Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Historia Magdaleny, wlacznej kobiety z rakiem mózgu cz. 3 ostatnia

Po około dwóch tygodniach od powrotu ze szpitala zaczęłam rehabilitację ruchową. Ćwiczenia przynosiły dobre efekty. Umówiłam się również na wizytę u okulisty. Podczas wizyty lekarskiej pani doktor stwierdziła, że ani jednego dnia, ani godziny nie miałam blokady psychicznej. Przedstawiła mi swoją wersję wydarzeń, tzn. co jej zdaniem wydarzyło się w moim przypadku. Otóż obecność nowotworu, spowodowała zmianę ciśnienia w mózgu i gałce ocznej. To mogło osłabić nerwy wzrokowe. Wystąpiło również nadciśnienie tętnicze, które w krótkim czasie zmieniło się w podciśnienie, co było bardzo szkodliwe dla moich nerwów wzrokowych. Po pierwszej operacji wystąpił duży obrzęk na zewnątrz i wewnątrz czaszki. Dociśnięte były żyły, które doprowadzały krew do nerwów wzrokowych. W rezultacie nastąpił zanik nerwu wzrokowego.

Okulistka stwierdziła, że sytuacja jest trudna i nieodwracalna, że nie odzyskam wzroku. To co usłyszałam było przerażające, rozpłakałam się. Wspólnie z mężem zaczęliśmy batalię. Szukaliśmy wszystkich możliwych metod na przywrócenie mojego wzroku. Trafiłam do Bydgoszczy na badanie wywołania potencjału wzrokowego, przebiegało ono inaczej, niż to, które robiono mi w Warszawie. Posadzono mnie przed monitorem i nagle zobaczyłam szachownicę. Lekarka, która przeprowadzała badanie zdziwiła się, że to widzę. Nagle zapaliło się światełko w tunelu.

Pojechałam na specjalistyczne badania wzroku do Poznania. Badania potwierdziły zanik nerwu wzrokowego, ale wykryto, że impuls światła dociera do mózgu. To był znak, że trzeba dalej szukać pomocy. Pojechałam do znanego profesora, do Warszawy, który powiedział, że gałka oczna nie jest uszkodzona, ale nerwy wzrokowe tak. Oznajmił, że nie może mi pomóc, bo zajmuje się leczeniem oczu, a nie nerwów wzrokowych.

Zaczęliśmy szukać pomocy za granicą. Mój mąż znalazł informacje w internecie o regenerowaniu nerwów wzrokowych przy pomocy komórek macierzystych. Nic nie wiedzieliśmy o tej metodzie, ale w tamtym momencie zrobiłabym wszystko, by ratować wzrok. Okazało się, że tego typu terapie przeprowadzane są w Chinach oraz Indiach. Znaleźliśmy firmę, która pośredniczy w pomocy takim osobom jak ja. Okazało się, że pracuje w niej Polka, która pomogła nam dopełnić wszelkich formalności.

Przesłałam dokumentację medyczną i po niedługim czasieokazało się, że dostałam się na leczenie do Indii. Otrzymaliśmy informację, że istnieje metoda, która może mi pomóc. W tamtym momencie wydawało się to nierealne. Po pierwsze, odległość, po drugie koszty leczenia i podróży. Potrzebowaliśmy ok. 90.000,00 złotych. Przytłaczająca kwota. Nie stać było nas na zapłacenie takiej sumy. Rozpoczęliśmy więc zbiórkę pieniędzy, zaprojektowaliśmy ulotki, założyłam konto w fundacji, na które można było przekazać 1% z podatku. W akcję zaangażowała się cała rodzina, przyjaciele i znajomi. Pieniądze wpłacały duże firmy oraz obcy ludzie. Organizowane były festyny, aukcje, z których dochód przekazywano na moją rzecz w fundacji. Udzieliłam wywiadu do gazety i internetu, wszystko po to, aby jak najwięcej ludzi mogło dowiedzieć się o moim przypadku i zbiórce na leczenie.

W rezultacie udało się. Zebraliśmy odpowiednią kwotę. W czerwcu 2013 roku wyjechałam do Indii. W prywatnej klinice rozpoczęłam terapię komórkami macierzystymi. W Indiach otrzymałam 163 mln komórek macierzystych dożylnie, do kręgosłupa i pod oczy. Na efekty czekałam pół roku, nie odzyskałam wzroku, ale zaczęłam dostrzegać światło, zaczęłam rozpoznawać różnicę pomiędzy dniem, a nocą.

Po kilku miesiącach rozpoczęłam terapię akupunkturową. Trwała ona około trzech miesięcy. Efekty tej metody mogły pojawić się nawet po kilku miesiącach. Przez ten okres nie korzystałam z żadnych leków, w ogóle miałam przerwę w leczeniu.

W 2015 roku zaczęłam brać lek regenerujący nerwy wzrokowe. Lek ten zażywałam przez rok, nie łącząc go z innymi kuracjami. Badania okulistyczne pokazywały minimalny postęp w regeneracji nerwów, czego dowodem było, że nerwy wzrokowe były bardziej zaróżowione.

W czerwcu 2016 roku dowiedziałam się, od znajomej, która ma chorą córkę, o dwóch klinikach w Rosji. Pierwsza znajduje się w Nowosybirsku i leczą tam komórkami macierzystymi, a druga znajduje się w Ufie, gdzie leczą nową, nieznaną mi metodą. Otrzymałam od niej kontakt do obu klinik i postanowiłam wysłać maile z dokumentacją medyczną oraz prośbą o leczenie. Niestety otrzymałam dwie negatywne odpowiedzi. Powodem był nowotwór.


Postanowiłam, że nie dam za wygraną. Zrobiłam aktualne badania, od onkologa i neurologa otrzymałam bieżące opinie. Dowiedziałam się, że po pięciu latach nie ma dużego ryzyka nawrotu nowotworu. Wszystkie wyniki wyszły dobrze. Ponownie wysłałam wszystkie dokumenty. Klinika w Ufie nadal nie wyrażała zgody. Z Nowosybirska uzyskałam pozytywną odpowiedź. Koszty leczenia znowu były bardzo duże, tym razem potrzebowałam 60.000,00 zł. Tyle kosztowała terapia komórkami plus koszty podróży. Ponownie zaczęliśmy zbiórkę pieniędzy w Fundacji "Siępomaga".

Na przełomie listopada i grudnia 2016 roku wyjechałam na leczenie. Do kliniki trafiłam na ponad dwa tygodnie. Lekarze robili co mogli. Dostałam dwie iniekcje z komórek embrionalnych w kręgosłup. Otrzymywałam leki, kroplówki i zastrzyki, które dotleniały nerwy wzrokowe, działały na ukrwienie i poczucie światłoczułości w siatkówce. Pod koniec pobytu miałam lepsze poczucie światła i widoczna była poprawa reakcji źrenicy na światło.

Na dalsze efekty miałam czekać jeszcze pół roku. Po czasie rezultaty dla mnie nie były zadowalające, byłam zawiedziona. Oczekiwałam większej poprawy wzroku. Lekarz prowadzący zapytał się czy słyszałam o klinice w Ufie i profesorze, który opracował nową metodę leczenia Alloplantem. Powiedziałam, że słyszałam o tym miejscu, że wysłałam tam dokumentację medyczną, ale uzyskałam negatywną odpowiedź. Wówczas lekarz obiecał mi, że skontaktuje się bezpośrednio z profesorem i przedstawi mój przypadek.

Profesor z Ufy zgodził się przyjąć mnie do swojej kliniki. Okazało się, że procedura przyjmowania opierała się na odrzucaniu pacjentów po chorobie nowotworowej, dlatego profesor z Ufy nic wcześniej o mnie nie wiedział. Warunkiem koniecznym była minimalna półroczna przerwa od leczenia w Nowosybirsku. Nie było innych przeciwwskazań do leczenia. Uradowani zaczęliśmy szukać informacji o profesorze i nowej metodzie leczenia http://alloplant.ru/index2_eng.php

Alloplant to biomateriał pochodzący od zmarłych dawców, jest on oczyszczony z genów, dlatego nie ma ryzyka odrzutu przeszczepu. Alloplant wszczepia się w uszkodzone miejsce, ma on za zadanie zregenerować ubytek. W laboratorium w Rosji opracowano około 100 różnych Alloplantów. Jest on szeroko stosowany w okulistyce, chirurgii szczękowo-twarzowej, chirurgii plastycznej, stomatologii, chirurgii klatki piersiowej, neurochirurgii, proktologii, ortopedii, traumatologii, chirurgii wątroby, ginekologii. W klinice w Ufie, w leczeniu Alloplantem w dziedzinie okulistyki, lekarze są najbardziej doświadczeni.

W czerwcu 2017 roku wyjechałam z mężem na 10 dni do Ufy. Na drugi dzień po przybyciu, skierowano mnie na badania. Sprawdzano jakie mam poczucie światła. Na trzeci dzień zaplanowano operację oczu. Na oko prawe, które było sprawniejsze, wykonano dużą operację, a na oko lewe mały zabieg. Po sześciu dniach od operacji powtórzono badania. Ku mojemu zaskoczeniu rozpoznałam kształty figur na czarno-białych planszach. Rozpoznałam również kilka kolorów, a na monitorze komputera poprawnie wskazałam kontrasty.       

Podczas rozmowy z profesorem dowiedziałam się, że za sześć miesięcy muszę wrócić ponownie, aby wykonać operację na prawe oko małą, a na lewe dużą. Usłyszeliśmy, że jest szansa, abym odzyskała wzrok, ale wiele zależy ode mnie.

Po powrocie do domu, przez 2 miesiące zakraplałam prawe oko żeby się zagoiło. Kiedy poczułam poprawę, rozpoczęłam ćwiczenia. Zaczęłam robić na przemian ciepłe i zimne okłady, delikatnie masować powieki, przez zamknięte oczy patrzeć na słońce, przed zaśnięciem poruszać gałkami w górę, dół, lewo i prawo. W telefonie wgrałam program, który wyświetlał wszystkie kolory, aby stymulować nerwy wzrokowe. Wszystkie ćwiczenia musiałam powtarzać codziennie przez pół roku. Nowa metoda leczenia i moja ciężka praca okazały się bardzo obiecujące.

10 grudnia ponownie pojechałam do kliniki w Ufie. Przeszłam szereg badań oczu. Badania wykazały, że mam lepsze poczucie światła, nerw zaczął się regenerować i nastąpiła poprawa. Lewe oko po operacji również wykazało minimalną poprawę.

13 Grudnia przeszłam operacje na prawe i lewe oko. Operacje powiodły się. Przez kilka pierwszych dni oko bardzo boli i przeszkadzają szwy. Zawsze na koniec pobytu szpitalnego powtarzane są wszystkie badania, podczas tych ostatnich była widoczna poprawa w lewym oku. Rozpoznałam kilka kolorów oraz figur geometrycznych. Po powrocie do domu musiałam kontynuować ćwiczenia.

Kilka tygodni później pojechałam do Wrocławia, na rehabilitację wzroku. Terapia nazywa się "Biofeedback Eye". Polega na świadomym kontrolowaniu fal mózgowych. Siadam naprzeciw wielkiego monitora, mam podłączone do głowy elektrody i obserwuję co się dzieje na monitorze. Dostrzegam już ruch, światło, kolory i kontrasty. Na tą chwilę dla mnie, to dużo, ale zdaję sobie sprawę, że czeka mnie długa droga.

W czerwcu 2018 roku ponownie wyjeżdżam do kliniki w Ufie, tym razem na mały zabieg. Rehabilitacja i ćwiczenia to podstawa. Cały czas trzeba stymulować nerwy wzrokowe i czekać na poprawę. Dopóki jest nadzieja i według lekarzy duża szansa na odzyskanie wzroku, nie przestanę walczyć. Na bieżąco informować o zmianach jakie zajdą w moim zdrowiu i życiu. Możecie do mnie pisać i zadawać pytania, z chęcią odpowiem.

Gorąco pozdrawiam.
Magda Mucha

Informacja dla osób w podobnej sytuacji do mojej:
aby dostać się do kliniki w Ufie trzeba przetłumaczyć dokumentacje medyczną na język rosyjski lub angielski i wysłać na adres fauzia@yandex.ru.

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2018 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl