Pieluchomajtki po „nowemu”

Pacjenci mogą czuć się rozczarowani a nawet oszukani. Zostały zwiększone limity ilościowe na refundowane pieluchomajtki, ale limity kwot dofinansowania zostały takie same.  Prosto ujmując-można mieć więcej sztuk za tyle samo pieniędzy. Co to oznacza? Jeśli komuś zależy na komforcie i jakości życia będzie nadal musiał dużo dopłacić z własnej kieszeni. Rząd szuka oszczędności tym razem na osobach starszych, niepełnosprawnych, przewlekle chorych. Ci nie zamierzają się jednak poddawać. Dalej walczą o zmiany w tej konkretnej sprawie, ale bardziej „ludzkie”.

Komu potrzebne są pieluchomajtki? Ogólnie biorąc-osobom, które mają kłopot z niekontrolowanym oddawaniem moczu bądź stolca. Są to więc zarówno chorzy onkologicznie, dzieci z porażeniem mózgowym, jak osoby cierpiące na zmiany neurologiczne. Często, to ludzie obłożnie chorzy, leżący, ale też tacy, którzy pracują zawodowo, studiują, uczą się. Nie brakuje niepełnosprawnych dzieci.

-Dotąd przysługiwało dofinansowanie do dwóch pieluchomajtek na dobę, teraz do trzech. To jakaś paranoja. Dziennie potrzebuję dla córki co najmniej 10 pieluch. Inaczej ma odparzenia, płacze-mówi mama 8-letniej Wiktorii. -Córka nie kontroluje siusiania. Zdarza się, że zawoła, ale częściej tego nie robi. -W lutym pierwszy raz skorzystaliśmy z przywileju dofinansowania do pieluchomajtek. Wcześniej nikt nam o takiej możliwości w ogóle  nie wspomniał. Ja dołożyłam w lutym do pieluch 150 złotych. Zakładając, że kupiłam  300 sztuk z dofinansowaniem do każdej sztuki 1,50 zł. Słyszałam o zmianach, m.in. że  kwota dofinansowania na jedną pieluchę została zmniejszona ze 1,50 zł na 1 zł. Nie wiem dokładnie, co to oznacza, bo w różnych miejscach inaczej tłumaczą. Różne są też podawane kwoty. Raz netto, raz brutto.

Wiktoria „łapie się” na ustawę z 4 listopada 2016 roku (weszła w życie w styczniu 2017 r.) o wsparciu kobiet w ciąży ”Za życiem”, bo ma stwierdzoną wadę wrodzoną. Czy takie dzieci mogą liczyć na ekstra przywileje w refundacji pieluchomajtek? I tak. I nie.

Jest bardzo duże zamieszanie przy okazji wprowadzania nowych zasad dofinansowania do wyrobów medycznych, takich jak m.in. pieluchomajtki. Zdezorientowani są zarówno sami pacjenci, rodzice niepełnosprawnych dzieci, jak i osoby prowadzące sklepy medyczne, czy apteki, gdzie wydawane są pieluchy z dofinansowaniem Narodowego Funduszu Zdrowia.  A nawet pracownicy NFZ nie do końca wiedzą, jak interpretować nowe przepisy.

Długo wyczekiwana nowelizacja „rozporządzenia w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie” weszła w życie 3 marca 2018 roku (rozporządzenie ministra zdrowia z 18 stycznia 2018 roku, Dziennik Ustaw 2018r.). Choć zwiększa ona limit ilościowy na tzw. produkty chłonne (inaczej środki absorbcyjne, czyli pieluchomajtki, wkłady anatomiczne, pieluchy anatomiczne, podkłady higieniczne, majtki chłonne)  z 60 do 90 sztuk miesięcznie, to nadal dyskryminuje polskich pacjentów w porównaniu do innych.

W sąsiednich krajach, np. w Czechach limit miesięczny wynosi 120 sztuk. Poprawa sytuacji polskich pacjentów jest pozorna tym bardziej, że za zmianami ilościowymi nie idą zmiany miesięcznych limitów kwotowych. A o to przede wszystkim od lat walczyli chorzy i ich rodziny, postulowało m.in. Stowarzyszenie Osób z NTM „UroConti” w trakcie konsultacji społecznych poprzedzających wydanie przez rząd nowelizacji „rozporządzenia w sprawie wykazu wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie”.   

W „UroConti” wyliczają, że zgodnie z nowym rozporządzeniem limity cenowe faktycznej refundacji dla pacjenta onkologicznego (pozycja 100 rozporządzenia) zostają obniżone z poziomu 1,28 zł do poziomu 0, 86 zł za jedną sztukę a dla pozostałych pacjentów (pozycja 101) z poziomu 1,05 zł do 70 gr za sztukę. Oznacza to, że w tych kwotach możliwy jest zakup jedynie 90 sztuk małych wkładek anatomicznych o niskiej chłonności nie zabezpieczających potrzeb osób z NTM a sama refundacja (77 zł dla pacjentów onkologicznych oraz 63 zł dla pozostałych) się nie zmienia.

W dziale zaopatrzenia w materiały medyczne w kujawsko-pomorskim oddziale Narodowego Funduszu Zdrowia w Bydgoszczy podkreślają z kolei, że od 3 marca coś się jednak poprawiło (dzięki nowemu rozrządzeniu) dzieciom, bo limit refundowanych pieluch dla dzieci niepełnosprawnych, których nie dotyczy ustawa „Za życiem” będzie zwiększony z maksimum 60 sztuk do maksimum 90 sztuk w miesiącu.

W NFZ zaznaczają, że ustawa „Za życiem” umożliwia rodzicom dzieci korzystających z refundacji na pieluchomajtki potwierdzenie i realizację zleceń z pominięciem limitu. I rzeczywiście, w ich przypadku limit jest zwiększony  z 60 sztuk do …nieskończoności, ale to tylko tak optymistycznie wygląda. W bydgoskim NFZ przyznają, że minister zdrowia także w przypadku tych dzieci co prawda zwiększył liczbę pieluch, jaka może być refundowana, ale samej kwoty refundacji też nie podniósł. Ta kwota wynosiła dotąd de facto do 1,05 zł a teraz do 70 gr dofinansowania do jednych pieluchomajtek. 

Limit cenowy-wynosi maksymalnie 90 zł miesięcznie. Tak było i tak jest nadal. Trzeba też wyjaśnić, że z tego limitu NFZ refunduje 70 procent, czyli faktyczna kwota dofinansowania wynosi 63 zł miesięcznie (100 proc. refundacji przysługuje tylko inwalidom wojennym i osobom represjonowanym posiadającym odpowiednie zaświadczenia).

W NFZ zaznaczają, że limity ilościowe dotyczą wszystkich uprawnionych pacjentów, w tym niepełnosprawnych dzieci, poza osobami objętymi ustawą „Za życiem”. W ich przypadku bowiem liczba wpisanych na zleceniu pieluch ograniczona jest tylko „zdrowym rozsądkiem” lekarza. Ograniczona jest refundacja NFZ do każdej sztuki, natomiast nieograniczona jest ilość. Czyli można lawirować w ramach tego samego limitu kwotowego, który jest dla wszystkich uprawnionych dzieci ten sam.

Trzeba pamiętać, że dziecko, które teraz „łapie się” na ustawę „Za życiem” z chwilą ukończenia 18 lat przestaje korzystać z przywilejów wynikających z ustawy, w tym dotyczących nieograniczonej ilości przysługujących takiej osobie refundowanych pieluchomajtek. Należy podkreślić, że nie korzystają z nich zarówno małe, jak i duże dzieci a także te, które skończyły 18 lat, u których co prawda nie stwierdzono wad wrodzonych nabytych w okresie prenatalnym, czy w trakcie porodu, ale też są bardzo chore, np. są po zapaleniu opon mózgowych, wypadkach komunikacyjnych, często leżące.

Prawo do korzystania z refundacji wyrobów medycznych, w tym pieluchomajtek ma każda  uprawniona osoba ubezpieczona (pacjentom przysługuje refundacja wielu wyrobów medycznych, są to też m.in. różnego rodzaju protezy, aparaty i ortezy ortopedyczne, wózki inwalidzkie, laski i kule, balkoniki, obuwie ortopedyczne, zestawy infuzyjne do osobistych pomp insulinowych, cewniki, sprzęt stomijny).

Zlecenie może wystawiać lekarz posiadający specjalizację z położnictwa i ginekologii, medycyny rodzinnej, pediatrii, chorób wewnętrznych oraz pielęgniarka i położna posiadająca uprawnienia. Zlecenie ważne jest bezterminowo, z wyjątkiem zaopatrzenia comiesięcznego, jak na pieluchomajtki. W ich przypadku zlecenie może być wystawione na okres nie dłuższy niż trzy kolejne miesiące. I może zostać zrealizowane wyłącznie w miesiącach, na które zostało wystawione, z wyłączeniem miesięcy które upłynęły.

Zlecenie musi zostać potwierdzone do refundacji w oddziale NFZ, na terenie którego ubezpieczony jest zarejestrowany. Mając zlecenie potwierdzone do refundacji trzeba  zgłosić się do wybranej placówki (apteki, sklepu medycznego) na terenie całego kraju, która podpisała umowę z NFZ na realizacją zaopatrzenia w wyroby medyczne. Wybór konkretnego miejsca należy do pacjenta. W tym wypadku rejonizacja nie obowiązuje.

Produkty mogą różnić się ceną i jakością. Jeśli cena wybranego przez pacjenta wyrobu medycznego jest wyższa niż określona limitem, pacjent dopłaca różnicę pomiędzy ceną brutto a kwotą refundacji. Przy czym każdy sklep medyczny, czy apteka, które  podpisały z NFZ umowę, że można w nich realizować takie zlecenia, ma obowiązek posiadania w ofercie przynajmniej jednego wyrobu (z danego rodzaju) mieszczącego się w limicie cenowym.

Dobre jakościowo pieluchomajtki o dużym rozmiarze kosztują około 3,45 zł za sztukę. Ceny brutto dla pacjenta wahają się od 1,50 zł do 9,85 zł za sztukę. Uzależnione są od jakości produktu i rozmiarów ( XS, S, M, L, XL, XXL).

Zgodnie z ustawą „Za życiem” (art. 18) dla dzieci do 18 życia zaświadczenie o prawie do korzystania z przywilejów (uprawniających m.in. do skorzystania z wyrobów medycznych)  wystawia lekarz podstawowej opieki zdrowotnej, lekarz ubezpieczenia zdrowotnego, który posiada specjalizację II stopnia lub tytuł specjalisty w dziedzinie położnictwa i ginekologii, perinatologii, neonatologii lub pediatrii.

Od początku swojego istnienia, czyli od 10 lat o zwiększenie limitów i ilościowego i cenowego na pieluchomajtki zabiegało Stowarzyszenie UroConti. Członkowie tego stowarzyszenia nie kryją, że czują się wręcz oszukani wprowadzonymi zmianami. Zamierzają domagać się od ministra zdrowia wyjaśnień i żądać urealnienia limitów cenowych, dzięki którym można będzie przynajmniej przybliżyć się do standardów europejskich.

Co ciekawe ministerstwo zdrowia, do którego docierają sygnały od niezadowolonych pacjentów, zarówno dorosłych, jak i rodziców chorych dzieci potrzebujących pieluchomajtek  zamieściło na swojej stronie „Wyjaśnienia dotyczące zmian w wykazie wyrobów medycznych wydawanych na zlecenie”. Pisze w nich m.in. że: „zwiększa limit ilościowy na środki absorbcyjne z 60 do 90 sztuk na miesiąc”. Dodaje, że „zmiana ta jest odpowiedzią na postulaty organizacji pacjentów, m.in. Stowarzyszenia  Osób z NTM UroConti, bo w ramach prowadzonych konsultacji publicznych stowarzyszenie to zgłosiło m.in. potrzebę zwiększenia limitów ilościowych do przynajmniej 90 sztuk miesięcznie przy… zachowaniu dotychczasowych limitów cenowych”. Kłóci się to zdecydowanie z oficjalnym stanowiskiem stowarzyszenia (które podkreśla, że nie tego oczekiwało). I logiką.

Jaki jest więc sens wprowadzonych przy refundacji pieluchomajtek zmian? Nikt tego nie wie. Prawdopodobnie trzeba było zaproponować jakiekolwiek zmiany, bo o to od wielu lat postulowali pacjenci. Teraz chorzy muszą walczyć dalej, bo nie są usatysfakcjonowani. Wręcz odwrotnie. Czują się zlekceważeni. Mają prawo sądzić, że niedostatecznie rozumiane są ich potrzeby. A przecież dolegliwość, jaką jest nietrzymanie moczu to jedno z wielu problemów, z jakimi zmagają się każdego dnia.

Mariola Lorenczewska

 

 

 

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2018 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl