Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Więzienna rzeczywistość skazańców, zmagających się z niepełnosprawnością intelektualną (NI)

Dwa i pół tysiąca złotych (2.500,00 pln), tyle średnio kosztuje wszystkich podatników miesięczne utrzymanie jednego osadzonego w więzieniu. O samym więziennictwie można mówić naprawdę wiele, wśród najpoważniejszych problemów wymienia się przede wszystkim: braki kadrowe i przepełnienie miejsc, do których trafiają kolejne osoby z wyrokami. To z kolei nieuchronnie wiąże się z ucieczkami i przestępstwami, do których dochodzi za kratami, a także z kontaktem więźniów ze światem zewnętrznym.

Wśród przepełnionych cel i zapewnień o niewinności znaleźć można nie tylko zdrowe osoby, które swoich czynów dopuściły się z premedytacją, działały w afekcie lub popełniły czyny zabronione z jeszcze innych pobudek, ale także tych, których poziom rozwoju umysłowego zatrzymał się na poziomie dziecka i nie rozumieją, dlaczego muszą oglądać świat zza krat.

Niektórzy z nich powtarzają tylko „Ja chcę do mamy”, inni na sali sądowej proszą ołówek, aby mogli porysować–tak właśnie wygląda świat osób skazanych, które zmagają się z niepełnosprawnością intelektualną (NI).

Osoby NI, które trafiły do więzienia, są grupą, o której wciąż niewiele wiadomo. Często to osoby dopuszczające się drobnych przestępstw lub takie, które trafiają do zakładu karnego w związku z nieopłaconą grzywną. Ich stan rzadko zostaje prawidłowy oceniony–wiele rozpraw odbywa się nawet bez ich udziału. Tym problemem w sposób szczególny zajęła się grupa ekspertów powołana przez Rzecznika Praw Obywatelskich, analizując przypadki 120 osób, u których stwierdzono została niepełnosprawność psychiczna lub intelektualna.

Niestety te dwie, całkiem różne od siebie, kategorie w przypadku więziennictwa najczęściej funkcjonują razem, łącznie. W dokumentach osoby osadzonej rzadko znajduje się informacja na ten temat, a mało kto chce opowiadać o swojej niepełnosprawności innym, zwłaszcza o to niepytany. W przypadku, gdyby funkcjonariusz policji zgłosił nietypowe zachowanie osoby podejrzanej o popełnienie przestępstwa sędziemu penitencjarnemu, istniałaby możliwość powołania biegłych, których zadaniem byłoby zbadanie zdrowia psychicznego danego człowieka.

Dobrym rozwiązaniem są więc zmiany w prawie nakazujące sporządzanie tego typu adnotacji, a także obowiązek przeprowadzenia wywiadu środowiskowego, w przypadku pojawienia się jakichkolwiek wątpliwości. Najistotniejsza w przypadku orzekania o winie lub jej braku jest zdolność do kierowania swoim postępowaniem w danej sytuacji, w praktyce oznacza to, że aby oskarżony został skazany, musi jednoznacznie zostać stwierdzone, że rozumiał, iż to, co zrobił jest złe.

Brak adnotacji w dokumentach, brak wywiadu środowiskowego i brak rozmowy z psychiatrą lub psychologiem skutkują tym, że osoby niepełnosprawne intelektualnie albo trafiają do zwykłych cel, albo–w przypadku potwierdzonej niepełnosprawności intelektualnej–na oddziały terapeutyczne, na które dostać się wcale nie jest łatwo. Od tego momentu więzień na oddziale ma do dyspozycji trzy metry kwadratowe lub w przypadku zwyczajnej celi staje się zdany na pomoc współosadzonych. Wykorzystywanie chorych osób, odbywających karę w zakładzie karnym, które niestety niejednokrotnie ma miejsce, często prowadzi do kar dyscyplinarnych, które pogłębiają dramat osamotnionych niepełnosprawnych.

O ich nazwiskach ani przyczynach odsiadki nie chce mówić służba więzienna. Dzięki kontaktom z rodzinami osadzonych osób z NI w raporcie z 2014 roku, który został przygotowany na polecenie Rzecznika Praw Obywatelskich zanotowano, że w zakładach karnych może odbywać karę więcej niż 260 więźniów z NI.

Niektórzy z nich dopuścili się kradzieży batona za 99 groszy. Niewspółmierny wyrok, między innymi niezapłacona grzywna skutkują zamienieniem na karę bezwzględnego pozbawienia wolności i w takim przypadku realnie skazany człowiek trafia do więzienia. Krzysztof Olkowicz, były zastępca rzecznika Praw Obywatelskich jeszcze kilka lat temu był dyrektorem Okęgowej Służby Więziennej w Koszalinie. Znał przypadek jednego z osadzonych w zakłądzie karnym, którym zarządzał. Dyrektor Olkowicz wiedział, że skazany nie był w stanie ponieść kosztów grzywny więc zapłacił za skazanego 40,00 złotych i wypuścił na wolność. Jego podwładni ocenili ten czyn za naganny a wkrótce anonim złożył donos o złamaniu przepisów. Niestety dyrektor Olkowicz został uznany za winnego popełnienia zarzucanego mu czynu.

Ze wspomnieniami opartymi na traumatycznym dzieciństwie, prześladowaniach ze strony kolegów i odtrąceniem przez społeczeństwo budzi się za kratami wielu osadzonych z niepełnosprawnością intelektualną. Boją się odgłosów otwieranych drzwi, posiłków, niektórych trzeba wyciągać spod pryczy, gdzie chowają się ze strachu. Radek Agatowski, najbardziej znany w Polsce niepełnosprawny intelektualnie były więzień stał się przyczynkiem do rozmów na temat tego, że więzienie nie jest dobrym miejscem dla niepełnosprawnych intelektualnie, a szczególna opieka takim osobom nie przysługuje.

Agatowski trafił do więzienia za drobne kradzieże i jako osadzony prawdopodobnie przeżył piekło–znęcali się nad nim inni więźniowie. Wydawało się, że przez zastosowanie prawa łaski w 2013 roku przez Bronisława Komorowskiego zakończy się jego koszmar, jednak młodemu mężczyźnie z okolic Kołobrzegu znów grożą poważne problemy. Dopuścił się kolejnych kradzieży i ani pracownicy domu opieki społecznej, gdzie przebywał przez pewien czas, ani matka nie radzą sobie z jego zachowaniem. Wraz ze zbieranym złomem i drewnianymi paletami przywłaszcza sobie cudze rowery lub inne przedmioty. Ich właściciele zgłaszają się do domu Agatowskich i tam odzyskują to, co się im należy, więc mało kto zgłasza sprawę na policję, ale ostatnio kolejna informacja o kradzieży trafiła na komendę. Na miejsce w specjalnym ośrodku z oddziałami terapeutycznymi, gdzie mógłby przebywać Radosław Agatowski trzeba czekać około pół roku.

Na oddział terapeutyczny mogą trafić osoby skazane lub tymczasowo aresztowane z niepsychotycznymi zaburzeniami psychicznymi, z niepełnosprawnością intelektualną, uzależnione od środków odurzających oraz niepełnosprawni fizycznie, którzy wymagają specjalistycznej opieki. Ośrodki są ściśle wyspecjalizowane, a w przypadku osób z NI nie jest potrzebna zgoda skazanego na umieszczenie go na oddziale.

Tego typu placówki znajdują się międzyinnymi w Wołowie, Kłodzku, Oleśnicy, Grudziądzu, Potylicach, Chełmie, Łodzi, Sieradzu, Płocku, Siedlcach, Strzelcach Opolskich, Rzeszowie, Sztumie, Czarnem, Starogardzie Gdańskim, Raciborzu, Lublińcu, Kielcach, Iławie, Rawiczu, Wronkach i Goleniowie. Aby się tam dostać najpierw skazani proawomocnymi wyrokami muszą zostać przebadani w ośrodku diagnostycznym a następnie w przypadku diagnozy potwierdzającej chorobę lub niepełnosprawność oczekują na skierowanie z komisji penitencjarnej do oddziału. Może to trwać nawet pół roku, więc w przypadku, gdy wyrok jest stosunkowo krótki, wykonanie kary odbywa się w zwyczajnym więzieniu.

W 2018 roku Rzecznik Praw Obywatelskich podważył 45% rozstrzygnięć sądowych. Trzynaście na czternaście kasacji wyroków zostało uwzględnionych, a wiele spraw zostało wznowionych. Nie każdy przestępca z niepełnosprawnością intelektualną jest niewinny i nie każdy powinien znajdować się na wolności, ale niekiedy pomimo spójności w pewnej historii okazuje się, że prawda jest inna, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.

„Kaliber zarzutów bywa duży. Upośledzony umysłowo Tomasz Kułaczewski przyznał się do brutalnego mordu na dziesięciolatku–bo śledczy podczas przesłuchania kazali mu siedzieć w samych spodenkach, a było zimno. Potem obiecali policyjny mundur moro. A nawet, że postrzela sobie "na sucho" z policyjnego glocka. Funkcjonariusze zachęcali, że w więzieniu będzie miał leczenie psychiatrycznie. Dostał 15 lat, a leczyli go współosadzeni, tak skutecznie, że kilka razy próbował popełnić samobójstwo. Po czterech latach od zbrodni, za którą go skazano, przyznał się rzeczywisty sprawca”. Niektóre tego typu historie oglądają światło dzienne dopiero po latach.

Jak sugeruje Krzysztof Olkowicz w wielu przypadkach „sądy mogłyby odstąpić od wymierzania kary, albo mogłyby skazać na areszt domowy czy skierować do domów pomocy społecznej”. Przedstawiciele polityki socjalnej zrzucają ten obowiązek na barki systemu prawa, zaś w przepełnionych placówkach brakuje miejsca dla niepasujących do tradycyjnego systemu osób z niepełnosprawnością intelektualną. Ta nierozwiązana od lat kwestia wciąż spędza sen z powiek niejednemu obywatelowi i wygląda na to, że na skuteczne rozwiązanie trzeba będzie jeszcze poczekać.

Magdalena Zając

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl