Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Piotr Janaszek, czyli Doktor Mielnica, udowodnił, że turystyka osób niepełnosprawnych jest możliwa

Nie możesz wyrobić się ze swoimi obowiązkami i masz poczucie, że ciągle brakuje Ci czasu? Piotr Janaszek, czyli Doktor Mielnica znał doskonały sposób, jak sobie z tym poradzić. „Wstawaj godzinę wcześniej”–mawiał tym, którzy narzekali na zadania, których nie udało się im zrealizować.

Dzień lekarza, który w czasach głębokiej komuny sprawił, że niepełnosprawne dzieci zaczęły wychodzić z domu i rozpoczęły naukę samodzielnego życia, zaczynał się o godzinie piątej rano. Wizyta w piekarni, aby kupić ciepłe bułki na śniadanie dla swoich bliskich, następnie godziny pracy na maszynie do pisania, której stukot po latach wspominały jego córki–tak zaczynał się dzień na pozór zwyczajnego pracownika Szpitala Powiatowego w Koninie.

Na pozór, ponieważ Piotr Janaszek zwyczajnym lekarzem zdecydowanie nie był. Absolwent poznańskiej Akademii Medycznej na co dzień zajmujący się ortopedią i rehabilitacją, jako jeden z pierwszych zwrócił uwagę na to, że warunki, w jakich żyją osoby niepełnosprawne są dramatyczne. Społeczna izolacja, zamknięcie w domu i brak szans na rozwój, to były standardy, które w PRL–u nikogo nie dziwiły.

Doktor Piotr walkę z panującymi standardami postanowił rozpocząć na dwóch płaszczyznach. Pierwsza z nich miała opierać się na działaniu–bo aby zmienić pewną rzeczywistość, nie wystarczy tylko mówić o planowanych przeobrażeniach. Druga odnosiła się do władzy i instytucji, z którymi należało rozpocząć dialog prowadzący do poprawy sytuacji osób niepełnosprawnych w Polsce.

W wolnych chwilach pisywał nie tylko wnioski, pisma i prośby do różnego rodzaju placówek, ale także felietony i porady dotyczące pomysłowego radzenia sobie z problemami dnia codziennego. Jego córka, Zuzanna, wspomina, że „Spod maszyny wypływało setki kartek, a na nich wnioski o wsparcie, albo wydanie zgód, albo felietony dla czasopism, albo opisy nowych przedsięwzięć. Aby osiągnąć cel Tata potrafił jakąś instytucję, czy władze partyjne morzem pism.”

Jego młodsza córka, Dorota, dodawała, że „Tata podkreślał, iż budowania godności i własnej wartości trzeba uczyć od dzieciństwa. Wpajał małym pacjentom, że choć nie mogą sprawnie poruszać się, to mają wiele innych zdolności i umiejętności. Muszą je tylko odnaleźć i rozwijać, a obowiązkiem osób sprawnych jest, aby im w tym pomóc.”

Determinacja wrażliwego na ludzką krzywdę lekarza doprowadziła do tego, że w konińskim szpitalu powstał przecierający innym szlaki Oddział Rehabilitacji Dziecięcej. Pacjenci, którzy się tam znajdowali nie musieli chodzić w piżamach, mieli możliwość skorzystania z ciekawych zajęć, takich jak nauka fotografowania, a w wolnych chwilach ozdabiali szpitalne ściany swoimi rysunkami. Nieco później, także w Koninie, zaczęła działać Poradnia Zaopatrzenia Ortopedycznego oraz jeden z pierwszych w Polsce Warsztatów Terapii Zajęciowej.

fot. źródło: www.mielnica.org.pl

Jego zaangażowanie w sprawy wymagające zmiany oraz chęć podejmowania działania miały nie skupiać się na teorii, ale realnie wpłynąć na życie osób z dysfunkcjami. Jego pragnieniem było nauczenie ich samodzielności i sprawienie, że będą w stanie poradzić sobie z obowiązkami dnia codziennego. Sceptycy zastanawiali się, skąd czerpie na to wszystko siły.

Tajną bronią doktora Piotra były drzemki, które ucinał sobie nawet w czasie spotkań i pogaduszek rodzinnych. Po kwadransie snu był jak nowonarodzony. Jako pierwszy w kraju podjął się organizacji obozów harcerskich (często nazywanych także koloniami zuchowymi) dla dzieci i młodzieży z różnego rodzaju niepełnosprawnościami. Największą trudnością wbrew pozorom nie było znalezienie odpowiedniego miejsca ani szczegóły organizacyjne–największym wyzwaniem było znalezienie chętnych na taki wyjazd.

I tutaj lekarz–społecznik po raz kolejny wkraczał do akcji, szukając w niewielkich miasteczkach i oddalonych od cywilizacji wsiach, niepełnosprawnych, którzy życie dotychczas mogli obserwować zza maminego fartucha i kuchennej szyby. Namawiał rodziców, aby pozwolili mu zabrać dziecko na dwutygodniowy wyjazd, z którego jak się później okazywało, wracało zupełnie inne.

Na koloniach i obozach Doktora Piotra była i zabawa i nauka–samodzielności, tworzenia relacji, współpracy. Opiekunowie nie rozczulali się nad nami, ale pokazywali jak walczyć o siebie. Mówili: jesteś człowiekiem i choć małym to już odpowiadasz za siebie. Dzieciaki po koloniach były odmienione–śmiałe, gadatliwe. Już wtedy mieliśmy pewność, że Doktor Piotr robi coś wyjątkowego, coś czego nie robią inni.”–wspomina Anna Klechniowska, jedna z pacjentek doktora, która na pierwszy biwak pojechała mając zaledwie 7 lat.

Największa radością dla większości dzieci było spanie w namiotach. Dotarcie do nich przez błoto i piach, przez który trzeba było się przedrzeć na wózku inwalidzkim lub o kulach, było olbrzymim wyzwaniem budującym charakter. Wyzwań na harcerskich biwakach nie brakowało. Ścielenie łóżek, gdy noclegi odbywały się w ośrodkach, samodzielne ubieranie, zawiązywanie butów–tego wszystkiego uczyły się dzieci przyzwyczajone do tego, że granice życia i samodzielności wyznaczali ich opiekunowie. Na obozie było inaczej. Tam nie było miejsca na smutek i zniechęcenie.

Z licznych wspomnień ówczesnych zuchów wyłania się wizerunek doktora–wychowawcy zjawiającego się tam, gdzie akurat był potrzebny. „W deszczowe dni Doktor Piotr zbierał nas w stołówce, wyskakiwał nagle zza drzwi w słomianym kapeluszu i przygrywając na gitarze śpiewał: „Słoneczko nasze otwórz pyska, bo nie do twarzy ci w chmurzyskach.” ­–w tak niekonwencjonalny sposób radził sobie z lękami i przygnębieniem swoich wychowanków, co z rozrzewnieniem przywołuje Elżbieta Wiech, dawna kolonistka harcerskich obozów, obecnie pracująca w Państwowym Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych.

Tradycja harcerskich wyjazdów dla osób niepełnosprawnych jest podtrzymywana do dnia dzisiejszego. Piotr Janaszek w 1989 roku powołał do życia Fundację Mielnica, której nazwa jest związana z miejscem położonym nad jeziorem Gopło, w którym powstał innowacyjny Ośrodek Rehabilitacji Dzieci i Młodzieży. Z inicjatywy doktora zostały zorganizowane także Ogólnopolskie Olimpiady Umiejętności Osób Niepełnosprawnych „Abilimpiada”, koniński Ogólnopolski Przegląd Filmów „Żyją wśród nas”, a dzięki jego zagranicznym kontaktom osoby niepełnosprawne otrzymały możliwość wyjazdów m.in. do Szwecji, Francji, Niemiec oraz Stanów Zjednoczonych.

Taka działalność nie mogła pozostać bez echa, w związku z czym Doktor Piotr doczekał się przyznania nagrody im. Hanny Dworakowskiej „Serce na dłoni”, odznaczenia Medalem im. Karola Marcinkowskiego Akademii Medycznej w Poznaniu. Otrzymał także najcenniejszą dla społecznika nagrodę–bo przyznawaną przez dzieci–czyli Order Uśmiechu.

fot. źródło: Fundacja "Podaj dalej" w Koninie

W grudniu 1998 roku rozpędzonego społecznika zatrzymała śmierć. Zginął w wypadku samochodowym, pozostawiając po sobie rzesze tych, których nauczył samodzielności i pokazał drogę życia inną niż ta, którą wcześniej znali. Po jego śmierci obie córki rozpoczęły pracę w Fundacji Mielnica. To przy niej powstał między innymi Domek z Serc, czyli gospodarstwo agroturystyczne, prowadzone przez osoby niepełnosprawne.

Córki doktora Mielnicy (w taki sposób adresowano do lekarza prośby o zapisanie na kolonie zuchowe) z powodów osobistych w 2004 roku zdecydowały się stamtąd odejść i powołały inną fundację jego imienia „Podaj dalej”. Nowa organizacja działa do dnia dzisiejszego i realizuje wiele innowacyjnych projektów, które swoim zasięgiem przekraczają granice naszego kraju. Szkolenia szybowcowe i paralotniarskie dla osób z niepełnosprawnością, kolonie „Małych Odkrywców”, które mają nawiązywać do dawnych kolonii zuchowych, a także „Akademia Życia i Samodzielności” dla młodych osób, które nagle stały się niepełnosprawne to tylko niektóre z tamtejszych inicjatyw.

W Fundacji pracują dawni pacjenci doktora Piotra, a wśród nich między innymi Sławomir Pilarski, uczący gry na gitarze, który jako pierwszy niepełnosprawny zdobył międzynarodowy patent żeglarski. Pomimo upływu lat nie zapomniał o tym, jaką rolę w jego życiu oraz w życiu innych niepełnosprawnych odegrał Piotr Janaszek, co podkreśla w rozmowach na temat lekarza–społecznika: „A robię to, bo kiedyś poznałem Doktora Piotra, który sprawił, że nie boję się zmian i bez lęku spełniam marzenia. Doktor Piotr nie tylko leczył i rehabilitował, ale budził człowieka w ludziach, którzy nie widzieli w sobie ludzi.”

Aby wspomnienia, po lekarzu, który odmienił losy tysięcy niepełnosprawnych, były wciąż żywe, powstaje Wielka Księga Pamięci. Każdy, kto chce być jej współtwórcą i podzielić się swoimi wspomnieniami z nim związanymi, może je przesłać na adres mailowy: z.janaszek@podajdalej.org.pl.

Dzięki jego ideom zawartym między innymi w książce „Doktor Piotr. Pasje życia Piotra Janaszka”, lekarz, który zarażał uśmiechem, nad którym „wschodziło słońce”, nawet wtedy, gdy wchodził z kolegami na bardzo trudne zajęcia, którego „chochliki w oczach dodawały siły”, jest wciąż postacią inspirująca, która „nie wszystek umarła”.

Magdalena Zając



źródła:
1.https://podajdalej.org.pl/aktualnosci/o-doktorze-piotrze-ktory-niepelnosprawnym-dzieciom-dal-skrzydla/
2.https://www.tygodnikprzeglad.pl/fundacja-na-zakrecie/
3.http://www.mielnica.org.pl/test1-3
 

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl