Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Kulisy pracy hipoterapeuty

„To jest ciężka praca, nie każdemu odpowiada i nie każdy daje radę fizycznie sprostać zajęciom przewidzianym na cały dzień dla hipoterapeuty”. Zapraszamy do przeczytania wywiadu z hipoterapeutką-Panią Grażyną, pracującą w Fundacji Ducha na Rzecz Rehabilitacji Naturalnej Ludzi Niepełnosprawnych w Toruniu. W wywiadzie prezentuje swoją drogę oraz przemyślenia dotyczące specyfiki swojej pracy.  

Silni w Chorobie: Pani Grażyno, jak zaczęła się Pani przygoda z hipoterapią? Ile lat temu, od czego, dlaczego, skąd ten pomysł?  
Pani Grażyna: Zaczęło się od koni, ja od zawsze pasjonowałam się końmi, jako dziecko jeździłam konno i pomagałam w stajni. Był to mój pomysł na życie po wychowaniu dzieci. W rozmowie z koleżanką dowiedziałam się o fundacji i postanowiłam odnowić mój kontakt z końmi-a było to dokładnie 10 lat temu.
Po wychowaniu czwórki dzieci nabrałam doświadczenia w opiece nad nimi, dlatego to połączyłam. Zjawiłam się tutaj jako wolontariusz i po jakimś czasie Pani dyrektor zaproponowała mi staż. I tak to się zaczęło.

SwC: Wszystkiego, od zera, uczyła się Pani tutaj?  
Pani Grażyna: Tak, uczyłam się pracy z dziećmi niepełnosprawnymi, bo pracę z końmi znałam, okazało się, że tego się nie zapomina. Tu poznałam środowisko osób z niepełnosprawnościami. Przez wiele lat byłam asystentem hipoterapeuty, czyli nauczyłam się jak prowadzić konia, pomagać w asekuracji, wszystkiego po kolei od moich kolegów, którzy pracowali tutaj już dłużej.  

SwC: Praca, jaką wykonuje Pani i inni hipoterapeuci tutaj w ośrodku, z daleka wygląda jak nic wielkiego, ale w rzeczywistości wymaga ona wiele wysiłku. Sama doświadczając tu kilkunastu dni przy pomocy, przy koniach, odczułam jakie to męczące fizycznie. Jak to wygląda u Pani, po tylu latach pracy, czy da się do tego przyzwyczaić? Czy odczuwa Pani nadal duże zmęczenie fizyczne czy psychiczne po pracy?

Pani Grażyna: Tak, każdy człowiek ma jakieś swoje granice. My prowadzimy tutaj 6 godzin dziennie hipoterapii, nie da się robić tego bez uczucia zmęczenia. Jeśli jest taka możliwość staramy się dzielić między sobą obowiązki, nie zawsze to się udaje, więc po całych 6 godzinach to jest zmęczenie. Natomiast jeśli są to 4 godziny, jest to optymalny czas pracy dla hipoterapeuty. Jeżeli są przerwy, to nie jest to dla mnie duże zmęczenie, przede wszystkim dlatego, że zawsze byłam osobą aktywną. Jednak to w dużej mierze zależy od konkretnego dziecka. Z niektórymi pracuje się łatwiej, a niektóre dzieci dają w kość. I tak, niekiedy to zmęczenie psychiczne daje znać.

SwC: Czy jest Pani w stanie wyodrębnić zakres Pani obowiązków? Czy zajmuje się Pani tylko pracą z dzieckiem, czy też pielęgnacją koni i karmieniem ich, jak to wygląda?
Pani Grażyna: Specyfika pracy naszego ośrodka, polega na tym, że my zajmujemy się nie tylko hipoterapią, ale też końmi, karmieniem, wyprowadzeniem na łąkę, padoki i oczywiście prowadzeniem zajęć z dziećmi, a także rozmową z ich rodzicami, żeby dzieci lepiej poznawać, jeśli jest na to czas. Trzeba starać się ten czas znaleźć, bo sama praca z dzieckiem da mniejszy efekt, jeśli nie wiemy czego rodzice oczekują. Rodzice opowiadają nam o postępach, które często nie są dla nas widoczne gołym okiem. Uważam, że to ważna część naszego zadania. Pozostaje jeszcze jazda konna, ważne zajęcie, mające na celu dbanie o to, żeby konie poprawnie się zachowywały i czuły się dobrze psychicznie. Służą temu na przykład wyjazdy w teren. Poza tym zajmujemy się także dokumentacją, która pochłania sporo czasu, niestety.  

SwC: Czy zdarzają się w Pani pracy sytuacje niebezpieczne? Kiedy trzeba szybko decydować, bo mogłoby mieć to negatywny wpływ na zdrowie pacjenta?  
Pani Grażyna: Sytuacje niebezpieczne zdarzają się, kiedy konie się płoszą. Konie są z natury zwierzętami płochliwymi, my staramy się ograniczyć ich strach do miniumum, chociażby przez znajomość konia, jego zachowań, widzimy kiedy on jest niespokojny, poddenerwowany. Niemniej od czasu do czas zdarzają się sytuacje, których nie da się przewidzieć. Czasami wyskoczy coś nagłego, ktoś wbiegnie, zaszeleści jakimś przedmiotem, zawieje wiatr, na łące pokaże się bażant czy sarenka, koń się zerwie w mgnieniu oka i wtedy trzeba wykazać się refleksem i dziecko złapać.  

SwC: Miała Pani takie sytuacje, kiedy musiała łapać dzieci?
Pani Grażyna: Miałam. Trudno jest mi ocenić jak często się to zdarza. Czasami jest to raz na tydzień, a czasami raz na pół roku. Dłuższy, spokojny okres u konia, absolutnie nie powinien zwalniać hipoterapeuty z czujności, bo zawsze może zdarzyć się coś niespodziewanego. Nawet na hali, kiedy jest spokój, a nagle ktoś otworzy drzwi, które wydają dziwny odgłos.  50 razy te konie się nie spłoszą, a 51 właśnie tak. Także zawsze trzeba być czujnym.

SwC: Czy hipoterapię potrafi Pani zostawić w pracy? Da się z niej wyjść, zamknąć drzwi i żyć sobie dalej, nie przenosić tego do życia prywatnego?
Pani Grażyna: Pewnie jest to możliwe, ale ja nie należę do ludzi, którzy tak robią, ponieważ mnie w ogóle interesują ludzie, ich osobowość, to jak funkcjonują, rodzice z dziećmi. Rozmyślam, zastanawiam się jak można lepiej docierać do tych dzieci, często też z koleżankami, które tu pracują, dyskutujemy jak nam jakiś pacjent mocno wbije się w głowę, żeby coś ulepszyć. Nieraz więc są to dyskusje i po pracy, i w pracy, w czasie przerwy. To się tak nie da i myślę, że nie po to jest taka praca, tylko po to żeby jak najlepiej pomagać wszystkim ludziom, którzy tu przychodzą i potrzebują tej pomocy. Mam taką osobowość, że mnie to zajmuje. Takie sytuacje prowokują do rozwoju, żeby poszukiwać nowych rozwiązań, materiałów i wyszukiwać sprawdzonych w podobnych przypadkach metod.  

fot. Anna Lisik

Swc: Co uważa Pani za cel swojej pracy?  
Pani Grażyna: Jest to zależne od dziecka, ja się staram w miarę możliwości docierać do jak największej liczby dzieci, ale nie zawsze jest to możliwe. Staram się wsłuchiwać w potrzeby konkretnego dziecka, jeśli nie szuka ono kontaktu, bądź je to drażni, a na przykład ma jakieś schorzenia fizyczne, to staram się, by tym głównym celem była rehabilitacja. Natomiast bardzo dużo dzieci potrzebuje zwyczajnej rozmowy, uwagi i to także próbujemy im zapewnić. Nie jest nam obojętna również sfera emocjonalna dzieci. Chcemy żeby czuły się inaczej niż na wszystkich innych rehabilitacjach, gdzie wiedzą, że ciężko pracują. Zależy nam, żeby ta praca, którą wykonują, odbywała się tak przy okazji, żeby cieszyły się z kontaktu z koniem, z tego że jest on dla nich przyjazny, choć to tak duże zwierzę. Fakt, że się go nie boją buduje ich poczucie własnej wartości. Podejście jest bardzo indywidualne.

SwC: Czy widziała Pani znaczące poprawy w funkcjonowaniu pacjentów dzięki hipoterapii? Widoczne gołym okiem efekty regularnej terapii?
Pani Grażyna: Tak, są takie osoby i ta poprawa zachodzi w różnych sferach. Na przykład dużo przychodzi do nas dzieci, które są wcześniakami, a co za tym idzie ich rozwój jest opóźniony i może nie zawsze my dostrzegamy poprawę, ale rodzice w takim codziennym funkcjonowaniu ją widzą. Jest to poprawa równowagi, koordynacji, samodzielności dziecka. Pacjenci stają się odważniejsi, nie potrzebują już rodzica do asekuracji podczas jazdy. U starszych z nich widać,  jak otwierają się na świat i z zamkniętych osób stają się bardziej zaradni, towarzyscy, przez co lepiej funkcjonują w społeczeństwie i takich osób jest wiele. My dostrzegamy to, co najbardziej rzuca się w oczy. Poza tym są sprawy, o których mówią rodzice, na przykład: jest to funkcjonowanie narządów wewnętrznych dziecka i poprawa jego napięcia mięśniowego. Regularna hipoterapia pozwala na rozluźnienie tych spastycznych mięśni oraz ich wzmocnienie u dzieci z obniżonym napięciem mięśniowym. Jest cały wachlarz najróżniejszych popraw. Daje tu duży sens naszej pracy.

SwC: Czy czuje Pani na sobie codzienny wpływ koni? Czy zmienia to Panią, jakoś kształtuje? Pani pozytywne nastawienie do tej pracy jest imponujące i zastanawiam się czy jest to zasługa koni, czy charakteru?
Pani Grażyna: Pewnie trochę jednego i drugiego. Bo konie, tak jak inne zwierzęta, jak koty, psy, które też tutaj się kręcą, wyciszają człowieka, właśnie dlatego, że same takie są. My chcemy, żeby konie się u nas dobrze czuły. Myślę, że tak jest. Dobrze je traktujemy i one odpłacają się tym, że przekazują nam taki spokój. Mi przynajmniej tak.

SwC: Co jest w Pani pracy takiego hipnotycznego, że trudno jej nie kochać?
Pani Grażyna: W moim przypadku jest to połączenie wpływu koni i dzieci. Gdyby były tu same konie, to czegoś by brakowało. Kiedy obserwuje uśmiech dziecka i pozytywny wpływ hipoterapii na jego samopoczucie to jest to, co mnie tutaj codziennie przyprowadza. Wiele dzieci potem te konie rysuje, przynosi nam swoje prace, mówią tylko o koniach, bawią się tylko końmi, grają w gry o koniach i to też nakręca do pracy. A konie dają spokój i wytchnienie, bo wiadomo, że nie każde dziecko jest pozytywnie nastawione do terapii, nie każde to lubi. I wtedy jest koń, który pomimo tych zdenerwowanych, płaczących dzieci jest ostoją spokoju i nie daje się sprowokować.

SwC: A jeśli chodzi o ciemne strony pracy?  
Pani Grażyna: Główną trudnością jest ilość pracy i pacjentów dziennie. Zdarza się, że nie ma czasu, na przerwę pomiędzy nimi. W czasie roku szkolnego, kiedy przychodzą do nas szkoły z dziećmi, to my-pracownicy, nie mamy wystarczającej wiedzy o tych dzieciach. Wolałabym mieć kontakt ze wszystkimi rodzicami. Rodzice dostarczają dużo przydatnej wiedzy, bo to oni znają je najlepiej. Wiadomo, że jeśli jest Pani nauczycielka i ma grupę dzieci to nie ma możliwość na rozmowę, bo musi zajmować się resztą, więc to jest trudność. Uważam, że praca z tymi dziećmi mogłaby być lepsza, gdybyśmy wiedzieli o nich więcej.

SwC: Czy uważa Pani, że ciągły samorozwój jest w pracy hipoterapeuty istotny? Czy może wystarczy kompendium wiedzy i kreatywne jej wykorzystanie?  
Pani Grażyna: Uważam że rozwój jest bardzo potrzebny, aby się nie zapętlić na powtarzaniu ciągle tych samych ćwiczeń. Po drugie przychodzą do nas różne dzieci i one też wymagają zastosowania innych metod, ćwiczeń, poszukania ich, żeby najlepiej do nich dotrzeć. Poza tym są dzieci, które zjawiają się tu regularnie, przez kilka lat i wiadomo, że nie można stale proponować im tego samego, aby też się rozwijały i szły dalej.  

SwC: Jak najlepiej zacząć swoją przygodę z hipoterapią? Czy warto wyjść od zgłębiania wiedzy z zakresu rehabilitacji czy z pedagogiki, a może wystarczy kurs?  
Pani Grażyna: Uważam, że najpierw powinno się zacząć od wolontariatu, aby poznać specyfikę tej pracy, ponieważ to jest ciężka praca, nie każdemu odpowiada i nie każdy daje radę fizycznie sprostać zajęciom przewidzianym na cały dzień dla hipoterapeuty. Poza tym uważam, że jeśli ktoś ma doświadczenie kilkuletnie i pójdzie na kurs dla hipoterapeuty, to zupełnie inaczej ten kurs odbierze, niż ktoś kto zaczyna od drugiej strony. Znam osoby, które kończyły kursy hipoterapii, bezwcze śniejszych doświadczeń, i było im ciężko, osoby te nie do końca wiedziały o czym się mówi. Natomiast po doświadczeniu wolontariatu i poznaniu pracy od kuchni, wtedy kurs jest przydatny. Dużo osób właśnie tak zaczyna. Najpierw trzeba się w tym zakochać, żeby robić to dobrze. Oczywiście studia z zakresu rehabilitacji i pedagogiki mogą wnieść wiele dobrego do pracy.

SwC: Bardzo dziękuję za poświęcony czas i szczerą rozmowę.

Hipoterapia w Fundacji Ducha jest darmowa dla osób z orzeczoną niepłnosprawnością, ponieważ ośrodek korzysta z dofinansowań ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Żeby zapisać się na zajęcia, należy udać się do lekarza pierwszego kontaktu i poprosić o skierowanie do lekarza rehabilitanta, który przyjmuje pacjentów także w fundacji. Należy zabrać ze sobą skierowania, a także wszelkie orzeczenie. Lekarz bada, czy nie ma przeciwskazań do hipoterapii. W artykule https://silniwchorobie.pl/320/hipoterapia-czy-naprwde-pomaga widnieje spis wszystkich przeciwwskazań. Dzieci mogą korzystać z hipoterapii dwa razy w tygodniu, po pół godziny. Długość działań hipoterapeutycznych nie jest określona. Jeśli widać pozytywny wpływ terapii na zdrowie dziecka i nie pojawiają się przeciwskazania, może ona trwać nawet kilka lat.

Rozmawiała: Joanna Iskra 

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl