Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Rak piersi, najważniejsza jest profilaktyka! Najprostszym badaniem jest samokontrola, którą trzeba robić co miesiąc, przez cały rok!

Przynajmniej raz w roku USG, przynajmniej raz w miesiącu samokontrola–tak powinna wyglądać profilaktyka raka piersi. Dla nieco starszych kobiet jest także mammografia. Rak piersi może przyjść nagle i bardzo wcześnie, ale można go wyleczyć–przekonywała z telewizyjnego studia Faktów TVN Anita Werner, zapowiadając materiał promujący badania profilaktyczne.

Chociaż „newsa” w głównym wydaniu jednego z najpopularniejszych programów informacyjnych w kraju obejrzało kilka milionów Polaków i Polek, to ile z nich trafi do odpowiedniego lekarza i zacznie o siebie dbać? Oby jak najwięcej, bo tylko mówiąc o chorobie i zachęcając do badań można odczarować raka piersi.

„Miałam raka”–coraz częściej mówią kobiety, którym udało się wygrać z chorobą. Tabu, jakim owiany jest temat nowotworów powoli znika, ale ciągle to temat społecznie nieakceptowalny.

–Badania okresowe wykonywałam regularnie–nic niepokojącego. Na szczęście czasem czuwa nad nami los. Któregoś dnia wjechałam w drugi samochód, otworzyła się poduszka powietrzna, pas wbił mi się w pierś. Zrobił mi się krwiak. Poszłam do lekarza, najpierw–USG i nic. Ale krwiak się nie wchłaniał, zlecono mi więc biopsję. Nie przeżywałam dramatu kolejek, czekania. Pracowałam w końcu w korporacji, byliśmy wszyscy ubezpieczeni prywatnie. Jechałam akurat na szkolenie, gdy zadzwonił miły pan z placówki medycznej–przyznaje Joanna w szczerym artykule, jaki przeprowadziła sama ze sobą na łamach portalu Ohme.pl.

–Żyję i mówię głośno: to, że jestem bez jednej piersi, nie znaczy, że przestałam być kobietą. Tak, mam partnera, uprawiam seks. Ja to wiem, ale czy inni wiedzą? O raku mówi się coraz więcej, wiem. Najwięcej o badaniach profilaktycznych, samym leczeniu, męczącej i uciążliwej chemioterapii, walce. Ale my nie jesteśmy żadnymi męczennicami. Brałam sześć cykli chemii, najgorszej, tej czerwonej. Wpadałam do szpitala w szpilkach i letniej sukience. Przyjaciołom pisałam: „zaczynamy tankowanie”. Tyle.

Statystyki ciągle są zastraszające. Każdego roku w Polsce na raka piersi umiera ponad 5 tysięcy kobiet. Wiele z nich mogłoby żyć, gdyby badały się regularnie... Gdyby diagnoza postawiona została nieco wcześniej.

–Rak, to w polskiej świadomości społecznej wciąż szczególna choroba. Dlatego konieczne jest jego "odczarowanie". Trzeba go traktować tak jak inne choroby, bowiem w jego leczeniu mamy i sukcesy i porażki. Na szczęście obecnie przeważają te pierwsze–mówi prof. Jacek Jassem kierownik Katedry i Kliniki Onkologii i Radioterapii Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego, członek zarządu Polskiej Ligi Walki z Rakiem.

Kobiety bardzo często nie potrafią przyznać się do tego, że są chore na raka piersi. Wypierają chorobę przed samymi sobą, przed najbliższymi. W sieci można odszukać anonimowe historie, które dotyczą Ani, Zosi i Marysi, równocześnie mogą opisywać historię dotyczącą nas, historię, której jeszcze nie znamy.

–Mam na imię Alicja. W 2010 roku zachorowałam na raka piersi. Zaskoczył mnie w 48 roku życia. Wydawało mi się, że kto, jak kto, ale JA na "to" nie zachoruję. W ogóle rak i ja to para nie do pomyślenia. A jednak. Nie miałam kogo spytać o cokolwiek. Chociażby o to, co zabrać ze sobą do szpitala, jak się przygotować do operacji. Nie zdecydowałam się szukać w Internecie, bo wydawało mi się, że tam znajdę informacje, które tylko bardziej mnie „zdołują”. Po operacji i w czasie dalszego leczenia chemio, radio i hormonoterapii też brakowało mi kogoś, kto przeszedł podobną drogę.

Byłam osobą raczej zamkniętą w sobie i trudno nawiązującą kontakty. Miałam wsparcie rodziny, przyjaciółki i znajomych, ale brakowało mi rozmowy z kimś, kto ma pełną świadomość tego, przez co przeszłam–można przeczytać w jednym z wpisów na stronie oknocafe.pl.

–Mam na imię Małgorzata. Pamiętam to jak dziś 11.10.2011r. Diagnoza rak niezłośliwy sutka, po biopsji gruboigłowej usłyszałam rak złośliwy sutka. Sto myśli na minutę. Ile pożyję, co z chłopakiem, z córką i marzeniami, choć nie miałam ich wiele. Wyszłam od lekarza jak w hipnozie, nic do mnie nie dochodziło. Szłam ulicą i myślałam dlaczego ja. Jestem młoda, całe życie przede mną. Przyszłam do domu, siadłam przed Skypem, bo mój partner był zagranicą i powiedziałam mu na spokojnie.

Od razu zabukował bilet i za 2 dni był już z nami. Codziennie płakałam wieczorami, bo w dzień musiałam być silna dla córki i nie pokazywać jej moich łez, ale niekiedy się nie dało. To było silniejsze ode mnie. Zamykałam się w łazience i wyłam. Pierwsza chemia czerwona podana była 23.12.2011r. Nie było tak źle, włosy leciały, ale ja wmawiałam sobie, że tak musi być, bo żeby być zdrowa muszę dać radę. Troszkę łez poleciało przy ścięciu, bo miałam włosy do ramion, ale córka mnie pocieszała, a partner golił. Chemię przeszłam dobrze, mało skutków ubocznych. Oczywiście chemie przepracowałam, nie chciałam siedzieć w domu. Dałam radę.

08.05.2012r.–operacja. Całkowite usuniecie lewej piersi. Strasznie się bałam, ale narkozy, czy się wybudzę, bo nigdy nie miałam operacji i bałam się pooperacyjnego bólu. Ale bólu nie było. Wszystko przebiegło dobrze. Cieszyłam się– zdradza kolejna internautka.

Paradoksalnie wiele kobiet, chociaż zauważa pewne niepokojące sympotmy, to i tak boi się badań. Na profilaktykę raka piersi składa się kilka elementów. Warto prowadzić zdrowy i aktywny tryb życia i poświęcić uwagę swojemu stanowi psychicznemu. A o tym ostatnim często zapominamy, koncentrując się wyłącznie na obowiązkach domowych, zawodowych, przez co stajemy się zmęczone, sfrustrowane. Pozwólmy sobie na odpoczynek, na zdrowe i smaczne jedzenie, na ruch.

Równocześnie pamiętajmy, że badania to podstawa. Mam pacjentkę–nauczycielkę, która słynęła wśród swoich znajomych z zamiłowania do zdrowego stylu życia, w jej diecie trudno było znaleźć szkodliwe produkty, można powiedzieć, że tą swoją pasją wręcz maltretowała wszystkich dookoła. Pewnego dnia zauważyła jakąś mokrą wydzielinę na staniku, zbagatelizowała ją jednak. Doszła do wniosku, że to pewnie przekwitanie.

Ten stan trwał przez kilka miesięcy, później zaczęła też wyczuwać guz, ale nadal nie chciała się zbadać. Tym bardziej, że koleżanki z pokoju nauczycielskiego mówiły: "Daj spokój, ty nie możesz być chora! Z twoim trybem życia?". Rozmowom przysłuchiwała się jedna z praktykantek, młoda dziewczyna, która podeszła do mojej pacjentki i powiedziała: "Niech się pani nie boi, ja też mam raka piersi. Niech pani pójdzie do lekarza". W końcu poszła, jednak choroba była już rozsiana więc i leczenie bardziej inwazyjne–wyjaśnia w jednym z wywiadów psychoonkolog Adrianna Sochal.

Najważniejsze jest samobadanie, kobiety powinny także regularnie wykonywać USG i mammografię. Pamiętajmy, że nawet najmniejszą wykrytą zmianę warto sprawdzić i skonsultować z lekarzem.

Arkadiusz Nowiński

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl