Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Historia obok nas, hitlerowskie ośrodki Lebensborn

Nie ma co ukrywać–najczęściej człowiek ma wrażenie, że historia Polski, albo świata bezpośrednio go nie dotyczy. Może dziadka, może prababci, może dalekiego wujka od strony mamy, ale raczej wykluczamy to, że mogła dziać się za naszą przyczyną, albo tuż obok nas. Ileż to razy trafiając przypadkowo na artykuł w lokalnej prasie, albo słysząc rozmowę konserwatora zabytków z kierownikiem budowy dowiadujemy się, że w tym oto zamieszkanym przez nas od dwudziestu lat bloku, albo na naszym osiedlu działy się rzeczy, o których pisano w podręcznikach do historii?

Tak było także i tym razem. Poszukiwania informacji na temat tego, gdzie znajdowały się okryte złą sławą ośrodki Lebensborn, czyli niemieckie instytucje funkcjonujące w strukturach SS, służące stworzeniu odpowiednich warunków do odnowienia niemieckiej krwi, doprowadziły mnie do wsi znajdującej się kilka kilometrów od rodzinnej miejscowości mojego ukochanego, przez którą oboje wielokrotnie przejeżdżaliśmy, nie mając pojęcia, co działo się tam niecałe osiemdziesiąt lat temu….

O smoszewskim ośrodku Lebensborn wiadomo niewiele.
Zasłona ludzkiego milczenia przykryła nawet to, co w jakikolwiek sposób mogło przybliżyć badaczy do odkrycia, gdzie dokładnie znajdowało się to miejsce. O wielkopolskim Lebensborn nie chcą mówić najstarsi mieszkańcy wsi, którzy najprawdopodobniej pamiętają, co się wówczas działo w miejscu, które przez niejedną rodzinę jest zamieszkiwane od pokoleń.

Zajmujący się „Źródłami życia” badacz Roman Hraber w swojej książce opisał to, co udało mu się odkryć. ,,Wieś Smoszew położona jest koło Krotoszyna, w województwie poznańskim. Widocznie miejscowość ta posiadała odpowiednie walory, skoro Lebensborn zainteresował się nią i zwrócił na to uwagę Himmlera. Z jego też upoważnienia rozpoczęto tam budowę wielkiego kombinatu hodowlanego dla–jak to określono–matek Lebensbornu. Zaprojektowane osiedle nazwane Lebensborn–Siedlung–Heimstatte, miało obejmować 500 małych domków. Do końca wojny zdołano wybudować jedynie 24. Potwierdza to himmlerowski program rozbudowy Lebensbornu i jego dalszego rozwoju ujawniony w pamiętnikach Feliksa Kerstena”.

Te informacje wskazują  na to, że Smoszew musiał być miejscem, które z pewnych nieujawnionych powodów musiało szczególnie przypaść do gustu Niemcom, którzy to właśnie w Wielkopolsce postanowili prowadzić swój eksperyment na szeroką skalę. Inicjatorem tego przerażającego pomysłu nie tylko na terenie Niemiec, ale także w okupowanych państwach na terenie Europy był Heinrich Himmler. Płodzenie dzieci przez esesmanów z ochotniczkami zachwyconymi ideą stworzenia armii nadludzi lub z przymusowo zwerbowanymi kobietami było tam na porządku dziennym.

Gdy prawda o „Źródłach życia”, bo tak nazywano te miejsca, ujrzała światło dzienne, okazało się, że na terenie Polski działało od pięciu do siedmiu ośrodków. Bydgoszcz, Kraków, Helenówek, Otwock i Smoszewo, według niektórych źródeł także Kalisz i Połczyn–Zdrój, to w tych miejscach łączono w pary polskich i niemieckich nastolatków, którzy przynajmniej na pierwszy rzut oka spełniali kryteria pozwalające na zaliczenie ich do rasy aryjskiej.

Zgoda na akt seksualny nie była potrzebna, bo jak przeczytać można w sprawozdaniu Delegatury Rządu na Kraj: „Obowiązek ten był kontrolowany przez personel lekarski obozu, jakiekolwiek wykroczenia przeciw niemu karano najsurowiej. Na tle zmuszania dziewcząt polskich do obcowania płciowego z Niemcami zanotowano w obozie kilka prób samobójstwa, niestety nieudanego”. Niestety nie jest tutaj wyrażeniem przypadkowym–na Polki, które współżyły z Niemcami, nie czekało już normalne życie. Społeczny ostracyzm był dla nich nierzadko gorszą karą niż sam gwałt czy nawet śmierć.

Dramatów, które rozgrywały się w dziecięcych sercach, w związku z trafianiem do niemieckich ośrodków, nie da się opisać. Maluchy, których rodzice zginęli na wojnie, a które uważano za wartościowe rasowo nie miały szansę na adopcję przez Polaków. Lądowały w niemieckich domach sierot, skąd mogła zabrać je niemiecka rodzina zobowiązując się do wychowania ich na „prawdziwych Niemców”. Taki sam los czekał dzieci, których rodzice zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych. Gdy matce lub ojcu udawało się przeżyć i po latach wracali do miejsc, w których żyli, nie czekał tam na nich ani dom, ani rodzina. Informacji o dzieciach także nie było–tak, jakby rozpłynęły się w powietrzu.

Tylko nielicznym udawało się znaleźć informacje o mecenasie Hrabar, który pisał o tym, że hitlerowcy porywali polskie dzieci. Okazywało się wówczas, że imiona i nazwiska dzieci były zniemczane, ale szansę na odnalezienie dawało to, że miały brzmieć „nieco podobnie” do tych, które nosiły żyjąc w polskich rodzinach. To miało ułatwić asymilację i przybranie nowej tożsamości.

Spotkania po latach były bardzo trudne. Dwie mamy, dwaj ojcowie, dwa narody, dwie kultury. Jedni zrywali kontakty z niemieckimi rodzinami, inni nie decydowali się na spotkanie z tymi, którzy byli polskimi rodzicami. Jeszcze inni od tego momentu mieli dwie familie. Jak wspomina jedna z kobiet, która po latach poznała prawdę „Mama pewnie była wdzięczna Mutti za to, że mnie pokochała, że włos mi z głowy nie spadł podczas naszej rozłąki. Mutti była wdzięczna, że mama nie ma nic przeciwko naszym kontaktom. Obie się rozumiały.” Wszakże to po latach było dla nich najważniejsze.

Dane dotyczące osób urodzonych w ośrodkach Lebensborn zostały po wojnie prawdopodobnie zniszczone. Wiadomo na pewno, że nikt ich nigdy nie odnalazł–stąd biorą się różnice dotyczące tego, że mogło tam urodzić się ok. 8 tys., albo ok. 11 tys. dzieci, które były owocem niedopuszczalnego eksperymentu. Procesowi germanizowania zostało poddanych ok. 200 tysięcy dzieci, z których ci żyjący do dnia dzisiejszego najczęściej nie mają pojęcia o tym, jakie jest ich prawdziwe pochodzenie.

Hrabar razem z Amerykanką Blackey dotarł do kartotek 4000 śląskich dzieci, w których szczątkowe informacje pozwoliły sądzić, że zostały porwane i wywiezione do niemieckich sierocińców lub od razu przekazane wybranym rodzinom. „Zna niektóre polskie słowa, jak kot, pies, dobry, tak, nie, cukierek. Mówi, że jest z Polski. W języku niemieckim kończy jednak: ich bin ein Deutscher." –tak dramatyczne wpisy pokazują, że pomimo niepamięci dotyczącej faktów, polskość w wielu dzieciach całkowicie nie zginęła.

„W wyniku pracy Romana Hrabara udało się sprowadzić do Polski 33.000 dzieci, w tym 20.000 z radzieckiej strefy, 11.000 ze stref aliantów zachodnich i 2000 z Austrii. Około 170.000 polskich dzieci nigdy nie wróciło do ojczyzny. Szacuje się, że dziś około od 2 do 3 milionów ludzi na świecie jest potomkami uprowadzonych z Polski dzieci.” Niewątpliwie wielkim sukcesem polskiego adwokata było sprowadzenie do Polski Alodii i Darii Witaszek, córek poznańskiego lekarza, które po zabraniu przez gestapo znajdowały się w kaliskim ośrodku Lebensborn.

W Bydgoszczy Lebensborn działało od 1940 roku–była to pierwsza w Polsce tego typu placówka. Niewiele wiadomo na temat samych praktyk, które się tam odbywały. Wiadomo, że przy dzisiejszej ulicy Gdańskiej przechowywano dobytek skonfiskowany Polakom oraz czasowo meldowano w nim Niemki gotowe oddać siebie dla dobra ojczyzny, jak głosił Hitler w płomiennych przemówieniach.

Krakowski ośrodek miał koordynować działalność pozostałych placówek na terenie Polski, z kolei w Otwocku szczególnie skupiono się na germanizowaniu porwanych dzieci, tworząc między innymi Narodowosocjalistyczne Towarzystwo Opieki Społecznej. Podobne praktyki miały miejsce w Połczyn–Zdroju. Stamtąd porwane dzieci mające maksymalnie 10 lat–bo uważano, że tylko do tego wieku przenarodowienie jest możliwe–wywożono do „dobrych, niemieckich rodzin”, gdzie miały się dalej wychowywać, zapominając całkowicie o swojej polskiej tożsamości.

W Żydowskim Domu Sierot w Helenówku, gdzie utworzono Lebensborn, znajdowały się głównie kobiety i mężczyźni o właściwym wyglądzie zatrzymywani w pociągach lub na ulicach. Drewniane domki, w których rozgrywały się prawdziwe dramaty jakiś czas temu zostały rozebrane na opał. O Smoszewie wiadomo właściwie tyle, że od 1944 roku miał tam powstawać wielki kombinat hodowlany. I wiadomo także, że niemieckiego planu jednak nie udało się zrealizować.

O wiejskiej osadzie Lebensbornu, czyli Lebensborn–Siedlung–Heimstätte, jak nazwano ośrodek w Smoszewie, nie znajdzie się informacji w historycznych publikacjach. Jego samo zlokalizowanie jest zadaniem niezwykle trudnym. Według Jakuba Pomezańskiego, który bada tajemnice III Rzeszy i zainteresował się smoszewskim ośrodkiem, wybór smoszewskiego lasu na miejsce dogodne do zbudowania Lebensbornu nie był przypadkowy. W tych okolicach znajdowały się miejsca starożytnych pochówków, przez co Niemcy mogli uznać to miejsce za „szczególnie magiczne” (zajmowały się tym nawet specjalnie do tego celu wyznaczone niemieckie instytuty).

Hitlerowcy prawdopodobnie mieli nadzieję znaleźć jakikolwiek ślad na podstawie którego można byłoby wnioskować, że dawniej żyły na tych terenach ludy germańskie. W smoszewskim lesie znaleźć można także kurhany (w czasie II wojny światowej prowadzono tam badania archeologiczne, o czym donosi Jakubowi Pomezańskiemu pewna kobieta, prosząc o anonimowość) i tzw. diabelskie kamienie. Wyniki archeologicznych badań nie zostały upublicznione, ale można podejrzewać, że uznano to za miejsce, z którego bije niezwykła siła germańskich przodków żyjących w Smoszewie przed wiekami.

A co wiadomo na temat diabelskiego kamienia, nazywanego też zbójnickim? Prawdopodobnie Niemcy odłupali jego fragment, aby przeprowadzić na nim badania, podobnie jak na kilku innych głazach. Na odpowiedź „w jakim celu?” dotychczas nie znaleziono odpowiedzi, ale niemiecka fascynacja okultyzmem, tym co mroczne, nieznane i w pewien sposób racjonalnie niewyjaśniane mogła doprowadzić do wyboru Smoszewa na miejsce, w którym ulokują największy Lebensborn. Dodatkowymi czynnikami wskazującymi na to, że była to dogodna lokalizacja jest dostęp do wody–kilkaset metrów dalej znajdowało się koryto strumienia „Czarna Woda”, ponadto niedaleko wskazanego w lesie miejsca znajdowała się droga dawniej prowadząca do niemieckiego folwarku. Odnaleziono tam także kilka artefaktów takich jak stare gwoździe ciesielskie, czy też cegły sugerujące, że to prawdopodobnie tam znajdował się niemiecki ośrodek.

Badania dotyczące smoszewskiego Lebensbornu zostały wstrzymane w 2015 roku. Jak informuje Grupa Eksploracyjna Południe, jeden z właścicieli terenu, na którym najprawdopodobniej znajdował się ten ośrodek, nie wyraził zgody na kontynuowanie prac. Co więcej w specjalnym oświadczeniu zaznaczono, „że nie pierwszy raz przekonujemy się o tym, że działania tej organizacji objęte są specyficznym tabu pośród starszej wiekiem części mieszkańców tych okolic– jednak jeszcze się nie poddajemy, być może uda nam się otrzymać w przyszłości wszelkie potrzebne zezwolenia, które pozwolą na wznowienie prac.

Temat jest dla nas bardzo ważny, gdyż jak do tej pory jeszcze nigdy, nie byliśmy tak blisko i zarazem daleko od zdobycia dowodów potwierdzających zlokalizowanie tego na wpół mitycznego ośrodka, którego nawet Romanowi Hrabarowi nie udało się zlokalizować pomimo tego, że blisko 40 lat temu–kiedy zajmował się jego poszukiwaniem–żyło znacznie więcej osób pamiętających czasy II Wojny Światowej.”

Temat jest owiany jest w Wielkopolsce mgłą tajemnicy a ci, którzy mogliby coś wiedzieć na ten temat wolą milczeć, niż przywoływać demony z przeszłości. W związku z tym Smoszew, a także kilka innych miejscowości, przez które przejeżdżamy niejednokrotnie wciąż dla wielu ludzi będą zwykłymi miasteczkami lub wioskami, o których mało kto wie, że skrywają w sobie tajemnice historii.

Magdalena Zając


źródła:
1.http://historicon.net/ii-wojna-swiatowa/wylegarnie-aryjczykow/
2.http://kok.krotoszyn.pl/aktualnosc-18-19172-piekna_gmina_tajemniczy_osrodek.html
3.Hrabar Roman, „Lebensborn”, czyli źródło życia, Katowice 1975.
4.Leszczyńska Joanna, Seks w imię „odnowienia krwi”, „Dziennik Łódzki” 2013.
5.http://weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,21254688,dostaniecie-nowych-rodzicow-historie-polskich-dzieci-porwanych.html
6.https://tojuzbylo.pl/wiadomosc/lebensborn-czyli-hodowla-aryjczykow-kradziez-polskich-dzieci-przez-niemcow
7.http://tajemniceiiirzeszy.blogspot.com/2017/12/smoszew-zaginiony-osrodek-lebensbornu.html
 

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl