Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Jak z kobiet uczyniono żywe inkubatory? Lebensborn, dzieci Hitlera

Już od wieków ludzi nurtowało pytanie, co leży u źródeł życia. Spory na temat istoty ludzkiego istnienia doprowadziły do wykształcenia się różnych nurtów filozoficznych, kulturowych oraz religijnych. Punktem wspólnym dla większości z tych doktryn była miłość dająca życie. Miłość boga do człowieka, miłość mężczyzny do kobiety i kobiety do mężczyzny, rodząca między nimi pożądanie, w konsekwencji prowadząca do fizycznego zbliżenia czy też umiłowanie matki natury do harmonii na świecie–każda z nich była podwaliną do tworzenia nowego życia–zarówno w świecie ludzi, jak i w świecie zwierząt.

Z innego założenia wychodziła grupa bezgranicznie oddana i podporządkowana Adolfowi Hitlerowi, który obawiając się o losy niemieckiego narodu, coraz mniej licznego, w związku z ponoszonymi na wojnie stratami w ludziach, postanowiła w miejsce miłości postawić przymus i obowiązek.

Konsekwencją owego pomysłu było powołanie instytucji oficjalnie funkcjonującej pod egidą stowarzyszenia opiekuńczo–charytatywnego „Lebensborn eingetragener Verein”. Nazwa oznaczająca „Źródło życia”, z pełnym miłości poczęciem miała niewiele wspólnego. Esesmański eksperyment jeszcze przez wiele lat po wojnie był owiany ścisłą tajemnicą–wszakże hasło „Podaruj dziecko Führerowi” w perspektywie zagłady milionów niewinnych dzieci, przypominało makabryczny dowcip.

Dla kobiet i dzieci, które w ten plan zostały zaangażowane, z żartem nie miało to nic wspólnego. Początkowo, aby zwiększyć wskaźnik dzietności i doprowadzić liczebność narodu niemieckiego do 120 milionów obywateli zachęcano do zdrad małżeńskich w imię dobra narodu, a także rozważano wprowadzenie wielożeństwa. Dzięki temu „rasa panów” miała szybciej zaludnić ziemię. 

Część niemieckich żołnierzy czuła odrazę względem tego pomysłu i nie uczestniczyła w wątpliwym moralnie planie Hitlera, inni jednak, zachęcani przez bezgranicznie oddane przywódcy Niemiec kobiety, chętnie korzystali z niezobowiązujących stosunków seksualnych. Warunek był jeden: czystość krwi aryjskiej. Tylko takie dzieci miały prawo przychodzić na świat.

W związku z tym początkowo ojcami mieli być wyłącznie oficerowie SS oraz Wehrmachtu. Dla tych, którzy posłuszeństwo Hitlerowi cenili bardziej, aniżeli życie, celem stało się podarowanie Hitlerowi minimum czwórki potomstwa. Pomóc im w tym miały członkinie Związku Niemieckich Dziewcząt oraz Niezamężnych Kobiet. Oddawanie siebie żołnierzom Führera było traktowane przez nie jako rodzaj obowiązku.

Od 1938 roku na terenie Niemiec zaczęły pojawiać się specjalnie przygotowywane domy samotnej matki. Nazywano je „himmlerowskimi fabrykami”, a także „inkubatorami do produkcji dzieci”. W rzeczywistości niemieccy żołnierze mówili, że były to domy publiczne, w których poznawali się przyszli rodzice dziecka Führera. Według danych urodziło się w nich około 8 tysięcy dzieci. Bydgoszcz, Kraków, Helenówek pod Łodzią, Otwock, Połczyn–Zdrój i Smoszew koło Krotoszyna–to w tych miejscach na terenie Polski funkcjonowały ośrodki Lebensborn. W Europie istniało ich około dwudziestu.

Poród był początkiem kolejnego etapu przerażającego eksperymentu. Dzieci, które rodziły się w domach samotnej matki były umieszczane w schroniskach, gdzie oczekiwały na adopcję. Do tego momentu opiekę nad nimi sprawowało państwo, które w przypadku zgłoszenia się osób chętnych do wzięcia pod swój dach prawdziwie aryjskiego dziecka, dbało o odpowiednie zabezpieczenie finansowe takiej rodziny.

Wraz ze wzrastającą śmiertelnością niemieckich żołnierzy na froncie, obniżały się wymagania dotyczące dziecięcej selekcji. Do schronisk przyjmowano także maluchy, które miały nie więcej niż 6 lat i pomimo tego, że nie były rodowitymi Niemcami, to przejawiały cechy zewnętrzne pozwalające na zaklasyfikowanie do rasy aryjskiej. To kryterium pozwoliło ocalić życie około 200 tysiącom polskich dzieci, które trafiły do niemieckich schronisk, a następnie zostały adoptowane przez niemieckie rodziny.

Ze względu na wychowanie od najmłodszych lat w familii, w której królował język niemiecki i niemiecka historia, odnaleziono tylko ok. 30 tysięcy osób, które wówczas zostały zabrane polskim rodzinom i do dziś bardzo często nie znają prawdy o swoim pochodzeniu, a jedynym znakiem wyróżniającym je są słowiańskie rysy twarzy.

Nazistowski plan zaludnienia ziemi Aryjczykami nie był możliwy do zrealizowania bez wykorzystania narodów, w których odnaleźć można ludzi potrzebnych Hitlerowi do kolejnych działań. Podbite narody poza okupacją i grozą wojny czekało jeszcze wywożenie dziewcząt i kobiet o nordyckim wyglądzie, które od momentu trafienia do Rzeszy miały pozostawać do dyspozycji wojsk niemieckich.

Niepełnoletność nie miała dla esesmanów większego znaczenia, w związku z tym wiele nastoletnich dziewcząt zostało wywiezionych z rodzinnych domów i w przypadku niechęci do dobrowolnego oddania się Niemcom, brutalnie gwałconych. Dla seksualnych niewolnic piekło wojny nie skończyło się wraz z końcem wojny. Piętno „niemieckich dziwek”, wykluczenie ze społeczeństwa i zgolenie włosów na znak hańby było tym, co spotkało je po wojnie. Z takim losem musiała zmierzyć się między innymi mama Fridy Lyngstad, wokalistki w zespole ABBA. Uciekając przed społecznym ostracyzmem musiała opuścić Norwegię. Norweżki były uważane za wzór aryjskości ze względu na to, że były potomkami Wikingów.

Szykanowanie, przemoc, życie z piętnem „niemieckiego bękarta”–to z kolei czekało na dzieci okupantów. Te z nich, które nie przeszły pozytywnie badań albo nie trafiły do rodzin adopcyjnych, były przekazywane do sierocińców, często jako niezaakceptowane przez późniejszych mężów zgwałconych kobiet.  Nieznane są statystyki dotyczące dzieciobójstwa, podobnie jak nie wiadomo, ile zgwałconych w Lebensborn kobiet zdecydowało się na samobójstwo.

Społeczeństwo dowiadując się o niemieckim półpochodzeniu dopuszczało się niekiedy samosądu zarówno na matce, jak i na dziecku. Tysiące zdrowych dzieci trafiały także do ośrodków dla osób niepełnosprawnych intelektualnie, gdzie spotykały się z najgorszym traktowaniem.

Nie wszystkie z porwanych dzieci zdecydowały się na powrót do kraju przodków, ci, którzy jednak chcieli poznać miejsce, z którego faktycznie pochodzą, niekiedy musieli zmierzyć się z wyzwaniem, jakim była próba znalezienia wspólnego języka i nawiązania więzi z ludźmi, z którym od kilkudziesięciu lat nie mieli żadnego kontaktu.

Pomimo tego, że większość dokumentów, która mogłaby pozwolić im poznać prawdę, została zniszczona w 1945 roku, to według szacunków badaczy, z krajów słowiańskich zostało wówczas wywiezionych ćwierć miliona dzieci. Potem czekała je seria badań, które miały odpowiedzieć na pytanie, czy mogą zostać uznane za potencjalnych nadludzi.

Dodatkowo według Niemców porywanie dzieci wrogów, zmniejszało ryzyko odwetu. W nazistowskich schroniskach czekała je rygorystyczna nauka niemieckiego i bicie za wszelkie przewinienia. W przypadku niewłaściwego zachowania pojawiały się dodatkowo otępiające zastrzyki, które odbierały im resztki wolności.

Do roku 1989 publikacje na temat działalności Lebensbornu praktycznie nie istniały. Wspomnienia osób, które dowiedziały się o swoim pochodzeniu i do których udało się dotrzeć są systematycznie spisywane. Te osobiste wspomnienia znaleźć można w takich książkach jak: „Brunatna kołysanka. Historie uprowadzonych dzieci”, „Dzieci Wehrmachtu”, „Duchy wojny: W udręce nadziei. Wspomnienia Wichty Ochmanowej 1944–1965”, „Zapomniane dzieci Hitlera”.

W procesie odnajdywania polskich dzieci z Niemiec bardzo dużą rolę odegrał adwokat Roman Hrabar. Zajmował się tym tematem przez dużą część swojego życia, między innymi dzięki temu, że miał dostęp do niemieckich archiwów, gdzie odnalazł niektóre dokumenty związane z działalnością Lebensborn.

Działalność tego stowarzyszenia w procesie norymberskim została uznana za przestępczą–pomimo tego wypracowana linia obrony i inne, być może do dziś nieodkryte powody, doprowadziły do tego, że kierownictwo Lebensbornu zostało uniewinnione, zaś w państwach za zachodnią granicą wciąż żyją miliony tych, którzy nie wiedzą o tym, że pod niemieckim imieniem i nazwiskiem kryje się polska, naznaczona krwią historia wojenna.

Magdalena Zając




źródła:
1. https://menway.interia.pl/historia/news-lebensborn-mroczna-tajemnica-iii-rzeszy,nId,2292046
2. http://kultura.dziennik.pl/ksiazki/artykuly/543393,wywiad-z-anna-malinowska-na-temat-polskich-dzieci-uprowadzonych-przez-lebensborn.html
3. https://ciekawostkihistoryczne.pl/2016/02/25/czy-twoj-ojciec-byl-nazista-zycie-niemieckich-bekartow-w-powojennej-polsce/#2

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2020 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl