Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Praca za free, charytatywnie czyli wolontariat nie dla wszystkich

Poruszamy niezwykle ważny wątek, którym jest wolontariat. Czy w dzisiejszych czasach jest miejsce na bezinteresowną pomoc? Słowo wolontariat pochodzi od łacińskiego volontarius, czyli dobrowolny. Każde miasto oferuje cały wachlarz działalności tego typu w różnych dziedzinach. I chociaż pobudki do podjęcia się takiego wyzwania są różne, to od lat efekty takiej pracy są niezmienne–wdzięczność, satysfakcja, a także nauka bezinteresowności–dziedziny zagrożonej zanikiem. Moim gościem, z którym rozmawiałam była wolontariuszka–Dorota z Fundacji Ducha na Rzecz Ludzi Niepełnosprawnych w Toruniu.  

Silni w Chorobie: Dorota, ile masz lat i od jakiego czasu jesteś wolontariuszką w fundacji?
Dorota: Mam 17 lat i od ponad dwóch jestem wolontariuszką.

SwC: Skąd w Tobie zrodził się pomysł wolontariatu w takim miejscu?  
Dorota: Jeśli mam być szczera, to potrzebowałam dodatkowych punktów w szkole, przyznawanych za takie działania, aby dostać się do lepszego liceum. Rodzina poleciła mi fundacje, jako dobre miejsce do podjęcia wolontariatu i tak to się zaczęło.  

SwC: Miałaś wcześniejsze doświadczenie z końmi?  
Dorota: Nie, nigdy w życiu. Zaczynałam od zera.

SwC: W takim razie rozumiem, że umiejętności związane z obsługą konia, nie są wymogiem koniecznym. Zatem jakie warunki trzeba spełniać, aby zostać przyjętym?

Dorota: Z pewnością istnieje granica wieku, z tego co pamiętam było to minimum 14 lat. Oczywiście także zgoda rodziców. Poza tym zapoznanie się i respektowanie regulaminu. Niedozwolone jest palenie na terenie ośrodka i korzystanie z używek. Warunkiem niezbędnym są:chęć do nauki i zapas wolnego czasu.

SwC: Jak dużo czasu spędzasz w fundacji?
Dorota: W wakacje jestem tam praktycznie codziennie, średnio od 08:00 do 14:00, czasami do godziny 18:00. W roku szkolnym jest to raz w tygodniu i sporadycznie w weekendy, bo na tyle pozwala mi plan zajęć.

SwC: Czy z góry określone jest minimum godzin, które trzeba przepracować w skali tygodnia?
Dorota: Myślę, że nie, jednak ma to wpływ na to, czego później oczekujemy. Większa ilość godzin daje nam możliwość jazdy konnej w przerwach, natomiast rozumiem, że nie każdemu musi na tym zależeć. W moim przypadku wyglądało to tak, że po dwóch miesiącach przychodzenia raz w tygodniu, mogłam spróbować jazdy konnej. Jeżeli ktoś ma ochotę przyjść i tylko pomóc, to nie ma żadnych ram godzinowych.

SwC: Jak w roku szkolnym godzisz ze sobą wszystkie obowiązki?
Dorota: Jest ciężko. Kiedy około godziny 15:00 zjawiam się w fundacji, wracam do domu około 20:00. Pozostają lekcje, przygotowanie się na kolejny dzień, który zaczyna się wcześnie. Jest to wyzwanie, żeby pogodzić wszystkie obowiązki bez strat, zwłaszcza w liceum.

SwC: Czy przydzielono Ci opiekuna, instruktora?
Dorota: Tak, były to dwie panie, które uczyły mnie jazdy i wszystkich zasad zajmowania się końmi, tj. pielęgnacji, ujarzmienia, itp.

SwC: Czym zajmujesz się w fundacji?
Dorota: Zakres obowiązków jest bardzo szeroki, ale głównie pomagam w prowadzeniu hipoterapii. Moja praca polega na tym, że prowadzę konia albo asekuruję dziecko. Staram się także o nawiązanie kontaktu z nimi. Poza tym cała pielęgnacja konia, poranne czesanie, ścielenie w stajni, czyszczenie sprzętu, hali. Tak naprawdę, robię wszystko, co w danym momencie jest potrzebne. Jedynie te najcięższe fizyczne prace wykonują inne osoby.

SwC: Wolontariat jest nieodpłatny, czyli pracujesz bez wynagrodzenia finansowego–charytatywnie. Czy w jakikolwiek sposób czujesz się doceniona przez pracowników fundacji?
Dorota: Tak, otrzymuję dużą wdzięczność za pomoc, bo nie jest im łatwo, to ciężka praca. Dlatego chociażby ta najmniejsza pomoc jak wyczyszczenie konia, czy poprowadzenie go podczas zajęć z hipoterapii, jest dla nich dużym odciążeniem.  

SwC: Czy zdarzają się sytuacje trudne w czasie Twojej pracy?
Dorota: Tak, zdazają się, najczęściej są to trudne sytuacje z końmi. To duże nieprzewidywalne zwierzęta. Uciekają, potrafią ugryźć, cały czas testują człowieka, sprawdzają na ile mogą sobie pozwolić. Trudny bywa też początek pracy z nowymi pacjentami ponieważ zaburzenia i choroby jakich doświadczają są bardzo różne i z każdym trzeba się poznać, żeby dalej wypracować określony schemat postępowania. Nie zawsze udaje się to za pierwszym razem, nie zawsze za drugim czy trzecim. Do tego trzeba dużo cierpliwości.
 
SwC: Jakimi cechami trzeba się odznaczać, aby na takim wolontariacie przetrwać, a co więcej czerpać z niego radość?
Dorota: Na pewno musi być duża determinacja. Często jest ciężko, zarówno fizycznie i psychicznie. Trzeba zmotywować się żeby tam przyjść i wytrwać cały dzień. Siła fizyczna też się przydaje, bo nie jest to łatwa praca, nie raz, nie dwa przebywamy po 10 godzin i zdarza się, że nie ma chwili na odpoczynek. Następnie potrzebna jest, pewność siebie, bo przy koniach jest to bardzo potrzebne. One wyczuwają strach i niepewność, czasami próbują to wykorzystać. A jeśli uda im się chociaż jeden raz, to później trudno jest odzyskać respekt konia. Poza tym trzeba mieć silny charakter, aby przetrwać w tej jakże specyficznej grupie ludzi.  

SwC: W takim razie komu odradzasz taką formę spędzania wolnego czasu?
Dorota: Osobom bardzo wrażliwym zarówno emocjonalnie, jak i węchowo, ponieważ dookoła panuje bardzo specyficzny, wszedobylski zapach. Odradzam to ludziom niecierpliwym, bo budowanie relacji z koniem to proces długotrwały. Do konia trzeba mieć szacunek, panować nad nim, a jednocześnie nie czuć się jego władcą. To nie jest łatwa sztuka, ale da się to wykształcić, pod warunkiem, że jesteśmy wytrwali.

SwC: Co dała Ci ta praca, czego Cię nauczyła?
Dorota: Myślę, że nauczyła mnie wiele. Nie tylko na temat koni, ale także dzieci, teraz lepiej je rozumiem. Bardziej cenie swoje zdrowie, moje problemy wydają mi się błahe w porównaniu do tego, z czym zmagają się nasi pacjenci i ich rodziny. Dzięki tej pracy poprawiłam swoje samopoczucie i samozadowolenie z życia. Poza tym czuję swój rozwój. Nabrałam dystansu do samej siebie. Stałam się bardziej pewna w kontaktach z ludźmi i ze zwierzętami. A co najważniejsze zdecydowałam się na naukę jazdy konnej. Jeżdżę regularnie, także na obozach. Obudziła się we mnie pasja i nie chcę z niej rezygnować.

SwC: Czy chciałabyś przekazać kilka słów osobom, które myślą o wolontariacie, ale boją się podjąć decyzję?
Dorota: Uważam, że zawsze warto spróbować. Taki wolontariat wciąga. Sądziłam, że zostanę do końca roku szkolnego, a działam już dwa lata. W chwili obecnej nie zależy mi na papierku, ale kontakcie z konkretną pracą. Dopóki będę mogła, to tutaj zostanę.

SwC: Dorota, dziękuje za rozmowę i życzę wiele sukcesów.  

Obcowanie z końmi jest wyjątkowym doświadczeniem. Wolontariat, w takich miejscach jak stadniny konne, czy fundacje pozwalają na naukę życiowych (jakże cennych) zasad oraz na wykształcenie siły i odwagi,potrzebnych w kroczenie przez życie z uniesioną głową i pomocną dłonią. Jeśli chcesz na bieżąco śledzić oferty dotyczące wolontariatu na terenie Torunia dołącz do facebook’owej grupy https://www.facebook.com/ groups/wolontariattorun/, gdzie z pewnością znajdziesz coś w sam raz dla siebie!

Rozmawiała Joanna Iskra

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2018 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl