W życiu nie ma prób generalnych. Warszawski Teatr 21 i niezwykli aktorzy z zespołem Downa

Według jednej z pisarek, Ewy Nowak, „życie od teatru różni się tylko tym, że w życiu nie ma prób generalnych”. Osoby, które spotkać można w warszawskim Teatrze 21 wyznają tę zasadę żyjąc pełną piersią pomimo tego, że mierzenie się z wyzwaniami dnia codziennego wymaga od nich znacznie więcej samozaparcia.

„Teatr 21” nie jest nazwą przypadkową. Występujący w nim aktorzy nie mają 21 lat, ani 21 spektaklów na koncie. Mają za to dodatkowy, trzeci chromosom 21 w każdej komórce organizmu, co powoduje występowanie zespołu Downa–choroby, która pojawia się raz na sześćset urodzeń.

Skojarzenia w przypadku większości zapytanych o zespół Downa osób są podobne–niepełnosprawność intelektualna, charakterystyczny wygląd, bezpłodność i serial „Klan”, którego producenci jako jedni z pierwszych sprawili, że zespół Downa pojawił się w życiu społecznym, za pośrednictwem ekranów telewizorów.

W warszawskim teatrze spotkać można aktorów z krwi i kości. Na ich twarzach widać wyraźnie paletę emocji, z których wykorzystywane są te, które wiążą się z daną rolą. Twarze wyglądają jednak nieco inaczej niż te, do których przywykliśmy oglądając kolejne produkcje filmowe czy teatralne. Krótki grzbiet nosa, małe i nisko osadzone uszy, wąskie usta, fałdy skórne przy bokach krótkiej szyi i na karku oraz wąskie i krótkie szpary powiekowe nie sprawiają jednak, że ich występy są mniej interesujące, a role gorzej odgrywane. Ich odmienność przyciąga wzrok, co jednak może sprawić, że dla pełnosprawnego człowieka zespół Downa przestanie być zjawiskiem, którego lepiej nie dostrzegać.

Teatr 21 powstał trzynaście lat temu. Jego początki są związane z organizowanymi w Zespole Społecznych Szkół Specjalnych „Dać szansę” warsztatami, które pokazały, jak duży potencjał, w przypadku grupy uczniów z zespołem Downa i autyzmem, ma teatr.

Ich droga była długa–od pracy nad oryginalnymi jasełkami, poprzez spektakle oparte na osobistych doświadczeniach, aż do przedstawień nawiązujących do nazistowskiej idei likwidacji chorych psychicznie i niepełnosprawnych intelektualnie. Po ostatnim z wymienionych spektakli aktorzy nie wyszli ukłonić się publiczności. Niedomaganie? Strach? Arogancja? Powód był zgoła odmienny. Ten występ, jak mówi sama reżyserka, był robiony dla tych, którzy nie przeżyli. Tym gestem pokazują więc, jak wyglądałby świat, gdyby nazistowski pomysł został w pełni zrealizowany i osoby z zespołem Downa zniknęłyby z powierzchni Ziemi.

Aktorzy Teatru 21 otrzymują wynagrodzenie jak każdy pracownik. Kilkoro z nich pracuje dodatkowo w innych miejscach, niektórzy udzielają się jako wolontariusze. Kilka osób, które oprócz zespołu Downa zmaga się z autyzmem, pracuje w warszawskiej klubokawiarni „Życie jest fajne”, starając się przez to nauczyć dorosłego życia. Nie każdemu dana jest taka szansa. Wielu z nich na zawsze pozostanie pod opieką rodziców, a później rodzeństwa.

Założenie rodziny? Ten temat jest absolutnym tabu. Czymś zakazanym. Tak, jakby samo wyobrażenie kobiety z zespołem Downa, która nosi pod sercem dziecko było czymś nienaturalnym, wynaturzonym. Większość mężczyzn z trisomią chromosomu 21 jest bezpłodnych, jednak naukowcy zbadali, że 50-70% kobiet z zespołem Downa może urodzić dziecko. Jest to jednak obarczone wieloma zagrożeniami.

W przypadku towarzyszącym trisomii chromosomu 21 zaburzeniom tarczycy, białaczce czy też wadom serca, może dojść do poronienia lub przedwczesnego porodu. W przypadku narodzin dziecko może mieć niewielką masę ciała a także różnego rodzaju niepełnosprawności i choroby, takie jak mikrocefalia oraz zespół Downa. To ryzyko i niewielkie szanse na poczęcie dziecka w przypadku chorego mężczyzny nie sprawiają jednak, że instynkt ojcowski czy też macierzyński zanikają. W związku z tym temat zakładania rodziny jest obecny w sztukach, które wystawiają aktorzy Teatru 21.

Jedna z prób, w której miałam okazję uczestniczyć, była próbą niezwykłą. Ćwiczenia oddechowe, różne sposoby powitań związane z tym, że w próbie uczestniczyli nie tylko goście z Polski, ale także z zagranicy, przełamywanie barier dotyczących przejawów ekspresji–to wszystko działo się na teatralnych deskach, które połączyły świat osób zdrowych ze światem niepełnosprawnych.

Miałam okazję zweryfikować jedno z popularnych twierdzeń, które głosi, że osoby z zespołem Downa są szczególnie towarzyskie i lgną do tych, których dopiero poznali. Okazało się, że nie jest to regułą. Większość aktorów była otwarta zarówno na rozmowę, jak i na bliższy kontakt, jednak widoczne zróżnicowanie osobowościowe sprawiało, że grupa ta nie różniła się szczególnie od grupy widzów, wśród których–podobnie jak tam–znajdowali się introwertycy i ekstrawertycy, osoby zadające mnóstwo pytań i obserwujące wszystko w milczeniu.

Nie ograniczają się do występowania w sztukach tylko dla dorosłych. Justyna Sobczyk, absolwentka toruńskiego uniwersytetu, obecnie szefowa działu teatru w Instytucie Teatralnym w Warszawie reżyseruje, organizuje, planuje. Jest mózgiem całej operacji, w czym dzielnie pomaga jej Justyna Lipko-Konieczna. Na ich spektaklach zobaczyć można setki widzów w każdym wieku–od dzieci, poprzez młodzież, dorosłych i seniorów. Spotkać ich można nie tylko w warszawskich teatrach takich jak Teatr Dramatyczny, Baj, Studio czy też Soho, ale także na festiwalach w Poznaniu, Berlinie, Pradze albo Gdańsku.

Można było się na nich natknąć także w Kijowie, gdzie kilka lat temu organizowali miejski performance. O Teatrze 21 mówi się także w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Jeden z aktorów jest wyznawcą religii judaistycznej i podkreśla, że ta tematyka jest dla niego szczególnie ważna podczas pisania scenariuszy. Na swoim koncie ma już kilka własnych sztuk, z czego jest niezwykle dumny, bo może sam podejmować decyzje i dokonywać trudnych wyborów związanych  losami kolejnych postaci.

Koczowniczy tryb życia wydaje im się nie przeszkadzać. Aktorzy warszawskiego Teatru 21 próbują dorosłości, samodzielnej, autonomicznej, niezależnej, o czym opowiadają w odcinkach teatralnego serialu, który tworzą. Jeden z najnowszych nosi tytuł: „Klauni, czyli o rodzinie”. Zakupione jako rekwizyty czerwone nosy zostały odrzucone, bo uznano, że to nie aktorzy są klaunami. To zdrowi wcielają osoby z zespołem Downa nader często w tę rolę.

Treningowe mieszkania, które zaprezentowano w spektaklu, pokazują ciągłą kontrolę ich samodzielności. Nadmuchiwane łoże małżeńskie jest symbolem tego, o czym niewiele się mówi–ze wstydu, skrępowania, niewiedzy. Niepełnosprawni intelektualnie tak samo pragną czułości i bliskości, co prezentują w przedstawieniu aktorzy wbrew oburzeniu opinii publicznej.

Wolność w ich przypadku jest słowem niezwykle trudnym do zinterpretowania. Wymarzona przez nich samych, niezależnie od ilości chromosomów, często jest niemożliwa, co zrozumieć mógł każdy widz obserwujący próbę. Ogłuszający, trudny do zinterpretowania krzyk był krzykiem bólu, napiętym mięśniem uniemożliwiającym wstanie z podłogi jednej z aktorek. Lęk innych aktorów, lęk widzów obrazuje, jak wiele obaw rodzi się wówczas, gdy obok nas występuje zachowanie nieznane, z którym nie wiadomo w jaki sposób można sobie poradzić.

Interwencja mamy młodej kobiety po kilkunastu minutach przyniosła pożądany rezultat. To jednak pokazało, że wolność osób niepełnosprawnych intelektualnie wymaga kontroli. Nieco inne wrażenie odnosiło się po zakończonej próbie oraz serii pytań i odpowiedzi, także w języku angielskim, z którym bez problemów radziła sobie rzesza aktorów, a także po pożegnaniu–serdecznym, pełnym uścisków, a także zaproszeń na występy.

Opory przeciwko tworzeniu podziałów: „oni” i „my”, „zdrowi”, „chorzy”, „samodzielni” i „wymagający pomocy” pojawiają się coraz częściej. Wreszcie świadomość społeczna zaczyna wchodzić na wyższy stopień wtajemniczenia. Rodziny osób z zespołem Downa coraz częściej rozumieją, że życie pod kloszem nie zawsze jest życiem szczęśliwym.
 

Magdalena Zając

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl