademii Walki z Rakiem, to mogą wybrać udział w różnych zajęciach, m.in.: spotkaniach z dietetyczką, z psychoonkologiem, w warsztatach teatralnych, są zajęcia zumby, arteterapii i jest też kosmetolog. Każda z pań ma możliwość skorzystania z porady kosmetologa, ale nie wszystkie z nich na każdym etapie choroby tego potrzebują. Są momenty, kiedy są bardziej priorytetowe sprawy w walce z rakiem. Nadchodzi jednak taki dzień, gdy kobiety wracają do normalnego funkcjonowania i chcą dobrze wyglądać - idą do pracy, uczestniczą w spotkaniach towarzyskich i wtedy jest czas na odwiedzenie kosmetyczki. Panie trafiają do nas po konsultacji z Małgosią Rębiałkowską- Stankiewicz, psychoonkologiem z Akademii. Ona ma z nimi najbliższy kontakt. Potrafi przeczuć, że poprawa kobiecości wpłynie na samopoczucie pacjentki i tak właśnie bywa.

Swc: Czy upiększa pani tylko podopieczne Akademii?
D.R.: Czasem wśród bliskich naszych klientów są osoby chore, więc też staramy się im pomóc. Gdy sama kogoś spotkam i widzę, że dobrze mu zrobi wsparcie kosmetologa, to również go zapraszam. Najczęściej jednak proszę, by panie zgłosiły się do Akademii, gdyż tam znajdą całą rzeszę pomocnych osób.


Swc: Z jakich zabiegów najczęściej korzystają panie z chorobą nowotworową?
D.R.: Z takich samych, jak wszystkie inne klientki. Zazwyczaj przychodzą ze zdefiniowaną potrzebą, np. masażu, bo chcą się zrelaksować. Inna pani potrzebuje nowych brwi, bo jej jeszcze nie odrosły. Czasem trzeba zrekonstruować cały łuk brwiowy, albo linię rzęs - wtedy wykonuję makijaż permanentny. Czasami potrzebują tylko pomalowania paznokci na jakiś wesoły kolor, albo zadbania o stopy, bądź skórę. Zdarza się też wykonywanie rekonstrukcji otoczki sutkowej po rekonstrukcji piersi. Zabiegi dobieramy w zależności od możliwości, jakie daje nam dana sytuacja medyczna tej osoby. Kiedy mamy wątpliwości co do możliwości przeprowadzenia zabiegu, konsultujemy się z lokalnymi lekarzami, specjalistami lub lekarzem prowadzącym.


Swc: Zdarzają się trudne przypadki?
D.R.:
Tak... Przyszła do nas pani z makijażem tatuażowym. Sama klientka nie wiedziała, na czym dokładnie polegał zabieg, który jej wykonało. Wprowadzono pigment do skóry właściwej. Tego typu zabieg na skórze suchej i ze zmniejszoną ilością tkanki podskórnej po chorobie jest niedopuszczalny. Panie o tym nie wiedzą i liczą na wiedzę kosmetologa. Oprócz źle dobranego zabiegu do skóry, pani miała nadany bardzo niekorzystny kształt i kolor, więc musieliśmy jej pomóc. Udało się. Makijaż został usunięty laserowo u lekarza w Bydgoszczy.


Swc: Czy wykonując zabiegi dla chorych pań, musi być pani bardziej ostrożna? Bardziej się starać, bardziej skupiać?
​D.R.:
Tak samo, jak u innych pań. Każda z nas ma inną cerę, unaczynioną, atopową, trądzikową, ktoś z nas może być ekstremalnym alergikiem. Tak jak w każdym innym przypadku musimy przeprowadzić wywiad, ocenić stan skóry w powiększeniu i dopasować zabieg.


Swc: Ile chorych osób panią odwiedza?
D.R.:
Zależy o jakich zabiegach mówimy. Nasz kontakt z paniami z Akademii jest częsty. Panie korzystają z różnych zabiegów, w różnych odstępach czasowych. Potrafi nas odwiedzić kilka pacjentek dziennie. Działania Upiększarni to również organizowanie wieczorków piękności - spotykamy się z paniami z Akademii w gronie, np. 10 osób. Wtedy wszystkie nakładają sobie maseczki, malują paznokcie, masują się, piją kawę. Jest super. Organizujemy też inne spotkania i prelekcje. Okazją ku temu jest np. Dzień Kobiet.


Swc: Jak to jest mieć tak bliski kontakt z chorymi osobami?
​D.R.:
Zarówno ja, jak i cały zespół Upiększarni na początku czułyśmy, że potrzebujemy wsparcia. Nie zawsze wiedziałyśmy co zrobić, gdy wchodził ktoś np. bez włosów. Większość z nas ma syndrom nadawania patosu sytuacji, albo przyjmowania współczującego tonu. A kobiety odwiedzające Upiększarnę chcą się upiększać. Nie chcą współczucia, czy tego, abyśmy z nimi płakały, choć i takie sytuacje się zdarzają. Wyznajemy zasadę, by zachowywać się tak, jakby przyszedł do nas zdrowy klient. Wiele zawdzięczamy Małgosi Rębiałkowskiej- Stankiewicz z Akademii, która nauczyła nas odpowiedniego podejścia do osób chorych.

Swc: Co pani czuje pomagając?
D.R.:
Widzę wyraźnie, że osoby, które mają za sobą trudne doświadczenia, cieszą się ze wszystkiego inaczej, podkreślę - ze wszystkiego. Klientka, która wstaje z naszego fotela i przegląda się w lustrze  jest zadowolona i cieszy się, że ma brwi i może się wreszcie pokazać na ulicy bez skrępowania. Nie da się opisać tego, co my wówczas czujemy...

Swc: Czy są osoby, które odwiedzają panią po chorobie?
D.R.:
My się po prostu zaprzyjaźniamy :) Mam już przyszywane babcie i mamy :) Dostałam też ciasto na wigilię, haftowane serwetki i kwiatki. Spotykamy się często także na spotkaniach organizowanych przez Akademię takich jak spektakle teatralne, ogniska czy wigilia.


Swc: Czym jest dla pani pomaganie?
D.R.:
Jedną z części mojego życia.

Swc: Dlaczego warto to robić?
​D.R.:
Zawsze warto robić coś fajnego dla ludzi. To wszystko wraca. Wielokrotnie na bardzo zaskakujące sposoby.

Swc: Na przykład?
D.R.:
Przez lata opieki kosmetologicznej zaprzyjaźniłam się z dużo starszą panią, która zmarła 2 lata temu przez nawrót choroby nowotworowej. To była jedna z osób, która stała mi się bardzo bliska. Wniosła do mojego życia mnóstwo ciepła. Musiałabym tu przytoczyć dużo osobistych przykładów, a myślę, że nie są tak istotne.

Swc: Czy na pomaganie innym może sobie pozwolić każda osoba? Może trzeba mieć jakieś predyspozycje? Pani takie ma?
D.R.:
Musiałabym poddać się psychoanalizie, by odpowiedzieć na to pytanie, bo sama się nad nim nie zastanawiałam :) To jest mój sposób na życie. Życie jest tak zaskakujące, że robimy jedną rzecz, a za chwilę równolegle rodzi się kilka kolejnych. W pewnym momencie kosmetologia onkologiczna okazała się tematem tak potrzebnym, że zaczęliśmy organizować sympozja wraz z fundacją "Światło".

Swc: Proszę powiedzieć coś więcej o konferencjach.
D.R.:
Koncepcja ich zorganizowania zrodziła się z mojej potrzeby. Pracowałam z paniami po chemio- i radioterapii na różnych etapach choroby, a w internecie nie było informacji o kosmetologii onkologicznej, ani publikacji i czasopism poświęconych tej tematyce. Na początku miałam wrażenie, że błądzę we mgle, bo nie byłam pewna, co można, a czego nie można wykonać chorym kobietom. Stąd pomysł o konferencjach.



Swc: Kto w nich uczestniczy?
D.R.:
Są dedykowane kosmetyczkom, kosmetologom, masażystom, fryzjerom, czyli wszystkim opiekującym się chorymi kobietami. Przygotowałam projekt i udałam się do pani Janiny Mirończuk ze "Światła", której bardzo spodobał się ten pomysł. Pierwsza edycja miała zasięg wojewódzki, druga, trzecia i czwarta, która odbyła się niedawno, były konferencjami ogólnopolskimi. Podczas sympozjów zestawiamy środowisko lekarskie i kosmetologiczne i rozpracowujemy temat kosmetologii onkologicznej.

Swc: Czy otrzymywała pani zwrotne informacje o efektach sympozjów?
D.R.:
Rodzi się na nich mnóstwo ciekawych pomysłów, od współpracy Akademii z różnymi placówkami, czy współpracy "Światła" z marką Revitalash, która wspiera takie działania. Widać też efekty poprzez otwieranie się innych gabinetów kosmetycznych na kosmetologię onkologiczną i działania wolontaryjne. Jedna z uczestniczek naszej konferencji zorganizowała podobne sympozjum w Ostrołęce. A mój tata na przykład, po wykładzie z dietetyki całkowicie zmienił sposób odżywiania! Postanowiliśmy stworzyć publikację podsumowującą sympozja. W tym roku rozmawialiśmy o tym dość intensywnie, więc mam nadzieję, że nam się to uda.

​Swc: Jak jeszcze przekazuje pani swoją wiedzę?
D.R.:
Kilka razy byłam zapraszana na wykłady na uczelnie w różne miejsca w Polsce. Organizowali je lekarze uczestniczący wcześniej w naszych sympozjach. Aby móc prowadzić działania wolontaryjne, muszę pracować i zarabiać, więc nie ze wszystkich zaproszeń na poprowadzenie wykładów mogę korzystać. Zdarzyło się też, że napisano trzy prace licencjackie na podstawie informacji przekazywanych na naszych sympozjach. To jest dopiero radość... :)

Swc: Czy ma pani wiedzę o innym salonie, który pomaga tak, jak Upiększarnia?
D.R.:
Sympozja dedykowane są dla koleżanek kosmetyczek czy kosmetolożek, którym staramy się zasiać ziarno. Mamy nadzieję, że wykiełkuje i dziewczyny otworzą się działania z zakresu kosmetologii onkologicznej. W Szczecinie przy Centrum Onkologii działa onkosalon. Prowadzi go Joanna Wiszniewska, a powstał z racji jej osobistych przeżyć. Trzeba to docenić, bo nie każdy odważyłby się w tak specyficznych warunkach i bezpośrednio przy Centrum Onkologii zorganizować taką pomoc. W każdym gabinecie kosmetycznym można stworzyć przestrzeń dla pań z chorobą nowotworową. Upiekszarnia jest dowodem na to, że to się nie wyklucza. Że można być standardowym salonem i mieć ofertę kosmetologii onkologicznej.

Swc: Za swoje działania otrzymała pani nagrodę od marszałka. Co pani czuła?
D.R.:
Na imprezie czułam się strasznie i stresowałam się koniecznością wejścia na scenę :) Bardziej wyjątkowa była dla mnie nominacja mojej osoby do nagrody przez Janinę Mirończuk. Zgłaszając mnie dała dowód na to, że moje działania są ważne.

Swc: Chciałaby pani coś przekazać osobom, które przeczytają ten artykuł?
D.R.:
Uderza mnie fakt, że doszukujemy się w kontakcie z osobami, które mają nowotwór, czegoś szczególnie ciężkiego, trudnego. Natomiast tak naprawdę, i nauczyła mnie tego Małgosia Stankiewicz, każda osoba, z którą się spotykamy w ciągu dnia, może być na coś chora. Żadnej z innych chorób nie eksponujemy i nie traktujemy inaczej, a chorobę nowotworową tak. Praca z paniami nauczyła mnie, że każdy przypadek jest indywidualny. Zwyczajnie niezwyczajny.

 

Rozmawiała: Katarzyna Ochocka

Komentarze użytkowników (0)
© 2021 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl