Kamil Najdrowski-wsiada na handbike'a i jedzie po szczęście

21–letni Kamil Najdrowski z Kurzętnika (woj. warmińsko–mazurskie) od kołyski zmaga się z niewyobrażalnie uciążliwą i bolesną chorobą. Mimo trudności losu jest uśmiechniętym młodzieńcem, od którego pogody ducha mógłby się nauczyć niejeden z nas... Od niedawna trenuje na handbike'u–rowerze wyczynowym. I co więcej–odnosi w tej dyscyplinie pierwsze poważne sukcesy!

Silni w Chorobie: Urodziłeś się z wrodzoną łamliwością kości, żyjesz z nią od niemal 20 lat… Pamiętam Cię, jako nastolatka, który pomimo przeciwności losu nie szczędził mi uśmiechu. Czy tak Ci pozostało?

Kamil Najdrowski: Tak, jak najbardziej. Uśmiech był i zawsze będzie mi towarzyszył przez całe życie, bo przecież najważniejsze jest pozytywne nastawienie do życia.

SwC: Czym objawia i objawiała się Twoja choroba? Czy z wiekiem Twój stan się poprawia?

K.N.: Z jednej strony tak, a z drugiej strony nie. Lekarze mówią, że z wiekiem niby kości są mocniejsze, ale zawsze jest niebezpieczeństwo złamania. Gdy dojdzie do takiego, to może być problem ze zrostem kości, bo właśnie z wiekiem coraz trudniej się zrastają. Ale cierpię też na inną chorobę-Wilsona. Ona niestety może się pogarszać albo ustanie w miejscu. Wszystko zależy od tego, czy leki które biorę już do końca życia będą cały czas działać i czy nie będzie przybywać miedzi w moim organizmie.

SwC: Jak wspominasz swoje dzieciństwo? To znaczy nie było beztroskie, jak innych dzieci, prawda? Czym przede wszystkim się różniło?

K.N.: Różniło się przede wszystkim tym, że nie mogłem robić tego wszystkiego co inni moi rówieśnicy. Przez te wszystkie złamania, które obejmowały tylko kości udowe musiałem leżeć w domu na płasko, gdyż gips miałem po sam brzuch i obejmował dwie nogi. W dzieciństwie załamania były częstsze, dlatego przez całą szkołę podstawową i gimnazjum miałem nauczanie indywidualne. Często w tym czasie polegałem tylko na rodzinie, bo mój kontakt z rówieśnikami był utrudniony przez naukę w domu. Niestety było tak, że nikt nie kwapił się, żeby mnie odwiedzić w domu. W czasie dzieciństwa szpital był też trochę takim moim drugim domem. Po złamaniach czasami leżałem po 3 miesiące w gipsie. Potem odbywały najczęściej kilkutygodniowe rehabilitacje, żeby móc chociażby usiąść tylko na wózku inwalidzkim. I tak w kółko. Wtedy największą rolę odgrywali moi rodzice, którzy robili wszystko, żebym nie był smutny i miał jakieś zajęcie przez ten cały czas.

SwC: Jesteś w stanie obliczyć, ile procent swojego życia musiałeś spędzać w szpitalach, na rehabilitacji?

K.N.: Nie jestem w stanie tego obliczyć. Zależało to też od liczby złamań i od tego, jak szybko kość się zrastała. No i oczywiście od mojego stanu zdrowia, który pod wpływem częstych operacji i brania leków się zmieniał. Więc nie jestem w stanie powiedzieć, ile czasu spędzałem w szpitalach.

SwC: Pomimo niepełnosprawności nigdy się nie alienowałeś? Zawsze miałeś jakąś pasję, prawda? Teraz też. Opowiesz o niej coś więcej? Kiedy i od czego się to zaczęło i jaki epizod w Twoim życiu był dla Ciebie najważniejszy w tej „przygodzie”?

K.N.: Z tym się nie zgodzę. Były takie okresy w moim życiu. że w ogóle nie wychodziłem z domu do ludzi, bo po prostu się bałem tego, co może się stać. Aż w końcu zmieniłem swoje myślenie. Zmieniłem swoją psychikę sam, żeby myśleć pozytywnie i żyć chwilą. Myślałem "co ma być, to będzie". Było bardzo ciężko, żeby to przezwyciężyć, ale dzięki cierpliwości i wytrwałości się udało. Motoryzacja, a głównie rajdy samochodowe w skali 1:10 tzw. RC były moją pierwszą pasją. A pasja pojawiła się znienacka. Głównie dzięki znajomemu, którego poznałem spontanicznie i to on mnie tym zaraził. To on pomagał mi ze wszystkim. Razem jeździliśmy do Torunia i tam uczestniczyliśmy w zawodach Toruńskiej Ligi Rajdowej modeli RC. Bardzo mi to pomogło w kontakcie z innymi ludźmi. Otworzyłem się na świat i poznałem wielu dobrych kumpli. Odciąłem się wtedy od moich chorób i wiedziałem, że przecież to mi w niczym nie przeszkadza, żeby spełniać moje marzenia. Osiągnąłem, co miałem i troszkę później pojawiła się inna pasja.

SwC: Jacy ludzie Cię otaczają? Rozumiem, że jest wielu, którym co nieco zawdzięczasz, ale czy trafiali się i tacy, od których najlepiej trzymałbyś się z daleka?

K.N.: Tak, to chyba ma każdy z nas, że trafia na różnych ludzi. Niektórzy nam pomagają, a niektórzy robią nam jeszcze bardziej pod górkę. Żyjemy w takich czasach, że niestety każdy z nas ma jakiś tam swoich wrogów, którzy próbują nam dopiec w jakiś sposób tzw. hejterzy. Wielu takich miałem i pewnie do teraz mam, bo nie oszukujmy się, nikt nie jest idealny. Każdy ma jakieś wady. Najważniejsze jest to, żeby się po prostu tym nie przejmować i robić swoje, to co się kocha. Często ludzie myślą, że wiedzą co czujemy, a tak naprawdę każdy jest innym. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Nie można sobie brać do głowy opinii innych, bo prędzej czy później nas to bardzo zdołuje i będziemy myśleli, że tak jest naprawdę.

SwC: Jak rozpoczęła się Twoja przygoda ze sportem?

K.N.: Początkiem mojego zainteresowania sportem było wystartowanie w V Koguciej Dyszce w Kurzętniku. Tam właśnie poczułem, że to właśnie chcę robić, czyli walczyć ze swoimi słabościami podczas zawodów i treningów.

SwC: A jak było z handbikem?

K.N.: Do parakolarstwa namówił mnie prezes Integracyjnego Klubu Sportowego Smok Orneta pan Bogdan Król, który zauważył mnie na jednych z zawodów jak ścigałem się na zwykłym wózku aktywnym. Zapytał mnie czy nie chciałbym dołączyć do klubu i jeździć na handbike'u. Po kilku dniach namysłu, wyliczeniu wszystkich za i przeciw zgodziłem się i pojechałem do siedziby klubu po swój rower.

SwC: Możesz pochwalić się sukcesami?

K.N.: Na handbike'u jeżdżę i trenuje dopiero niecały rok. To bardzo mało w porównaniu do innych zawodników. Mam jakieś swoje małe osiągnięcia. Debiut na Mistrzostwach Polski, gdzie zająłem 14 miejsce, zająłem 1 miejsce w XXVIII Ostródzkich Biegach Ulicznych–Memoriał Im. Zdzisława Krzyszkowiaka, 3 miejsce w Mityngu EA–Grand Prix Gdańska 46. Memoriał Żylewicza, 1 miejsce w Otwartych Mistrzostwach XIX Elbląg Cup 2017, czy 3 miejsce na Międzynarodowym 24. Biegu św. Dominika w Gdańsku na wózkach aktywnych.

SwC: Możesz swobodnie trenować? Nie boisz się o zdrowie?

K.N.: W moim przypadku sport jest jak najbardziej wskazany, bo gdybym wcale się nie ruszał to mięśnie mogłyby zaniknąć i wtedy byłby większy problem. Przy ćwiczeniach kości są też mocniejsze i nie są tak podatne na złamania. Także podsumowując–sport jest dla mnie jak najbardziej wskazany.

SwC: Jakie są Twoje plany na najbliższą przyszłość?

K.N.: Na pewno dalej będę trenował i ścigał się na handbike'u. W tym roku idę na studia na Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Są to studia dzienne na kierunku Innowacyjność i Zarządzanie Sferą Publiczną, specjalizacja: branding. Będę starał się pogodzić naukę ze sportem, chociaż wiem, że czasami może być ciężko. Ważne jest to, żeby dalej się rozwijać i nie stać w miejscu. Zobaczymy co przyszłość pokażę.

SwC: Jak podsumujesz etap, do jakiego doszedłeś?

K.N.: Przede mną jeszcze wiele przeszkód. Jednak kiedy pomyślę o tym, co za mną już zostało, z czego wyszedłem, gdzie jestem, kto jest wokół mnie, to wierzę, że mogę na moim wózku dojechać dalej niż teraz widzę. To wszystko, co się wokół mnie wydarzyło powoduje, że czasami nie mogę uwierzyć w los, który z mojej niepełnosprawności uczynił sprawność. Sprawność dającą nadzieję na przyszłość. Nie tylko w sporcie–również w życiu.

SwC: Możemy liczyć na kilka słów do czytelników portalu www.silniwchorobie.pl?

K.N.: Zachęcam Was wszystkich, aby ze swoich ułomności fizycznych zbudować fundamenty, które dają możliwości. Pamiętajcie, że jedyną niepełnosprawnością w życiu jest złe nastawienie. Kalectwo nigdy nie jest równoznaczne z niezdolnością. Możemy wszystko, musimy tylko chcieć to zrobić.

SwC: Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Katarzyna Ochocka

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2020 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl