Festiwal Ślimakowe Rytmy. Konkurs dla wybitnie uzdolnionych pacjentów profesora Skarżyńskiego i nie tylko

Wbrew wyobrażeniom wielu z zaburzeniami słuchu można kochać muzykę. Dotychczas zorganizowano cztery edycje festiwalu, którego idea burzy społeczne tabu. Bo o osobach z zaburzeniami słuchu nikt nie myśli w kontekście muzyki. Dzięki inicjatywie profesora Henryka Skarżyńskiego niepełnosprawni artyści mogą pokazać światu, że są wspaniałymi wokalistami i instrumentalistami, mimo wad słuchu z jakimi borykają się na co dzień.

Na pomysł zorganizowania Międzynarodowego Festiwalu Muzycznego Dzieci, Młodzieży i Dorosłych z Zaburzeniami Słuchu „Ślimakowe Rytmy” wpadł jeden z najwybitniejszych polskich lekarzy XX i XXI wieku–prof. Henryk Skarżyński, który osobami z zaburzeniami słuchu zajmuje się od dawien dawna. To im poświęcił swoją karierę i to on jako pierwszy lekarz w Polsce, w 1992 roku rozpoczął realizację programu leczenia głuchoty, wszczepiając implant ślimakowy osobie niesłyszącej.

Pierwsza edycja festiwalu zorganizowana została w 2015 roku, już wtedy raczkujący konkurs miał wielki potencjał, aby stać się wyjątkowym wydarzeniem, ze względu na swój charakter artystyczny i społeczny.

–Festiwal pokazał możliwości osób, które po wszczepieniu implantu słuchowego nie tylko bez problemów komunikują się z innymi, lecz także mają słuch muzyczny oraz pasję, która wypełnia ich życie! Dzięki temu śpiewają, komponują i grają na najróżniejszych instrumentach oraz nagrywają profesjonalne płyty. Są żywym dowodem na to, że dzięki niebywałemu postępowi technologicznemu w nauce i medycynie, nawet poważne zaburzenia słuchu nie muszą być przeszkodą na drodze do kariery muzycznej.

Organizując Festiwal, profesor Henryk Skarżyński pragnął pomóc osobom niesłyszącym w realizowaniu muzycznych marzeń i planów, a słyszącej części społeczeństwa chciał udokumentować codzienne osiągnięcia kliniczne–przyznają organizatorzy festiwalu.

W lipcu 2018 roku odbyła się czwarta edycja festiwalu. Organizatorzy dokładają wszelkich starań, aby wydarzenie z roku na rok realizować z coraz większym rozmachem.

–To Festiwal, którego celem jest pokazanie szerokiej publiczności talentów muzycznych uratowanych dzięki postępowi w nauce i medycynie. To pokaz zdolności ludzi, których natura obdarowała talentem muzycznym, jednocześnie odbierając sprawność słuchu. Osoby biorące udział w konkursie, dzięki postępowi w medycynie, odzyskały zdolność słyszenia i bezmiernie oddają się swojej muzycznej pasji. Do tej pory nikt nie wierzył w ich umiejętności i nie miał pomysłu, jak te talenty pokazać światu. Zapragnąłem to zrobić ja. Dla mnie talent, to coś czego nie wolno zmarnować! – powiedział profesor Henryk Skarżyński w wywiadzie dla „Słyszę”.

Festiwal ma formę konkursu–profesjonalni jurorzy wybierają najlepszych z najlepszych. Jedną z nagród dla laureatów festiwalu jest możliwość wystąpienia z profesjonalną orkiestrą w sali koncertowej z prawdziwego zdarzenia. 13 lipca 2018 roku 10–tka laureatów ubiegłorocznej edycji wystąpiła na scenie pawilonu koncertowego Orkiestry Sinfonia Varsovia. Laureatom towarzyszyła Młodzieżowa Orkiestra Kameralna Divertimento pod batutą Krzesimira Dębskiego.
–Na początku Festiwalu przeżywaliśmy, że swoje umiejętności muzyczne prezentują przed nami osoby niesłyszące– mówił do zgromadzonych gości profesor Ryszard Zimak, który już po raz czwarty przewodniczył jury. –Po czterech latach oceniamy nie utalentowanych pacjentów z zaburzeniami słuchu, ale młodych artystów, często zapominając, że są oni użytkownikami implantów słuchowych. Nie stwierdzamy u nich żadnych ułomności muzycznych czy artystycznych. Tak więc coś się zmieniło! Ta wielka praca chwyta za serce!–dodał profesor Zimak, na chwilę przed rozpoczęciem występów laureatów.

Jurorzy, wśród których nie brakuje prawdziwych autorytetów, co roku podkreślają, że dla nich nie liczy się niepełnosprawność uczestników festiwalu, oceniają ich przez pryzmat muzycznego kunsztu.

–Lubię pracować z ludźmi, którzy kochają muzykę. Dlatego mogłabym podjąć się takiej pracy także z kimś, kto słyszy dzięki implantom–powiedziała przed rozpoczęciem przesłuchań na Uniwersytecie Muzycznym Fryderyka Chopina profesor Katarzyna Popowa–Zydroń, nauczycielka m.in. finalistów Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina, Rafała Blechacza i Pawła Wakarecego.

W organizację festiwalu zaangażowany jest popularny wokalista, znany z występów w zesple „Leszcze” Maciej Miecznikowski. Można go także nazwać ambasadorem tego wydarzenia ponieważ sam jest osobą, borykającą się z problemami ze słuchem.

–Wszystko działo się bardzo wolno, stopniowo, tygodniami, miesiącami, chyba nawet latami. Myślę, że choroba zaczyna się od pogłaśniania telewizora, radia w samochodzie, proszenia, aby ktoś powtórzył coś, czego się nie dosłyszało. Potem nachylasz się do rozmówcy lepiej słyszącym uchem, aż wreszcie nie słyszysz budzika, bo rano leżałeś nie na tym uchu, co trzeba. Pobiłem już wszystkie rekordy, kiedy w sklepie muzycznym próbowałem udowodnić panu sprzedawcy, że słuchawki są popsute, bo jedna strona przecież nie działa–opowiadał w jednym z wywiadów znany artysta. 

–Minęło sporo czasu, zanim w końcu uświadomiłem sobie, że nie słyszę dobrze, że zaczynam „tracić” dźwięki. Że wokół mnie jest jakby ciszej niż kiedyś. Wychowałem się w ciszy (w domu na Kaszubach przez długi czas nie mieliśmy nawet radia). Gdy więc słuch stopniowo zaczął odmawiać mi posłuszeństwa, nie przeżyłem szoku. Zdążyłem się natomiast w ciszy rozsmakować. Było mi w niej po prostu dobrze–wspomina Maciej Miecznikowski.

Chociaż utrata słuchu była bardzo blisko, to Miecznikowski wyciągnął z tego lekcję na całe życie.
–Paradoksalnie, jako muzykowi, problemy ze słuchem mi w pewnym sensie pomogły. Wykształciłem w sobie coś w rodzaju słuchu wewnętrznego i dziś nie potrzebuję na scenie żadnych odsłuchów, żeby nie fałszować. Wystarczy mi, że słyszę rytm i mogę występować, w każdych warunkach. Nigdy też nie miałem problemu z tzw. słuchem muzycznym. Niestety, gorzej było z pracą twórczą w studiu, nad nowymi produkcjami muzycznymi, bo tam ważne są niuanse. Jak również ze zwykłą komunikacją międzyludzką–nie słyszałem dobrze niskich częstotliwości, dlatego traciłem głoski czy nawet słowa. Radziłem sobie, czytając z ruchu warg. Aby zrozumieć wiadomości, podkręcałem na maksa radio. No i żona nauczyła się przez to krzyczeć–śmiech.

Przełomem było leczenie w centrum prowadzonym przez profesora Skarżyńskiego.
–Zanim trafiłem do Kajetan, musiałem bardzo głośno słuchać muzyki–mówi muzyk. –Po operacji to się zmieniło. W ogóle świat stał się nagle bardzo głośny. Jazda samochodem, zaraz pierwszego dnia po operacji, była koszmarem. Wszyscy mówili bardzo głośno, tak mi się przynajmniej wydawało. Podczas kolacji siedziałem z założonymi słuchawkami na uszach, żeby zagłuszyć te wrzaski. Na szczęście po kilku dniach wszystko się wyrównuje, więc słyszałem już normalnie. Nareszcie mogłem cieszyć się nie tylko śpiewem na scenie, lecz także śpiewem ptaków. Albo po prostu szumem drzew, którego wcześniej nie słyszałem wcale. No i przede wszystkim usłyszeć całą finezję muzyki, która jest moim światem, te drugie plany, smaczki, wszystkie instrumenty.

Tę pasję muzyk widzi także w utalentowanych wykonawcach, którzy także walczą z wadami słuchu. Co roku wspiera Festiwal Ślimakowe Rytmy i jeśli w tym roku odbędzie się jego piąta edycja, to na pewno zobaczymy Miecznikowskiego wśród osób zaangażowanych w to przedsięwzięcie.

Arkadiusz Nowiński

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl