Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Czuję się własnym więźniem. Historia niewidomej Agnieszki Sałanowskiej, kobiety, która walczy o przywrócenie widzenia

„Nie jestem w stanie powiedzieć tego co czuję, to jest straszna pustka. Tego się nie da opisać. Czuje się własnym więźniem”.  

Pani Agnieszka Sałanowska od siedmiu lat zmaga się ze znaczną utratą wzroku. Nie godzi się z diagnozą lekarzy, którzy przewidują całkowitą utratę możliwości widzenia. Postanowiła samodzielnie walczyć o swój powrót do "normalności". Szukając pomocy trafiła na rosyjską klinikę, która jako jedyna daje jej szansę. Koszty operacji nie są jednak możliwe do pokrycia przez rodzinę Pani Agnieszki. Zapraszam do poznania historii kobiety silnej w swojej chorobie.  

Silni w Chorobie: Pani Agnieszko, czy mogłaby Pani opowiedzieć o swoim życiu przed chorobą?
Agnieszka Sałanowska: Pracowałam w branży handlowej. Codziennie jeździłam samochodem do pracy. Po godzinach pracy zajmowałam się domem, gotowałam, sprzątałam, robiłam zakupy, opiekowałam się dziećmi, itp. W wolnym czasie, wspólnie z mężem, wyjeżdżaliśmy, dużo zwiedzaliśmy, a latem spędzaliśmy czas nad wodą. Mam dwie córki, w tej chwili mają 25 i 27 lat. Kiedy choroba zaatakowała, one wchodziły w dorosłe życie. To one dawały mi wsparcie, wtedy, kiedy same go potrzebowały. Mam trzyletnią wnuczkę. Co mogę powiedzieć… zawalił mi się cały świat. Codziennie budzę się ze strachem, niedowierzaniem, że tego światła jest tak mało. Ciężko jest zobaczyć cokolwiek, poruszać się po domu, o wyjściu gdziekolwiek nie ma mowy. Nie umiem się dostosować, chociaż minęło tyle czasu, ale niestety…

SwC: Czy pamiętam Pani kiedy i w jaki sposób wzrok zaczął się pogarszać?  
A.S.: To było 7 lat temu. Zaczęłam tracić ostrość wzroku i wszystko mi się zaciemniało. Szczególnie odczuwałam to w pracy aż pewnego dnia zaczęło się na dobre, wtedy wpadłam w panikę, nie wiedziałam co się dzieje. No i rozpoczęły się wędrówki po lekarzach, jeżdżenie po całej Polsce, od morza po góry. Odwiedziłam wszystkie możliwe kliniki i szpitale. Na początku stwierdzono stwardnienie rozsiane. Później kolejni lekarze to wykluczali. Teraz stanęło na diagnozie, że jest to zanik nerwów wzrokowych i generalnie nie da się z tym nic zrobić. Mogę tylko przygotować się na to, że w ogóle nie będę widziała, nawet światła. Na jedno oko nie widzę nic, a drugim okiem dostrzegam światło i ruch. W domu robię niewiele, ogólnie chodzę przygnębiona i załamana, kiedyś było zupełnie inaczej. Byłam bardzo energiczna, nie mogłam usiedzieć w jednym miejscu, byłam ciągłym w ruchu–była ze mnie żywotna kobieta, teraz jest inaczej. Obecnie non stop skupiam się na zbieraniu pieniędzy na operację, dlatego moją historią żyje cała Polska  https://www.kawalek-nieba.pl/agnieszka-salanowska/

SwC:  W 2015 roku przeszła Pani kosztowną terapię komórkami macierzystymi, jakie były efekty?
A.S.: Terapia komórkami macierzystymi to były olbrzymie pieniądze. Widzenie poprawiło się trochę w jednym oku. Być może, jeżeli kontynuowałabym terapię, to efekty byłby lepsze, ale koszty były bardzo wysokie i już nie miałam skąd brać pieniędzy. Cały czas myślę, że jednak coś się wydarzy, że to wszystko się odmieni. Jeśli nie teraz, to może za kilka lat. Lekarze w Polsce mówią „tylko cud pomoże”. Kliniki w Polsce niewiele mają do zaoferowania taki pacjentom jak ja. Zrobiłam wszystko, co mogłam.

SwC: Teraz nadzieję na leczenie daje Pani rosyjska klinika Alloplant Eye and Plastic Surgery Centre. Na czym polega leczenie w klinice? Dlaczego jest taka wyjątkowa?
A.S.: W klinice przeprowadzają operację, podczas której wszczepiają tzw. biomateriał alloplant, który stymuluje regenerację obumarłych nerwów. Od czasu jego stworzenia wykonuje się ponad milion różnych operacji chirurgicznych z jego użyciem. Ale no cóż, takich wyjazdów może być kilka. Nie ma gwarancji, że za pierwszym razem operacja pomoże. Poza samym  pobytem w klinice i operacją dochodzą inne opłaty–cała podroż jest kosztowna. Zazwyczaj powtórek zabiegu przewiduje się kilka.  

SwC: Zna Pani osoby, którym ta operacja pomogła?
A.S.: Tak, nawet powiem, że rozmawiałam z dziewczyną, która zupełnie straciła widzenie i po identycznej operacji, powoli zaczęła odzyskiwać wzrok. Nie jest możliwe przywrócenie widzenia od tak, do tego trzeba czasu, cierpliwości i ponownych operacji. Oni jako jedyni na całym świecie dają niewyobrażalną szansę, takim ludziom jak ja, nikt więcej. Do kliniki przyjeżdżają ludzie z całego świata. Dopóki nie spróbuję, nie spocznę. Taki zabieg operacyjny jedneej osobie pomoże bardziej, drugiej mniej, ale nalezy pamiętać, że każdy przypadek, to inna historia. Oczywiście boję się, bo kto by się nie bał. Człowiek się już wszystkiego "chwyta" aby móc w iarę "noralnie" żyć.

SwC: Na kiedy planowany jest termin zabiegu?
A.S.: Jeśli uda się, to w pierwszej połowie października. Koszt jednego wyjazdu to około 20.000,00 pln (dwadzieścia tysięcy złotych), a powtórzeń musi być kilka. Natomiast to jest o tyle trudne, że nikt nie może zapewnić, że wszystko będzie tak jak kiedyś.

SwC: Jak pogorszenie wzroku wpłynęło na Pani życie?
A.S.: Wszystko się zmieniło. Budzę się, wstaję, nie wita mnie jasność, ale ciemność. Nie pracuję, mam rentę. Moje życie toczy się między łóżkiem, a kuchnią. Jestem cały czas w domu, najczęściej tylko śpię. Trudno mi się do tego przywyczaić i oswoić z takim życiem. Mogę liczyć na wsparcie męża i córek, którzy we wszystkim mi pomagają, wyręczają.

SwC: Czy korzystała Pani z opieki psychologa?
A.S.: Tak, na początku koleżanka zawoziła mnie na wizyty, ale później zrozumiałam, że to nic nie da, że sama muszę to w sobie oswoić. Można rozmawiać i rozmawiać, ale co to da. Nie jestem w stanie powiedzieć tego co ja czuję, to jest straszna pustka. Tego się nie da opisać. Czuje się własnym więźniem. Trudno odnaleźć sens w tym wszystkim. Na początku wierzyłam, że ten stan się odmieni, odwróci, ale po jakimś czasie zrozumiałam, że na razie nie ma szans.

SwC: Czy ma Pani kontakt z ludźmi w podobnej sytuacji?
A.S.: Tak, przede wszystkim są to osoby, które straciły wzrok, w tej chwili mam wirtualnych znajomych.  

SwC: Czy Pani zdaniem badania profilaktyczne, wcześniejsza diagnoza, mogłyby zwiększyć szanse na wyleczenie Pani wzroku?
A.S.: Myślę, że tak. Już kilka lat wcześniej informowałam lekarzy, że z moim wzrokiem, coś się dzieje nie tak. Lekarze zbywali mnie, kazali się uspokoić, wyciszyć, uparcie twierdzili, że nic się nie dzieje. Jednak ja czułam postępowanie choroby i zmiany widzenia. Dlatego słowa lekarzy wcale mnie nie uspokajały, cały czas szukałam pomocy. Niestety pomimo różnych diagnoz stało się, to co się stało. Nikt nie chciał mi pomóc, nie chciał leczyć, wszyscy lekarze rozkładali ręce, a lekarskich diagnozy był cały wachlarz.  

SwC: Pani Agnieszko, głęboko wierzymy, że ze wsparciem dobrych ludzi uda się zebrać całą kwotę i operacja się powiedzie. Życzymy Pani dużo zdrowia i siły do walki. Dziękuję za Pani szczerość i za rozmowę.

Diagnoza o nieodwracalnej chorobie, to ciężki orzech do zgryzienia, nie są łatwe do zaakceptowania przez chorego. Dopóki wystarcza sił, każdy człowiek walczy o swoje życie i jego jakość. Mimo to długoletnia walka zmęczy najwytrwalszych. Wszystkich ludzi wielkiego serca zapraszamy na stronę https://www.siepomaga.pl/oczy gdzie odbywa się zbiórka na operację Pani Agnieszki Sałanowskiej, która ma na celu przywrócić wzrok, a wraz z nim chęć do życia i spełniania marzeń. Podzielmy się z Panią Agnieszką przysłowiową złotówką, pamiętając, że dobro zawsze wraca.

Rozmawiała: Joanna Iskra

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2018 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl