Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Jak w Polsce działa prawo w sprawie podawania leków dzieciom przez nauczycieli w szkole i przedszkolu?

Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego wychowawcy powoli zaczynają zastanawiać się nad sposobami na zintegrowanie uczniów. Godziny wychowawcze urozmaicane grami zespołowymi, wyjścia do kina czy też do innych miejsc związanych z rozrywką mają za zadanie sprawić, że dzieci pochodzące z różnych środowisk znajdą wspólny język, dzięki czemu atmosfera w klasie stanie się życzliwa i przyjazna.

Z elektroniką jednak trudno wygrać. Ekran kinowy nie jest niczym nadzwyczajnym, skoro na Netflixie i Zalukaj seriale i filmy można znaleźć już kilka miesięcy, a czasami kilka tygodni po tym, jak pojawiły się w kinach. Gry zespołowe dla wielu są przykrą koniecznością, z którą mierzą się także podczas cotygodniowych zajęć z wychowania fizycznego. Poszukiwania alternatyw wobec tego trwają.

Jednym z niebanalnych pomysłów, bo wymagających umiejętności przetrwania bez ciągłej konieczności bycia online, śledzenia najnowszych snapów, wpisów na Facebooku i serduszek na Instagramie, jest wyjazd z uczniami na szkołę przetrwania. Przetrwać tam jednak muszą nie tylko uczniowie, ale także nauczyciele. Tego typu wyjazd spędza sen z powiek nawet najbardziej zahartowanym pedagogom z wieloletnim stażem.

Wybór miejsca zależy wyłącznie od inwencji dyrekcji, nauczycieli i zgody rodziców, którzy na kilka dni zdecydują się wysłać swoje dzieci do mniej lub bardziej cywilizowanego miejsca. Poważnym problemem, który jest związany nie tylko z wyjazdami, ale także z pobytem w placówkach szkolnych, jest procedura podawania leków dzieciom przewlekle chorym oraz tym, które uległy mniej lub bardziej poważnym zachorowaniom bądź wypadkom.

„Ja, niżej podpisany… upoważniam Panią... do podania leku o nazwie… w częstotliwości… o godzinie…” Tego typu zgody przygotowują wychowawcy zabierający grupę dzieci na jakąkolwiek wycieczkę. Jak się jednak okazało podczas trwania zajęć w ramach zielonej szkoły, na której byłam instruktorką, nie wszystko, co jest związane z medycznym zabezpieczeniem da się przewidzieć.

Kilkoro dzieci zostało użądlonych przez pszczoły. Wychowawcy, instruktorzy, dyrekcja, kierownik ośrodka–nikt nie chciał podać dziecku leku przeciwalergicznego, ani zwyczajnego wapna. Na nacieraniu ponad dwudziestu miejsc po ukąszeniach cebulą, octem i cytryną w tym przypadku się nie skończyło. Zgoda rodzica na podanie leku przeciwalergicznego, udzielone przez telefon była jednak niedostatecznym gwarantem bezpieczeństwa. Podpisana zgoda na podanie leku o konkretnej nazwie musiała zostać przesłana mailowo.

Co byłoby w przypadku, gdyby reakcja alergiczna była na tyle silna i postępująca, że zabrakłoby czasu na te procedury? Czy brak personelu medycznego związany chociażby z tym, że karetka nie dojechałaby dostatecznie szybko mógłby doprowadzić nawet do śmierci dziecka, obok którego leżałoby opakowanie niezbędnych leków, których każdy obawiałby się podać?

Polskie prawo pod tym względem pozostawia wiele do życzenia. Z problemem dotyczącym podawania dzieciom lekarstw mierzą się nie tylko wychowawcy kolonijni i nauczyciele podczas wycieczek, ale także pedagodzy podczas codziennych zajęć w szkole, o czym przekonać się można czytając nauczycielskie fora.

–„Nie powinno podawać się dzieciom żadnych lekarstw bez konsultacji z lekarzem, bo dziś dzieci mają tak dużo różnych przeciwskazań do zażywania lekarstw, np. alergie, itp. oraz właśnie możliwość wstrząsu. Dlatego w mojej szkole pracownicy nie podają (mają zakaz) żadnych lekarstw dzieciom.”

–„Zakazu nie ma, więc można podać leki, zachowując tzw. należytej staranności. Szczególnie oczywiście, gdy z rodzicami nie ma możliwości kontaktu, na przykład na wycieczce szkolnej. Wapno, krople żołądkowe, lek przeciwbólowy (dopuszczony do obrotu w Polsce, wydawany w aptekach bez recepty, po dokładnym zapoznaniu się z ulotką), czasami lek na zbicie gorączki–nie sądzę, aby narażało to dziecko na szczególne niebezpieczeństwo, aby było przekroczeniem granic tzw. dozwolonego ryzyka.”

–„Tu przede wszystkim promujemy metody zgodne z prawem. A zakaz wydany nauczycielom jest prawnie nieuzasadniony, bezprawny, bo może się zdarzyć, że podanie podopiecznemu leku, będzie właśnie prawidłowym wykonaniem obowiązku opieki. Tu nie dyrektor lecz nauczyciel sam musi zdecydować, biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności.”

–„Pracuję w przedszkolu. Rodzice niestety są niefrasobliwi i często wręcz mało odpowiedzialni. Gdybyśmy pozwoliły na podawanie leków przez nauczycielki miałabym w przedszkolu oddział dziennego pobytu dla dzieci lekko chorych. Rodzice chętnie podrzuciliby dzieci wraz z antybiotykami, syropkami, tabletkami, kropelkami itp. Wiem, bo takie naciski  odpieramy wielokrotnie. Wiem też dobrze jak traktowany jest nauczyciel i dyrektor w przypadku, gdy coś się rodzicowi nie spodoba. A jak udowodnić, że lek podany został we właściwej dawce i pogorszenie stanu zdrowia lub wręcz jego zagrożenie nie nastąpiło z winy nauczyciela?”

Wzajemne zarzuty dotyczące braku empatii i zdrowego rozsądku oraz działania na szkodę dziecka przeplatają się z kolejnymi pytaniami nauczycieli, którzy zastanawiają się czy zapis z ustawy o ratownictwie medycznym dotyczący tego, że leki podajemy tylko za zgodą lekarza i na jego polecenie, obejmuje także nauczycieli.

Według unijnych rozporządzeń, w szkolnej apteczce powinny znajdować się tylko podstawowe środki opatrunkowe, sprzęt aseptyczny oraz rękawiczki. Pielęgniarka, która ma prawo podać podstawowe leki choremu dziecku nie zawsze jednak jest obecna w szkole wówczas, gdy pomoc jest potrzebna. W wielu szkołach pielęgniarek po prostu brakuje. W związku z tym na początku bieżącego roku Ministerstwo Zdrowia zaczęło rozważać wprowadzenie specjalnych szkoleń dla pedagogów, którzy mogliby wówczas dysponować częścią uprawnień, wcześniej przysługujących tylko personelowi medycznemu.

Ministerstwo Edukacji Narodowej jest zdecydowanie przeciwne projektowi, o którym wciąż mówi się głównie w kuluarach. Podawanie insuliny, specjalistycznych leków i robienie zastrzyków przez pedagogów według MEN jest bardzo złym pomysłem.

Uczniów z poważniejszymi dolegliwościami wciąż przybywa. W ciągu dwóch lat trzykrotnie zwiększyła się liczba przedszkolaków wymagających pomocy lekarskiej.  W związku z brakiem uprawnień do udzielenia pomocy wiele placówek odmawia przyjmowania uczniów z padaczką lub cukrzycą. Protesty i dyskusje w związku z tą sprawą trwają jednak nie tylko w Polsce.

Kilka lat temu Francja zdecydowała się na wprowadzenie specjalnego systemu opieki nad uczniami przewlekle chorymi, dzięki czemu nauczyciele mogą podawać uczniom niektóre leki oraz zastrzyki. Do tej pory na stronie internetowej Ministerstwa Zdrowia opublikowano dwa komunikaty: „Uczeń przewlekle chory w szkole” oraz „Stanowisko w sprawie możliwości podawania leków dzieciom przez nauczycieli w szkole i przedszkolu”, jednak żaden z nich nie jest źródłem obowiązującego prawa, tylko materiałem pomocniczym.

W związku z tym o zachowaniach nauczycieli pracujących w danych placówkach decydują wewnętrzne kodeksy i regulaminy obowiązujące w danej placówce. Jeśli ustalenia zawarte w stanowiskach Ministerstwa Zdrowia zostałyby zapisane w odpowiedniej ustawie, za podanie leku lub zrobienie zastrzyku dziecku odpowiadałaby pielęgniarka dysponująca zaleceniem lekarza oraz pisemnym upoważnieniem rodziców. W przypadku jej nieobecności te obowiązki spoczywałyby na odpowiednio przeszkolonym nauczycielu, który wyraził na to zgodę.

Medyczne zawiłości, o których mowa w kontekście szkół i przedszkoli uniemożliwiają uczniom przewlekle chorym uczęszczanie do placówek, co narusza prawo do równego dostępu do edukacji. Wycieczki i zielone szkoły stają się czymś więcej niż tylko integracyjnym wyjazdem–ryzykiem, które w najgorszym przypadku może skończyć się śmiercią dziecka, któremu nikt nie udzielił pierwszej pomocy, bo najpierw próbowano bezskutecznie skontaktować się z rodzicami, albo oskarżeniem nauczyciela o bezprawne podanie leku, co nie mieści się w zakresie jego obowiązków.

Jak wobec tego rozstrzygać, która decyzja będzie w danej sytuacji słuszna i jak postępować wówczas, gdy sumienie podpowiada coś innego niż regulamin placówki? Pozostaje mieć nadzieję, że chociaż na część z tych pytań ministerstwo wkrótce znajdzie odpowiedź…

Magdalena Zając

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2018 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl