Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Spartańska tradycja zabijania niepełnosprawnych czyli segregacja ludzi według Adolfa Hitlera

Jak co roku pierwszego września na ulicach zawisną biało–czerwone flagi i usłyszeć będzie można donośny dźwięk syren, przypominający o tym, co wydarzyło się 79 lat temu na polskiej ziemi. Od 1939 roku biel i czerwień nabrały jeszcze głębszego, symbolicznego wyrazu, pod którym skryła się niewinność wymordowanych Polaków, na kartach historii skryta pod płynącymi krwią rzędami liczb i statystyk.

Polityka nazistów opierała się na dążeniu do czystości rasy w niemalże każdym aspekcie. Wygląd ludzi, ich genotyp, pożądane cechy charakteru, a nawet specjalnie tworzone gatunki zwierząt, które miały spełniać nazistowskie wymagania eugeniczne pokazywały, że dla tych, którzy nie spełniali wyznaczonych kryteriów, nie będzie miejsca wśród żywych. Do tej grupy, oprócz Żydów, Romów oraz narodów słowiańskich zaliczono osoby niepełnosprawne.

Zbędny ciężar dla narodu i gospodarki–w taki sposób naziści opisywali osoby zmagające się z rozmaitymi schorzeniami i dysfunkcjami. O pomyśle Hitlera mówiono już wtedy, gdy nie skupiał władzy w swoich rękach. Jego makabryczne idee miały jednak poczekać do momentu, gdy wybuchnie wojna. W jakim celu? Przekonany o własnym geniuszu Führer miał nadzieję, że połączenie zagłady, głodu i strachu znieczuli ludzi na tyle, że nie będą mieli siły sprzeciwić się jego pomysłowi.

Spartańska tradycja zabijania najsłabszych była według niego świetnym rozwiązaniem. Zaznaczał, że potęga niemiecka byłaby znacznie większa, gdyby co roku przybywało jej milion nowych, zdrowych obywateli, a w zamian za to likwidacji byłoby poddawane 700–800 tysięcy najsłabszych, najmniej sprawnych i najbardziej chorowitych. Zaplanowana przez niego w najdrobniejszych szczegółach zbrodnia przeprowadzona na osobach niepełnosprawnych rozpoczęła się w 1939 roku i oficjalnie trwała do 1944 roku, jednak mówi się także o przypadkach dokonywanych w imię jego idei morderstw nawet w 1945 roku, już po zakończeniu wojny.

Führer wierzył, że jego pomysł znajdzie zwolenników i nie pomylił się w tym względzie. Dowodem tego były trafiające na jego stół listy od rodziców niepełnosprawnych dzieci, wśród których znalazła się korespondencja Kretschmara. Jego synek Gerhard urodził się niewidomy, nie miał także ręki i nogi. Ojciec nalegał, aby pediatra „uśpił potwora”, jednak lekarz odmówił. W związku z tym zagorzały nazista napisał do przywódcy III Rzeszy. Niedługo później niepełnosprawny chłopczyk zmarł w niewyjaśnionych okolicznościach, prawdopodobnie zabity zastrzykiem luminalu. Tę metodę polecono stosować w podobnych przypadkach. Mały Gerhard jest uznawany za pierwszą ofiarę akcji, która przyjęła kryptonim „T-4”.

Ustawa o zapobieganiu chorobom dziedzicznym rozpoczęła proceder przymusowej sterylizacji osób, wśród których szczególny nacisk kładziono na schizofreników, epileptyków, osoby niedorozwinięte, niewidome, niesłyszące i zmagające się z uzależnieniem od alkoholu.

Specjalnie powoływane trybunały eugeniczne miały decydować o losach poszczególnych ludzi w oparciu o pobieżne oględziny i często nieprawidłowe wyniki badań. Przerażonych lecz nieuległych pacjentów, na zabieg doprowadzano siłą. Tylko do końca 1939 roku w ten sposób okaleczonych zostało ok. 400 tys. osób.

W walkę z niepełnosprawnymi włączyły się także narzędzia propagandowe. W audycjach radiowych i na łamach nazistowskiej prasy pojawiały się informacje o tym, że utrzymywanie wysterylizowanych, ale wciąż chorych, niesprawnych i niepotrzebnych ludzi kosztuje duże pieniądze, w kinach zaś emitowano filmy „Ofiara przeszłości” i „Dziedzicznie chory”, w których obraz osób niepełnosprawnych miał przekonywać do tego, że należy usunąć ich ze społeczeństwa raz na zawsze.

Lekarze otrzymali polecenie powiadamiania o rodzących się dzieciach z wadami genetycznymi i chorobami dziedzicznymi. O ich losach decydowały powoływane przez Hitlera i jego lekarza Karla Brandta komisje, najczęściej wysyłające maluchy do rzekomych klinik pediatrycznych na specjalnie przygotowane kuracje. Pod tym mianem kryły się przerażające eksperymenty medyczne, mające na celu znalezienie najskuteczniejszego środka masowo mordującego niepełnosprawnych.

Z jedzeniem najczęściej otrzymywali morfinę, po której dostawali uśmiercające zastrzyki z fenolu, skopolaminy lub luminalu. Mord na najmłodszych bardzo szybko dla Hitlera stał się tylko preludium bardziej złożonego planu. Spotkanie najbliższych współpracowników Hitlera i nazistowskich lekarzy w berlińskiej wilii na Tiergartenstrasse 4 było początkiem akcji, na skutek której, postanowiono zabijać coraz starsze roczniki oraz zlikwidować pacjentów szpitali psychiatrycznych, aby na ich miejsce można było przyjmować rannych żołnierzy.

Użycie do masowych mordów trującego tlenku węgla zaproponował dr Albert Widmann, co później wykorzystano także przy likwidacji narodu żydowskiego i w tworzonych przez Niemców obozach koncentracyjnych. Ofiary do samego końca miały być przekonane, że idą do łaźni po to, aby się umyć, a nie po to, aby zginąć.

Lekarze zajmujący się osobami niepełnosprawnymi byli zobowiązani do wypełnienia formularza informującego o stanie zdrowia danego pacjenta. Wielu medyków celowo pogarszało ich stan myśląc, że to uratuje ich przed zsyłką do obozu i przed pracą ponad ludzkie siły. Nazistowskie trybunały katów w białych kitlach przeglądały formularze, stawiając tam krzyżyki lub nie. Wypełnione co najmniej dwa na trzy pola były wyrokiem śmierci.

Wielu pacjentów było świadomych co ich czeka i przed odjazdem na zawsze żegnali się ze swoimi dotychczasowymi opiekunami. Ośrodkami zagłady były domy opieki i zakłady psychiatryczne, głównie te, które znajdowały się w Bernburgu, Brandenburgu, Grafeneck, Hadamar, Hartheim, Sonnenstein. W Polsce miało to miejsce między innymi w Owińskach nieopodal Poznania, Świeciu i Kocborowie.

Część budynków była przez Niemców adaptowano na potrzeby komory gazowej i krematorium, które często znajdowały się w uroczej okolicy, dawniej przynoszącej ukojenie skołatanym nerwom chorym pacjentom. Skazani na śmierć byli przywożeni ciężarówkami i autobusami, zaś przed ich ostatnią drogą oglądała ich jeszcze para doktorów, która później zajmowała się wystawianiem fałszywych aktów zgonu. Przyczyny tam wpisywane miały być jak najbardziej wiarygodne. W ciągu maksymalnie 30 minut od wpuszczenia do łaźni krzyki o pomoc cichły.

Ciała pomordowanych przez nazistów były wykorzystywane do różnych eksperymentów, wybrane mózgowia trafiały wraz z dokumentacją do ośrodków naukowych, gdzie prowadzono na nich kolejne badania, zaś rodziny zamorowanych otrzymywały akt zgonu i niekiedy garstkę przypadkowych prochów. W razie pytań, wątpliwości i kierowania podejrzeń w stronę władzy, wystarczyło kilka gróźb, że zginąć może także cała rodzina, aby zniszczyć wszelkie starania o prawdę. W ten sposób także pamięć o niepełnosprawnych miała zostać bardzo szybko zlikwidowana.

Najwięcej niepełnosprawnych straciło życie w latach 1940–1941 –wtedy akcja „T-4” osiągnęła punkt kulminacyjny. Wówczas zamordowano około 70 tys. osób, stosując zróżnicowane metody, a część głodząc na śmierć. Akcja została przerwana w momencie, gdy dłużej nie można było ukrywać przed opinią publiczną tajemniczych zniknięć pacjentów i ich wywózek. Mieszkańcy miast, gdzie dokonywano mordów skarżyli się na ludzkie popioły wpadające do mieszkań i zapach palonych zwłok, a informacje o nazistowskiej zbrodni usłyszeć można było z kościelnych ambon.

Autorem najsłynniejszego kazania został późniejszy błogosławiony, biskup Clemens August hrabia von Galen, który w 1944 roku trafił do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen. W jego treści można było usłyszeć: „Biada ludowi Niemiec, gdzie zabija się niewinnych, a ich mordercy pozostają bezkarni. Nie mamy do czynienia z maszynami, końmi i krowami, których jedyny cel polega na służeniu ludzkości, wytwarzaniu dóbr dla człowieka. Maszyny można złomować, a zwierzęta zaprowadzić do rzeźni, kiedy nie spełniają już swoich funkcji. Nie, mamy do czynienia z ludzkimi istotami, naszymi bliźnimi, naszymi braćmi i siostrami. Z biednymi chorymi ludźmi–jeśli chcecie: ludźmi nieproduktywnymi. Ale utracili oni prawo do życia? Czy wy i ja sam mamy prawo żyć tylko tak długo, jak długo jesteśmy użyteczni, dopóki inni uznają nas za takich?”.

Te słowa obiegły świat między innymi za pośrednictwem radia BBC i wówczas naziści z obawy, przed jeszcze większym oburzeniem opinii publicznej, zakazali jego czytania pod groźbą zesłania do obozu koncentracyjnego. Dodatkowo zaczęły pojawiać się plotki, że mordowani są tam także ranni na froncie żołnierze, w związku z czym Führer zdecydował się na przerwę.

Oficjalne statystyki mówią, że w czasie trwania całej akcji zginęło około ćwierć miliona ludzi. Niemcy postanowili nawet przeliczyć, jakie oszczędności przyniosło im usunięcie „istnień bezwartościowych”, wyceniając w ten sposób bezcenność ludzkiego życia, strachu i łez na kilka pozbawionych uczuć, wspomnień i sumień monet i banknotów.

Magdalena Zając

 

źródła:

  1. M. Zimmerman, Mord w imię oszczędności,
  2. Yves Ternon, Socrate Helman: Eksterminacja chorych psychicznie w III Rzeszy – od teoretyków narodowosocjalistycznych do praktyków z SS, Warszawa 1974.
  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2018 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl