Zdradliwe jagody

Zwykła wyprawa do lasu może wywołać ciężką, podstępną chorobę, która da o sobie znać w nietypowy sposób, nawet po wielu latach od zakażenia. Ani chory ani lekarze nie kojarzą, że przyczyną może być garść zerwanych z krzaka jagód, które kiedyś zjedliśmy bez mycia. Źródeł zakażenia może być zresztą więcej a konsekwencje dla chorego bardzo różne.

30-letnia Zuzanna narzekała od pewnego czasu na bóle brzucha po prawej stronie. Nie miała apetytu. Miewała mdłości, ale w ciąży nie była. Chudła. Na miesiąc przed planowanym ślubem poszła w końcu do lekarza i poprosiła o skierowanie na podstawowe badania typu morfologia krwi, USG jamy brzusznej, analizę moczu. Po serii badań okazało się, że ma bąblowicę.

Od kilku lat jeździ na Mazury, bo uwielbiają z narzeczonym żeglowanie. Prawdopodobnie, zdaniem lekarza, który był wyjątkowo czujny i dociekliwy, podczas jednej z wypraw, została zakażona. Na szczęście w jej przypadku, była to wyleczalna postać tej ciężkiej pasożytniczej choroby. Stosunkowo wcześnie została też wykryta (u niej zaatakowała układ pokarmowy). Zuzanna musiała przejść bardzo długą terapię. Cały czas ma na siebie uważać. Pilnować diety. Brać leki. Żyje jednak normalnie.

Co innego Ewelina. Gdy jako nastolatka pojechała z chłopakiem pod namiot, mieszkali w lesie pełnym jagód. Dziewczyna miała pecha, bo zjadła bez mycia jagodę, taką prosto z krzaka, na której wcześniej musiał przebywać np. lis zarażony bąblowcem. U niej objawy choroby zaczęły się po 10 latach od zakażenia, od kłopotów z wymową. Rodzice byli z córką u logopedy, ale ten nic nie stwierdził. Lekarz rodzinny podejrzewając u pacjentki (mimo młodego wieku, bo miała wtedy 25 lat) chorobę Alzheimera skierował chorą do neurologa. Ten zalecił tomografię komputerową i rezonans magnetyczny i dalsze specjalistyczne konsultacje.

Instytut Psychiatrii i Neurologii postawił druzgocącą diagnozę–postępujący zespół otępienny, bąblowicę ośrodkowego układu nerwowego. Niestety, choroba była u Eweliny bardzo zaawansowana. Nie mogła samodzielnie funkcjonować, wymagała stałej opieki. Jedynym ratunkiem w jej sytuacji był pobyt w domu pomocy społecznej przeznaczonym dla dorosłych osób niepełnosprawnych intelektualnie. W Toruniu od ponad ośmiu  lat taką całodobową placówkę (na 35 miejsc dla pensjonariuszy) prowadzi Fundacja im. Brata Alberta na Rubinkowie I

Co łączy obie kobiety? Obie zostały w podobny sposób zakażone–przez tasiemca bąblowcowego. Może on bytować na zebranych w lesie brudnych jagodach, poziomkach, malinach, czy grzybach. A choroba, którą pasożyt wywołuje, to właśnie bąblowica. Człowiek zaraża się w wyniku przypadkowego zjedzenia jaj tasiemca, które mogą się znajdować w wodzie lub glebie zanieczyszczonej odchodami zakażonych zwierząt, np. lisów, a także na owocach leśnych i grzybach. Do zakażenia może też dojść przez bezpośredni kontakt. Jaja tasiemca mogą znajdować się zarówno na sierści, pysku, języku zakażonych zwierząt, jak i na zanieczyszczonych przez nie przedmiotach.

Zakażone zwierzęta wydalają dojrzałe człony tasiemca, które na zewnątrz ulegają rozpadowi uwalniając od 200 do 600 agresywnych jaj. Są one bardzo odporne na warunki środowiskowe, w tym na działanie niskich temperatur (potrafią przetrwać nawet na biegunie północnym). Zdolność do zakażania zachowują przez ponad rok. Na tego pasożyta w Polsce możemy trafić praktycznie wszędzie, ale najczęściej w lasach Pomorza, Warmii i Mazur i Podlasia.  

Istnieje kilka gatunków tasiemca, tasiemiec bąblowcowy jest jednym z najgroźniejszych pasożytów. Jaja tego tasiemca w organizmie człowieka przekształcają się w larwy, które trafiają do różnych narządów, a tam  wytwarzają wokół siebie torbiele.  Pasożyt wytwarza torbiele jedno lub wielokomorowe. Mogą one osiągać nawet do 20 cm średnicy.

Kiedy bąblowiec rozmnaża się, anektuje kolejne narządy dając przerzuty. Z czasem wokół torbieli tworzy się tzw. pericysta wywołująca odczyn zapalny a powiększający się guz uciska narządy, w których się zagnieździł. Choroba postępuje powoli. Objawy ze strony wątroby (najczęściej, bo w 80% przypadków właśnie ją atakuje), czy innych zajętych narządów (rzadziej jest to śledziona, płuca, kości, mózg) mogą wystąpić nawet po kilkunastu latach od zakażenia. W zależności od lokalizacji choroba może dawać takie objawy, jak pobolewanie w prawym boku, nudności, wymioty. Bąblowiec w płucach–dusi. Zlokalizowany w mózgu daje podobne objawy jak nowotwór. Do zajęcia ośrodkowego układu nerwowego dochodzi u 2% chorych.  

Do rozpoznania bąblowicy dochodzi  przeważnie późno ze względu na długi okres bezobjawowy przebiegu tej choroby. Duże torbiele, które powstają bywają trudne do chirurgicznego wycięcia. Niektóre jednak kwalifikują się do operacji. Po zabiegu pacjenta czeka chemioterapia przeciwpasożytnicza. Przez kolejnych 10 lat chory powinien być pod obserwacją. Bąblowiec może bowiem w formie utajonej przebywać wciąż w organizmie.

Czasami nie dająca jeszcze objawów torbiel może zostać zauważona przy okazji innych rutynowych badań. Ale i wtedy zdarza się, że bywa mylona z guzem nowotworowym. Torbiele widać w badaniach USG czy rentgenowskich, ale pewność diagnostyczną, że to bąblowica daje dopiero zbadanie pod kątem obecności pasożytów płynu pobranego z torbieli. 

Bąblowica jest co prawda dość częstą chorobą pasożytniczą u zwierząt, raczej rzadką jednak chorobą odzwierzęcą wykrywaną u ludzi. Co roku odnotowuje się po kilkadziesiąt zakażeń bąblowcem, ale w rzeczywistości jest ich znacznie więcej. A latem ryzyko jest zwykle wyższe niż w innych porach roku. m.in. dlatego, że częściej chodzimy do lasu. Czy z obawy przed bąblowicą powinniśmy unikać takich wycieczek? Na pewno nie o to chodzi. Warto mieć świadomość zagrożenia i być przezornym.

Jak można uniknąć zakażenia bąblowcem? Przede wszystkim przestrzegając podstawowych zasad higieny, czyli przed zjedzeniem porządnie należy myć warzywa i owoce (dotyczy to przede wszystkim runa leśnego–jagód, poziomek), pamiętać o systematycznym odrobaczaniu zwierząt domowych, myciu rąk po każdym kontakcie z psami i kotami.

Specjaliści zalecają nawet, by myć przed spożyciem owoce z przydomowego ogródka. Może się bowiem zdarzyć, że przebywał tam jakiś zakażony zwierzak. Rezerwuarem pasożyta i źródłem zakażenia są zarówno zwierzęta domowe (psy, koty), jak i dziko żyjące (lisy, wilki).

Mariola Lorenczewska

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2020 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl