Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Glejak był silniejszy, ale pamięć o Marcie Szklarskiej nie zginie

Całe życie starała się pomagać innym, troska o słabszych stała się sensem jej życia. Była zaprawiona w bojach, bo walczyła całe swoje życie–o dobro i komfort tych, którzy sami mieli zbyt mało siły na toczenie bojów. Najcięższą walkę, o siebie, stoczyła ze znacznie silniejszych przeciwnikiem. Nadzieja towarzyszyła jej i ukochanej mamie do końca. Niestety cud się nie zdarzył. Marta Szklarska zmarła dwa lata temu, do dzisiaj jej wspomnienie żyje w sercach najbliższych przyjaciół.

W książce „#Rak” opisałem historię nie Marty, a Eli–jej mamy. Mamy, która ciągle walczy, nie o zdrowie i życie swojej ukochanej córeczki, tylko o to, aby przejść przez kolejny etap żałoby, bo zapomnieć o takiej stracie się nie da, a dziury jaką ta strata stworzyła w jej sercu nic nie wypełni.

Spotkanie z panią Elżbietą było i dla niej i dla mnie bardzo trudne. Wiedziałem, że przeżywa tragedię, jakiej nie umiem sobie wyobrazić. A jednak zgodziła się na spotkanie, na rozmowę, na bycie częścią projektu „#Rak”. Sama stwierdziła, że jest to winna Marcie. Spotkaliśmy się ponad półtora roku po śmierci jej córki, ale nie oznacza to, że matka potrafiła się pogodzić z tą stratą.

–Brakuję mi jej uśmiechu, jej gadulstwa, bo buzia nigdy jej się nie zamykała–zdradziła Elżieta podczas wywiadu, ocierając łzy, które opanować było naprawdę trudno.

W czerwcu minęły dwa lata, kiedy Marta Szklarska umarła. Pokonał ją glejak, którego zdiagnozowano bardzo późno. Także dlatego, że uporczywy i notoryczny ból głowy Marta bagatelizowała, dbając przede wszystkim o swoich podopiecznych. Była wolontariuszką na 100 procent. Miała zaledwie 24 lata, wiele planów, marzeń i wielką siłę, aby pomagać innym–to było dla niej najważniejsze. Taką właśnie pamiętają ją najbliżsi–ukochana mama, wspaniały brat, rodzina i przyjaciele. Walka tej młodej dziewczyny trwała blisko półtora roku. I chociaż lekarze nie pozostawiali pani Eli żadnych złudzeń, to ta do końca wierzyła, że Marta jednak z tego wyjdzie.

–Nie dopuszczałam do siebie takiej myśli, że Marta odejdzie, wypierałam to, co wszyscy mówili–wspomina pani Ela w książce „#Rak”.

Niestety mimo modlitwy, wsparcia i wykorzystania każdej okazji na to, aby dziewczyna wygrała ten bój, los chciał inaczej.

Swoje ostatnie chwile 24–latka spędziła w hospicjum. Kilkanaście godzin przed śmiercią odwiedziła ją koleżanka, Justyna. Marcie udało się przeliterować jej imię i to było ostatnie słowo, jakie wypowiedziała. Męczyła się i chciała odejść, ale ze względu na mamę nie mogła, czekała na pozwolenie.

Idąc za radami lekarzy pani Ela pozwoliła na to, spakowała walizkę, bo Marta wyruszą w daleką podróż. Od tamtego momentu jej oddech stał się spokojnieszy, kilka godzin później Marta zmarła. W ostatnich chwilach towarzyszył jej ukochany brat.

Marta swoją walką, ogromną determinacją i radością z każdej chwili dała wszystkim piękną lekcje–lekcje życia do końca. Raptem kilka tygodni przed śmiercią dziewczyna otworzyła wystawę swoich zdjęć. Zawsze interesowała ją fotografia, a gdy zaczęła walkę z rakiem, zdjęcia były jej „oknem na świat”.

–Zawsze interesowała ją fotografia. Marta sama dokonała na obrazach fotograficznych wyboru scen, przedmiotów, tematów–wyjaśniała przy okazji wernisażu dr Małgorzata Rębiałkowska–Stankiewicz–koordynator Akademii Walki z Rakiem Fundacji "Światło".

Martę do robienia zdjęć, w trakcie tej niesprawiedliwej walki, zachęcił ksiądz Jan Kaczkowski. –Nawet, gdy będziesz mogła mrugać tylko jedną powieką, to pisz wiersze–powiedział do niej Kaczkowski. To przesłanie 24–latce i jej najbliższym pokazała Małgosia Stankiewicz, która była ogromnym wsparciem dla Marty i całej jej rodziny. Ciągle nim jest.

–Z Martą Szklarską byłyśmy sobie bardzo bliskie. Niestety Marta znalazła sobie miejsce w niebie i jestem pewna, że jest tam wlontariuszką i ciągle pomaga innym–zapewnia Anna Magalska, aktorka Teatru Wilama Horzycy, prowadząca warsztaty teatralne dla podopiecznych Akademii i jedna z bohaterek mojej książki.

Walka i ostatnie tygodnie życia Marty Szklarskiej były także ważnym momentem dla mnie–wtedy po raz pierwszy zetknąłem się z Akademią Walki z Rakiem, która powinna nazywać się „Akademią Godnego Życia”. Wtedy nie wiedziałem jednak, czym naprawdę jest ta pełna miłości i ciepła akademia. Zorganizowanie Marcie wystawy nie było łatwe, ale nie było niemożliwe. Małgosia Stankiewicz była gotowa sprzedać samochód, aby wystawa mogła ujrzeć światło dzienne. Na szczęście auto pozostało przy właścicielce.

Marta nigdy się nie poddawała, odeszła mając świadomość, że spełniła swoje największe marzenia. Teraz jej najbliżsi muszą się nauczyć żyć bez niej.

Rozmowa ze mną musiała być dla pani Elżbiety niezwykle trudna, zgodziła się bo wiedziała „że Marta by tego chciała”.

–Nie ma dnia, żebym za nią nie tęskniła. Tej pustki w moim sercu nie da się wypełnić–powiedziała z zaciśniętym gardłem pogrążona w żałobie Elżbieta.

Kilka dni temu minął dzień urodzin Marty. Chociaż ta dzielna, młoda dziewczyna odeszła, to jej urodziny wciąż są szczególnym dniem dla jej najbliższych. Kilka tygodni po jej śmierci, przypadły 25 urodziny dziewczyny. Wtedy Elżbieta zaprosiła do siebie swoich najbliższych, kupiła tort i symbolicznie obchodzili to wyjątkowe święto. Tak pewnie było i w tym roku.

Bardzo zależało mi na tym, aby historia pani Elżbiety znalazła się w mojej książce. To sprawiło, że jej lektura pomaga także osobom w żałobie, uczy radzenia sobie z sytuacjami, w jakich człowieka paraliżują strach i rozpacz. Łzy, które wylała mama Marty podczas naszej rozmowy sprawiają, że ta historia chwyta za serce. Jest prawdziwa i nikt niczego tu nie zmyślił.

Marta pozostawiła po sobie nie tylko piękne zdjęcia, które podziwiać można było na wystawie „Jestem”. Jej wrażliwość, szacunek i miłość do drugiego człowieka, a także brak zgody na ludzką krzywdę sprawiły, że dzielna 24–latka na zawsze zostanie w pamięci i w sercach osób, którym dane było zetknąć się z nią i chociaż raz usłyszeć jej śmiech. Doskonale wie o tym pani Ela i nigdy nie pozwoli, aby ten śmiech i postawa córki zostały zapomniane.

Rozmowa z Elżbietą to z jednej strony wyjąkowe wspomnienia kobiety, która przeżyła wielką tragedię, z drugiej wspomnienie o wspaniałej kobiecie, jaką była Marta. Ale jest to przede wszystkim opowieść o miłości matki do swojego dziecka, miłości która jest silniejsza niż śmierć.

Marzeniem pani Eli jest wydanie książki, która ma być zapisem wspomnień o Marcie. Wierzę, że jej się to uda, a ja, z wielką dumą je zredaguję. Chociaż w ten sposób mogę dołożyć swoją cegiełkę do tego, aby o Marcie Szklarskiej nigdy nie zapomniano.

Adrian Aleksandrowicz.

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl