Szpitalna dieta dla wytrwałych

Nie bez powodu pacjentom wypowiadającym słowa "szpitalne jedzenie" towarzyszy nieciekawy grymas twarzy... Okazuje się, że nie tylko przeciętny Kowalski narzeka na to, co otrzymał jako śniadanie, obiad, czy kolację podczas pobytu w placówce medycznej. Również Najwyższa Izba Kontroli nie pozostawiła suchej nitki na polskich szpitalach w tym aspekcie.

Udało nam się dotrzeć do kilku hospitalizowanych osób, które zgodziły się opowiedzieć o swoich żywieniowych przygodach w polskich szpitalach. Pierwsza z nich nie miała zbyt wielu zarzutów, oprócz tego, że porcje nie były duże, a godziny ich podawania nieprzystosowane do przyzwyczajeń osób dorosłych (np. kolacja już o godzinie 17:00). Pacjent dodał, że obsługa jest miła, ale... trafił na brudny talerz, podczas któregoś ze śniadań. Naczynie zostało od razu wymienione, jednak został też duży niesmak po tej przygodzie. Drugi pacjent zaś nie pozostawił suchej nitki na szpitalnych rewolucjach kuchennych.

"Jestem po trzecim z kolei pobycie w szpitalu i muszę powiedzieć, że to świetna kuracja odchudzająca"–powiedział pan Bronisław. "W dwa tygodnie, ostatniej hospitalizacji, schudłem 4 kilogramy. Serwowano mi głównie zupy na kostce rosołowej, a raczej wodę z nielicznymi kawałkami marchewki i makaronu. Szczerze? Z trudem to przełykałem, więc nie jadłem zbyt wiele, a na prośby o coś konkretniejszego pielęgniarki bezradnie rozkładały ręce. Mam chore serce, to prawda, ale nie muszę stosować ścisłej diety. Gdyby więc nie moja rodzina i przynoszone przez nich przekąski, oczywiście zdrowe (śmiech), schudłbym pewnie jeszcze więcej."

Kolejny rozmówca nie przebierał w słowach... Jednak nie będziemy go cytowali dosłownie, ale sens wypowiedzi zachowamy.

"Niech sobie ci ze szpitali sami jedzą te paskudztwa. Kiedy przebywałem w niemieckiej placówce miałem do dyspozycji menu, oczywiście specjalnie przygotowane dla takich pacjentów jak ja, czyli po lekkim wylewie. Mogłem sam sobie wybrać to, co zjem. Miałem do dyspozycji wodę, herbatę, a nawet kawę. A tu? Tu trzeba sobie nawet wodę samemu dostarczyć. Co by było, gdyby trafiło na kogoś, komu nikt by tej wody nie przyniósł do szpitala? Nawet nie chcę o tym myśleć"–komentuje pan Stanisław. "Pani patrzy, co dostaję. Jeden klops jakiś taki mocno czerwony, jakby niedogotowany, sterta ziemniaków i góra surówki. Aaa tam... Rosół chociaż zjadłem, bo były w nim kluski. A tego mięsa nawet nie tknę, bo to półsurowe wszystko jest. Chciałem nawet, aby mi pani pielęgniarka podmieniła na inną sztukę, ale one wszystkie takie same! Surowe... Odliczam dni do końca pobytu w tym szpitalu. Bo tu to się jeszcze bardziej rozchorować można."

Odwiedzająca go młoda kobieta opowiedziała zaś o swoim pobycie na oddziale położniczym. Dostała tam chleb z zielonym nalotem. Kiedy zwróciła uwagę pielęgniarce ta odpowiedziała, że każdy kawałek chleba, który ma do dyspozycji taki jest, ale jeszcze dzień wcześniej był dobry. Zaleciła, by pacjentka odkroiła zepsuty kawałek i zjadła resztę kromki...

Nie tylko jakość jedzenia w szpitalach woła o pomstę do nieba. Problemem jest również brak wystarczającej liczby rąk do opieki nad osobami, które nie mają wsparcia w najbliższych, bowiem są np. samotne. Co dzieje się z pacjentami po poważnych zabiegach lub operacjach, ze świeżo zoperowanymi ranami? Przecież nie mogą swobodnie sięgnąć po łyżkę czy widelec i zjeść posiłku. Osoby te są wycieńczone, a od potwornego bólu niejednokrotnie chronią ich leki. Potrzebują pomocy, a tej niestety nie ma. Oczywiście nie zrzucamy tu winy na karb personelu, bo wiemy, że pielęgniarki mają naprawdę wiele obowiązków. Czasem z pomocą przyjdą wolontariusze, jednak i tych brakuje w szpitalach. Jak to rozwiązać? Może zarządcy szpitali powinni poważniej pomyśleć o edukowaniu młodych ludzi, którym niejednokrotnie przyda się szkoła życia, jaką jest opieka nad osobami samotnymi i niedołężnymi...?

W kwietniu 2018 roku na oficjalnym portalu internetowym Najwyższej Izby Kontroli pojawił się artykuł będący podsumowaniem działań organów Państwowej Inspekcji Sanitarnej i Inspekcji Handlowej. Pracownicy "Sanepidów" wykonali na polecenie NIK badania próbek posiłków wydawanych w szpitalach. Wyniki inspekcji wkazały nie tylko poważne niedobory składników odżywczych w daniach, które mogą doprowadzić nawet... o ironio... do uszczerbku na zdrowiu pacjentów! Wymieniono w tym miejscu m.in. nadmierną pobudliwość mięśniową, stany lękowe, bezsenność, zaburzenia w funkcjonowaniu nerek i wiele innych.

Zdecydowanym niedociągnięciem ze strony zarządców szpitali były braki w dostarczaniu pacjentom warzyw i owoców oraz zbytnią hojność w wydawaniu czerwonego mięsa, tłustych przetworów mięsnych, jak i gorszej jakości wędlin. Odnotowano takie uchybienia, jak: podawanie tłuszczu mlecznego do smarowania, zamiast masła, czy suszonego hydrolizatu białkowego o smaku i aromacie sera zamiast prawdziwego produktu.

Niektórzy podpowiedzą, że w takiej sytuacji placówki medyczne powinny zatrudniać dietetyków. Co na to odpowiedzą dyrektorzy szpitali? Tego zapewne sami się Państwo domyślicie–brak środków. Ponadto nie zawsze etatowy dietetyk podołałby zadaniu ustalenia menu dla kilkudziesięciu, czy nawet kilkuset pacjentów. Istnieje więc ryzyko, że zatrudnieni dietetycy ustalaliby jadłospisy nierzetelnie...

Żywienie pacjentów finansuje się w ramach kontraktów zawieranych przez placówki medyczne z Narodowym Funduszem Zdrowia. Dzienną dawkę na wyżywienie pacjenta ustala kierownik podmiotu, jednak nie ukrywajmy... jego rola nie jest łatwa, bowiem nakłady, którymi dysponuje nie są duże. Jak wykazały kontrole w szpitalach średni dzienny koszt wyżywienia pacjenta w latach 2015–2017 wynosił około od 10,00zł do 18,00 zł. Kwoty te można było wyliczyć jedynie na podstawie szpitali, które utrzymują własną kuchnię. Wiele placówek zaś korzysta z usług zewnętrznych firm kateringowych, a w umowach z nimi zawieranych nie było szczegółów dotyczących kosztów dziennych racji żywieniowych.

Dlaczego placówki szpitalne wybierają firmy zewnętrzne, a nie inwestują we własne kuchnie? Kierownicy jednostek tłumaczą, że to tańsze rozwiązanie!

Nie tylko same posiłki budziły wątpliwości kontrolerów. Negatywną opinię wydali również o warunkach sanitarno–higienicznych w przygotowywaniu i wydawaniu posiłków. Stwierdzono m.in. zły stan techniczny sprzętu produkcyjnego i brak czystości w pomieszczeniach kuchennych. Odnotowano nawet przypadki obecności insektów w szpitalach...

Niestety organy, które są odpowiedzialne za kontrolę żywienia pacjentów nie mają żadnych narzędzi prawnych, którymi mogłyby doprowadzić do polepszenia stanu żywienia chorych. Jedyne, co inspektorzy "Sanepidu" mogli zrobić, to przekazać szpitalom i firmom zapewniającym placówkom katering pisma intencyjne. Pozostaje więc tylko nadzieja, że szpitale wezmą pod uwagę wyniki kontroli.

Poprzednią kontrolę NIK zlecił 10 lat temu–w 2008 roku. Po porównaniu wyników obu "badań" okazuje się, że... nie różnią się tak naprawdę niczym! Żywienie pacjentów nie poprawiło się w żadnym stopniu.

Pamiętajmy, że właściwa dieta jest niezwykle istotnym elementem na drodze dochodzenia pacjentów do zdrowia. Nie wystarczy więc wykwalifikowany personel medyczny.

Katarzyna Ochocka

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2018 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl