Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Monika Kuszyńska, nie chce wzbudzać w ludziach litości

Była prawdziwą gwiazdą–miała wszystko, karierę, fanów, sukces i długą listę propozycji występów. Wszystko zmienił wypadek, który raz na zawsze zmienił życie wokalistki Varius Manx. Monika Kuszyńska musiała zaakceptować siebie na wózku inwalidzkim. Nie pozwoliła jednak, żeby niepełnosprawność zdominowała jej życie. Musiała do tego dojrzeć, nie dałaby rady bez prawdziwej miłości. Jej ukochany, Jakub wspiera ją i w życiu i na scenie. To dzięki niemu wokalistka spełnia się zawodowo i prywatnie, jako mama dwójki dzieci.

W maju 2019 roku minie 13 lat od tragicznego wypadku, który raz na zawsze odmienił życie wokalistki zespołu Varius Manx. Chociaż od tamtego momentu wiele w życiu gwiazdy się zmieniło, to jednak wspomnienia tamtych trudnych chwil na zawsze będą towarzyszyć znanej piosenkarce. Po 12 latach udało jej się wrócić do Milcza, gdzie miał miejsce wypadek. Wierzyła, że bez większych problemów stawi czoła temu miejscu,  okazało się inaczej...

–Powiem szczerze, że gdy zbliżaliśmy się do miejsca wypadku, to pojawiły się we mnie dziwne emocje, nie wiem skąd się to bierze, ale trochę byłam zaskoczona. Jednak tych niemal dwanaście lat temu skończyło się tutaj moje pierwsze życie... i zaczęło drugie. Bardziej tak chcę to pamiętać. Jak się okazuje, po tych latach i z tej perspektywy mogę powiedzieć, że pomimo trudów i długiego czasu rekonwalescencji, to drugie życie jest niesamowite i piękne–wyznała Monika Kuszyńska.

–Brawa, które rozległy się po tych słowach, były tak wielkie, że próbowałem łapać powietrze przez dłuższy czas. Naprawdę szczerze się wzruszyłem. Nie sposób opisać emocji, jakie towarzyszyły temu koncertowi–przyznał mąż wokalistki, Kuba Raczyński, który towarzyszy Monice Kuszyńskiej w trasach koncertowych jako muzyk.

W 2016 roku znana wokalistka otarła się o śmierć, kiedy wygrała życie, pojawiły się kolejne problemy. Musiała zaakceptować się jako osobę niepełnosprawną. Jej dotychczasowe życie legło w gruzach, wtedy odkryła prawdziwą miłość, to ona dała jej siłę.

–Nasze ciało, którego nie czujemy staje się nagle obce. Bo nie mamy z nim kontaktu. Ciało się zmienia: moje stopy, łydki, kolana są inne ponieważ mięśnie nie pracują, tak jak kiedyś. Po tylu latach przyzwyczaiłam się już do tego wyglądu, ale na początku miałam wrażenie, że ktoś przyszył do mojego ciała obce kończyny–przyznała gwiazda w wywiadzie dla magazynyu Viva.

Niestety stan ciała przełożył się na stan umysłu, a tym samym na zaniżenie własnej wartości. W podświadomości natychmiast sama pozycjonuję się niżej. Jestem niżej, czyli jestem słabsza. To oczywiście nieprawda, ale jakoś cholernie trudno zrozumieć i zaakceptować ten stan, taki układ sił–dodaje

Minęło wiele czasu zanim artystka przestała czuć się słabsza. Aż przyszedł czas, że wróciła do tego, co kocha, do muzyki. Udało jej się także reprezentować Polskę na Konkursie Piosenki Eurowizji w Wiedniu w 2015 roku. Mottem festiwalu było „Budowanie mostów” i Kuszyńska oraz jej utwór „In The Name of Love” (po polsku: „Obudź się i żyj”) uosabiał to hasło w 100 procentach.

Jeśli ktoś zarzuca mi, że mam zamiar wzbudzać w ludziach litość, bo takie argumenty pojawiają się przeciwko mnie, to od razu mówię, że to jest absurd. Zawsze bardzo wysoko stawiam sobie poprzeczkę i manifestuję, że mimo nieszczęścia, które człowieka dotyka, trzeba być aktywnym i walczyć o swoje życie. Swoją postawą pokazuję, że nie można się litować nad sobą–wyjaśniła wokalistka w jednym z wywiadów.

Udało jej się awansować do ścisłego finału i zaśpiewać przed publicznością z całego świata. Ten i wiele innych sukcesów Monika osiągnęła dzięi pasji, miłości i determinacji. Jej niepełnosprawność nie miała tutaj żadnego znaczenia. Chociaż dzięki niej Monika Kuszyńska nauczyła się walczyć o samą siebie. Wokalistka opisuje swoją wyboistą drogę w książce pod tytułem: „Drugie życie”.

–Codziennie poznaję ludzi, którzy pytają mnie, jak poradziłam sobie ze swoją tragedią. Chciałam, żeby dzięki "Drugiemu życiu" mogli budować własną siłę. Zobaczyć, że z każdej, nawet najbardziej beznadziejnej sytuacji jest jakieś wyjście. Sama dobrze wiem, jak przewrotne bywa życie. Jednego dnia jesteś na szczycie, drugiego spadasz z wysokiego konia i musisz wziąć na klatę to, co przynosi ci los. Długo zastanawiałam się, czy jestem już gotowa, by opowiedzieć tę historię. W końcu to się udało, bo zaufałam współautorom książki.

Na koncertach często rozmawiam ze swoimi fanami, opowiadam im o doświadczeniach, które sprawiły, że dokonałam w swoim życiu przewartościowania. Cieszę się, kiedy mnie słuchają i mówią, że to dla nich ważne. Pisanie stało się dla mnie formą psychoterapii. Do tej pory sądziłam, że już od dawna mam dystans do wypadku. To było niesamowite, z jednej strony byłam zmęczona psychicznie, z drugiej czułam, jakbym wyrzuciła z siebie coś ciężkiego. Wciąż jestem na etapie rekonwalescencji, dlatego praca nad książką pt.: "Drugie życie" kosztowała mnie dużo emocji. Musiałam wrócić do przykrych wspomnień. Byłam wstrząśnięta, kiedy przeczytałam opis własnego wypadku, chociaż doskonale go pamiętam–przyznaje Kuszyńska.

Chociaż teraz wokalistka w pełni siebie akceptuje, to nie byłoby to możliwe bez wielkiej miłości, którą otrzymała od swojego męża–Kuby.

–Znajomość z Kubą zaczęła się od przyjaźni. Po prostu nie przychodziło mi do głowy, że taki fajny facet może zwrócić na mnie uwagę. Założyłam, że będę do końca życia sama. W moim przekonaniu wciąż isntniało przeświadczenie, że żaden "normalny", zdrowy mężczyzna nie będzie chciał wiązać się z niepełnosprawną kobietą. Okazało się, że moje kalectwo nie jest żadnym obciążeniem–żyjemy całkiem normalnie.

Ten fajny facet, to obecnie nie tylko mąż, ale i ojciec dwójki dzieci Moniki. Pozostał także jej wielkim przyjacielem.
–Kuba jest bardzo ważną postacią w moim życiu, ale historia, która nas łączy jest niesłychanie intymna i nie lubimy o tym mówić innym. To on stworzył mi muzyczne poczucie bezpieczeństwa. A jednocześnie jego obecność jest dla mnie ogromnie ważna z punktu widzenia osoby, która po wypadku całkowicie utraciła swoją kobiecość. To właśnie dzięki Kubie odzyskałam ją na nowo (...). Przy Kubie doceniłam wartość słów: jesteś piękna, kocham cię. Każdego dnia od nowa budowały moją wiarę w siebie i moją kobiecość–zwierzała się w jednym z wywiadów wokalistka.

Historia Moniki i Kuby inspiruje. Pokazuje, jak piękne jest życie pomimo niepełnosprawności. Bezwarunkowa miłość sprawia, że ich każdy wspólnie spędzony dzień jest jeszcze piękniejszy. Czerpcie z tej pary siłę i bądźcie „silni w chorobie”.

Arkadiusz Nowiński

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl