Jasiek Mela skończył 30 lat! Jego życie bardzo się zmieniło, dopiero wtedy w pełni zaakceptował siebie bez ręki i nogi

Jego historia inspirowała i ciągle inspiruje tłumy. Był jedną z pierwszych osób niepełnosprawnych, które pokazały, że mimo przeciwności losu warto pozostać sobą i mieć świadomość własnej wartości. Pamiętamy go jako nastolatka, a 30 grudnia 2018 roku Jasiek Mela skończył 30 lat.

Urodzony w 1988 roku aktywista i podróżnik zawsze prosi, aby mówiono o nim per Jasiek, bo „Janem będzie wtedy, kiedy będzie starszym panem”. Chociaż nie urodził się jako osoba niepełnosprawna, to właśnie to, w jaki sposób przyzwyczajał się do swojego życia bez ręki i nogi pokazało wielu chorym, że nie ważne jest to, jaki się rodzisz czy stajesz, ważne jest tylko to, kim chcesz być!

Jasiek Mela miał zaledwie 12 lat, kiedy podczas zabawy z kolegami poraził go prąd. Walka o życie i zdrowie chłopca była bardzo długa i kiedy wydawało się, że młody gdańszczanin wyjdzie z niej bez szwanku lekarze musieli podjąć trudną decyzję–amputowali mu lewe podudzie i prawe przedramię.

Musiał nauczyć się żyć inaczej niż jego zdrowi rówieśnicy, początki były trudne, przede wszystkim dlatego, że młody chłopak nie akceptował swojego życia po utracie kończyn. Wielomiesięczna terapia opłaciła się i Jasiek zaczął być znowu takim samym niepokornym młodzieńcem. Świat usłyszał o jego odwadze i tym, że pokonuje własne bariery w 2004 roku, kiedy zdecydował się wyruszyć na biegun północny i południowy. „Razem na Biegun” wybrali się z niepełnosprawnym nastolatkiem doświadczeni polarnicy, na czele z Markiem Kamińskim. Oba bieguny zdobył w jeden rok, stając się pierwszą osobą niepełnosprawną w historii, której udało się tego dokonać.

–Plan był taki, że miałem go poznać, tj. Marka Kamińskiego, będąc jeszcze w szpitalu. Moja mama zaprosiła go do mnie jako człowieka, który w życiu wiele doświadczył i przeszedł, który nieraz w życiu też musiał iść pod prąd. Mama uznała, że będzie on dobrą osobą do zmotywowania mnie. Do pokazania, że wypadek nie musi oznaczać końca świata. Marek oczywiście się zgodził i przyjął zaproszenie. Mieszkał wtedy w Gdańsku, a ja leżałem w tym samym mieście w szpitalu. Nie był to jakiś wielki logistyczny problem.

W związku z dużą liczbą moich operacji pod narkozą, z przyczyn czasowych nie udało się jednak zorganizować tego spotkania i temat ucichł–wspomina Mela w wywiadzie dla Magazynu Polonijnego.

–Z mojego punktu widzenia wyglądało to tak: miał przyjść Marek, zgodził się, ale nie przyszedł. Dopiero parę miesięcy po wyjściu ze szpitala pierwszy raz się z nim spotkałem. W międzyczasie Marek Kamiński razem z przyjaciółmi zastanawiał się, jak może mi pomóc. To wtedy w głowie Marka pojawił się pomysł wyprawy na biegun.

Jego życie bardzo się zmieniło, dopiero wtedy w pełni zaakceptował siebie bez ręki i nogi.

–Mój wypadek i radzenie sobie z tym wypadkiem, to był bardzo długi proces. Uważam, że każdy człowiek ma jakiś schemat przechodzenia przez traumatyczne wydarzenia. Na początku człowiek wypiera to wszystko. Jest okres ogromnego buntu. W efekcie po zastanowieniu, co się dzieje, dochodzimy do pewnej mądrości. Każde doświadczenie coś nam daje i każde nas wzbogaca.

Mówi się, że cierpienie uszlachetnia człowieka. Jest w tym część prawdy. Dla mnie ten wypadek był ogromną próbą. Każdy z nas ma swoje życie. Masz imię, nazwisko. Masz biały kolor skóry, jesteś kobietą, jesteś obywatelką Polski, być może jesteś katoliczką. Każdy ma mnóstwo takich etykiet, które dopóki nie dojdą do jakiejś granicy, to tak naprawdę nic nie znaczą, są puste. Masa ludzi po prostu żyje, nie zastanawiając się nad tym wszystkim. W gruncie rzeczy jeżeli twoje życie nie jest narażone na jakiś ogromny problem, trudność czy próbę, to tak naprawdę nie musisz sobie zadawać pytania, czy chcesz żyć. Dostałaś życie, więc żyj i się tym nie przejmuj. Żyj z dnia na dzień. Przychodzi jednak taki dzień, kiedy musimy o coś zawalczyć w naszym życiu i te sprawy stają się bardzo ważne–dodaje jubilat.

Biegun nie był jednak spełnieniem wszystkich marzeń młodego chłopaka. Już w 2004 roku Jasiek wyruszył w kolejną wyprawę–tym razem wybrał się na Kilimandżaro–najwyższy szczyt Afryki. Wspinał się także na Elbrus i El Capitan. To dzięki temu młody mężczyzna stał się dla wielu osób niepełnosprawnych symbolem. Nigdy nie oczekiwał, że będzie traktowany inaczej ze względu na swoje kalectwo–ani lepiej, ani gorzej. Dlatego zdecydował się założyć Fundację „Poza Horyzonty”, ciągle pomaga ludziom, głośno i wyraźnie mówi o tym, co należałoby zrobić, aby niepełnosprawnym w Polsce żyło się lepiej.

Janek Mela systematycznie pojawia się w mediach–prowadzi swoją autorską audycję w Radiu Kraków, a kilka lat temu wziął udział w programie Dancing With The Stars. Taniec z Gwiazdami. Brak ręki i nogi nie przeszkodziły mu w zajęciu wysokiego, piątego miejsca. Chociaż nie przywiązywał wagi do technicznych aspektów swoich występów, przed milionami telewidzów, to zdobywał ich serca i głosy naturalnością i osobistym wdziękiem. Chociaż jego udział w show budził szereg kontrowersji.

–Ludzie zawsze będą mówić, że lansuję się na kalectwie. Zupełnie nie zauważają drogi, którą przebyłem. Nawet dziś ćwiczymy przez kilka godzin dziennie, aby później przez dwie minuty dobrze wypaść. Najczęściej atakują mnie ludzie, którzy nie mają nic do powiedzenia, nic nie robią tylko potrafią naciskać guziki na klawiaturze–przyznał w jednym z wywiadów podczas trwania „Tańca z Gwiazdami” w Telewizji Polsat.

Jasiek zawsze powtarza, że przeszedł długą drogę, aby znaleźć się w miejscu, w którym jest teraz. Sam nie uważa się za osobę niepełnosprawną, pomimo kalectwa.

–Ja się nigdy tak nie podpisuję. Nie biorę nawet złotówki renty socjalnej. Nie jest mi to potrzebne do szczęścia, bo mogę i wolę pracować. Moja niepełnosprawność nie uniemożliwia mi pracy, nawet fizycznej. Wolę pracować na siebie i płacić podatki, niż żyć z renty. W dodatku mogę robić coś z pasją i jeszcze pomagać innym. Ani w życiu prywatnym, ani w programie nie liczę na niczyją litość. Nie widzę lansowania się na niepełnosprawności. Jak już na czymś się lansuję, to na swojej ciężkiej pracy–mówił wtedy zdobywca dwóch biegunów.

Czego możemy życzyć Jaśkowi z okazji okrągłych, 30 urodzin? Przede wszystkim, aby nigdy się nie zmieniał i wciąż zarażał optymizmem, uśmiechem i chęcią walki o lepsze życie innych, niekiedy słabszych, których niesprawiedliwy system skazał na wykluczenie społeczne. Oni mogą się wiele od wciąż młodego, trzydziestoletniego Jaśka Meli wiele nauczyć, a on wciąż jest przykładem osoby, od której warto się uczyć.

Arkadiusz Nowiński

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl