Porozumienie Bez Przemocy to droga do nowej jakości życia

Efekty stosowania tej metody w codziennym życiu moja rozmówczyni porównuje do…stanu zakochania. Spokój, lepsze zrozumienie siebie, zwiększona dawka współodczuwania, to tylko niektóre z profitów, jakie daje komunikacja prowadzona metodą Marshalla Rosenberga.

Patrycja to doktorantka i wolontariuszka Stowarzyszenia Przystań M, która wiedziona pasją i własnym doświadczeniem szerzy wiedzę o Porozumieniu Bez Przemocy dalej w świat. Zapraszam na rozmowę o blaskach i cieniach zmieniania rzeczywistości kawałek po kawałku.

SwC: Patrycja, chciałabym Cię zapytać, czy pamiętasz jak wyglądała (w kilku słowach) Twoja komunikacja z ludźmi przed stosowaniem metody Porozumienia Bez Przemocy (PBP)?

Patrycja: Zanim poznałam PBP, zanim zrozumiałam jego idee i zanim zobaczyłam, że to, co zawsze widziałam–strategię, czyli to, co końcowo wychodzi z ust człowieka, to myślałam, że on robi to przeciwko mnie. Dotychczas na PBP w ogóle nie patrzyłam jako metodę komunikacji, raczej w perspektywie terapeutycznej. Dopiero niedawno zaczęłam odkrywać, że to ma jakikolwiek sens komunikacyjny z innymi ludźmi, szczególnie, gdy zaczęło mi to wychodzić z promotorem mojej pracy doktorskiej.

SwC: Gdybyś miała przedstawić PBP w takich prostych słowach, dla laika, co byś powiedziała?

Patrycja: W krótkich żołnierskich słowach, kiedy mówisz PBP, to myślisz: uczucia, potrzeby i strategie oraz brak ocen. 4 elementy. Najpierw jest bodziec i dana sytuacja, później uczucia, czyli to, co ja czuję lub co czuje druga osoba. I ta sytuacja, obiektywnie jedna, którą można zobaczyć okiem kamery powoduje we mnie, czy w drugim człowieku konkretne uczucia.
Duży katalog potrzeb został wyznaczony przez Marshalla Rosenberga, ale w skrócie mamy takie związane z:
–sytuacjami fizycznymi jak: schronienie, pożywienie,
–samym sobą, czyli akceptacja, poczucia własnej wartości, samorozwoju,
–potrzebami, które zaspokajamy i łatwiej to zrobić w kontakcie z drugim człowiekiem, np. współpracy, wsparcia, albo z Bogiem, jeśli osoba jest wierząca,
–potrzeba rozmowy, budowania wspólnoty więzi,
–potrzebami, które można zbiorczo załączyć w kategorii estetycznych potrzeb, np. potrzeba piękna,
–także te dotyczące nadziei i wiary.
Dalej są strategie, czyli to w jaki sposób my z drugą osobą rozmawiamy o tym, co czujemy, czyli co chcemy od niej konkretnie. Strategie to inaczej prośby, czyli w jaki sposób mogę poprosić drugą osobę o coś, żeby ona pomogła zaspokoić moje potrzeby. Najczęściej zwykła komunikacja, w której nie ma PBP opiera się tylko na prośbach, na tym ostatnim kroku, a one wychodzą w różnych formach i nie zawsze są to prośby, czasami są to żądania.

SwC: I nie ma możliwości odmowy, prawda?

Patrycja: Tak, bo jeśli odmówisz, w tradycyjnej komunikacji, to druga osoba bierze ten komunikat na siebie, przyjmuje go całą sobą, nie ma przestrzeni na to, żeby  druga osoba była w zgodzie ze sobą i w danej sytuacji powiedziała „nie”. To, co jest ważne w komunikacji PBP to to, żeby wyrażać siebie, być sobą i mieć kontakt ze swoimi uczuciami, potrzebami, bo jeśli ma się ten kontakt z uczuciami, potrzebami, jeśli wyraża się w tych 4 krokach, to też drugiej osobie łatwiej jest z nami przebywać, ona może czuć, że dajemy jej empatię.
To jest bardzo ważny element PBP–empatia, czyli ten moment w którym druga osoba do mnie przychodzi, ja jestem w środku skontaktowana ze swoimi uczuciami i potrzebami, mam je zaspokojone i mogę dać jej uważną obecność. Ona może opowiedzieć co się w niej dzieje, co czuje, czego potrzebuje. Czasem są osoby, które nie potrafią nazwać swoich uczuć, czy potrzeb, chodzą i się trzęsą, bo coś się dzieje i w takim momencie będąc w tej faktycznej obecności jesteś w stanie dać tej osobie taką empatyczną uwagę, w której będziesz z nią i ona przeżyje wszystkie emocje, a Ty będziesz widziała, że je przeżywa w swoim tempie. Wtedy możesz próbować pytać, czy czujesz strach, czy czujesz ból i wówczas ta druga osoba ma szansę na uzewnętrznienie i zrozumienie tego, co przeżywa, ale to też jest uniwersalna przestrzeń, którą należy dać osobie z którą się rozmawia, czy ona chce by te emocje nazywać, czy jest na to gotowa, czy woli kiedy jest się w tej obecności i pozwala przeżyć.

SwC: Czy kiedy usłyszałaś o PBP, to wiedziałaś, że to coś dla Ciebie, że chcesz żyć w ten sposób?

Patrycja: Moja reakcja była taka: nie, ja nie idę na żaden kurs. To było tak, że szukałam wymówki, że nie pasuje mi dzień, że nie mam gdzie kupić podręcznika i tak dalej. Później Pani dr Jurzysta, która zajmuje się PBP, niemal że za włosy mnie wyciągnęła, twierdziła, że naprawdę tego potrzebuję, nie wiem skąd wiedziała, że tego potrzebuję, ale miała rację, zaufałam jej autorytetowi. I tak się zaczęło.

SwC: Jak wyglądał u Ciebie proces wdrażania PBP do codziennego życia? Czego musiałaś się nauczyć, co kontrolować w sobie?

Patrycja:
Cały czas to wdrażam. Mówi się, że po trzech latach wydaje się to bardziej naturalne dla osób, które Cię wcześniej nie znały. Staram się, żeby te komunikaty formułowane zgodnie z PBP występowały na co dzień, chyba że mam gorszy dzień, to mówię sobie, że teraz nie będę mówiła PBP. Najpierw było to czysto intelektualne pokazywanie formy, powtarzanie, tak jak jest w podręczniku, tak jakbyś robiła ćwiczenia z angielskiego, odtwarzała słówka, ale już na prawdziwych ludziach, w prawdziwych relacjach. W obrębie grupy, w której uczyłam się na początku, to był język nakazany, że wchodzimy i mówimy w PBP. Po pierwszym turnusie stało się to mechaniczne. Później kiedy pojechałam na warsztaty z Shoną Cameron wszyscy uczestnicy byli ze społeczności PBP, wszyscy byli bardzo mili i empatyczni, wtedy przyjęto taktykę, że przed warsztatem pozwalano nam wyrzucić z siebie te wszystkie negatywne emocje, myśli, oceny, pozwolono nam je wykrzyczeć zanim wchodziliśmy na ścieżkę empatii. I później nastał ten moment, w którym zaczęłam się uczyć przestawać oceniać sytuację, patrząc na nią faktograficznie, to mi bardzo pomagało, kiedy wracałam do domu, a sytuacja była napięta, to pomagało mi nie przyjmować uczuć moich rodziców ich konfliktów do siebie. Dużo pomogła mi ostatnia grupa ćwiczeniowa. To była codzienna praca, z której grupa rozliczała mnie. Im dłużej ćwiczę z grupami, tym jest mi łatwiej.

SwC: Po jakim czasie zaczęłaś zauważać efekty?

Patrycja: Myślę, że po roku zaczęło wyglądać to naturalnie.

SwC: Dzsiaj w jaki sposób formułujesz komunikaty, czy masz jakiś własny schemat?

Patrycja: To zależy wobec kogo. Wobec siebie i drugiego człowieka mam inny schemat. Wobec siebie, to zawsze, kiedy czuję, że zaczyna się u mnie jakiś kołowrotek emocji, coś się dzieje, wtedy zatrzymuję się i zastanawiam, co czuję i kiedy nie umiem się na coś zdecydować, to wspomagam się tabelką, którą mam na drzwiach szafy, czytam ją aż w końcu wyczytam co mi gra, a potem się zastanawiam czego potrzebuję, stoję i czytam aż coś mi się wgra i potem siebie samej pytam, jak ja mogłabym sobie to dać.
Jest jeszcze PBP wobec ludzi i w zależności, czy jest to zwykła rozmowa czy rozmowa terapeutyczna, skupiam się na innych elementach. W rozmowie terapeutycznej skupiam się bardziej na mirroringu, czyli na powtarzaniu, potem nazywaniu uczuć, potrzeb, czy na pokazywaniu tych elementów, których osoba, z którą rozmawiam nie widzi, a które są strategiami, utrudniającymi jej życie codzienne.
Jest jeszcze zwyczajna rozmowa, w której mówię, że jestem wściekła, bo coś się stało. Są też rozmowy z najbliższymi, kiedy po prostu staram się przechodzić od razu do wyrażania strategii, cały ten proces wyrażania uczuć zostawiam dla siebie i mówię tylko strategiami, a są też takie momenty kiedy mówię tylko potrzebami, uczuciami, bo nie umiem czegoś połączyć.

SwC: Jak ludzie, którzy nie są związani z PBP reagują na komunikaty tego typu, które są uzewnętrzniające, bo dotykają sfery uczuć, potrzeb?

Patrycja: U mnie są dwie grupy ludzi, najbliżsi i ludzie związani z życiem zawodowym. Najwięcej komunikatów PBP zawodowo kieruję do mojego promotora. I osoby bliskie, jak byłam w relacji interpersonalnej z mężczyzną, to było dla niego bardzo trudne, bo jemu to wszystko kojarzyło się wybitnie z psychologią i z wizytami na kozetce, ale z czasem myślę, że nauczył się i nawet próbował do mnie tak mówić.

SwC: Czyli można powiedzieć, że językiem PBP można "zarazić". Jeśli Ty komunikujesz się w taki sposób, to jakaś forma Twojego przekazu wraca po czasie?

Patrycja: Tak, zdecydowanie.

SwC: Czy człowiek, który chce używać tej metody, musi włożyć w naukę dużo wysiłku? Czy uważasz, że to jest wymagające i trudne?

Patrycja: Tak, PBP jest trudne i wymagające, to jest ciężki kawałek chleba jeśli chodzi o uczenie się tego, żeby dojść do momentu, w którym dochodzi się do tego zupełnie naturalnie. Czy się chce tłumaczyć? Nie wszystkim i nie zawsze, ale chce się tłumaczyć tym, na których Ci zależy. Ludzie jak widzą, że to po jakimś czasie działa, to sami zaczynają szukać na czym to polega i w to wchodzą.

SwC: Gdybyś miała podsumować, jako obserwator, sposób porozumiewania się ludzi starszych i młodszych?

Patrycja: Odwołałabym się do Marshalla i powiedziałabym, że to jest sposób odcinający od życia, zadający dużo bólu, trudu, słowa są murem, mówimy w taki sposób, żeby zamurować. Przyczyną jest kultura, w której jesteśmy wychowani, od początku uczą nas, żebyśmy nie czuli, nie mieli dobrego kontaktu ze sobą. Osobom, które w ten sposób postępują jest łatwiej kontrolować. Jak dla mnie używanie PBP, to jest tak jakbym cały czas była zakochana w facecie, z którym się spotykam, jestem głodna go zrozumieć, poznawać, słuchać. To jest jak euforyczny stan zakochania w języku.

SwC: Czy uważasz, że opanowanie sztuki władania metodą PBP, która wymaga pokładów empatii, jest dla każdego?

Patrycja: Uważam, że nie ma osób mało empatycznych, tylko są osoby pełne bólu, których nikt nie wysłuchał. Uważam, że PBP sprzyja budowaniu empatii wśród ludzi, że gdyby przeszkolić całe polskie społeczeństwo, na czele z politykami z PBP, to myślę, że lepiej byśmy się dogadywali i mniej byłoby sytuacji skrajnych. Uważam, że to jest dla wszystkich, tylko pytanie czy wszyscy mają czas, ochotę i odpowiedzialność by się uczyć.

SwC: Czy widzisz u siebie i u innych osób stosujących NVC zmiany osobowościowe?

Patrycja: We mnie, to na pewno! Na przykład mam większa łatwość dogadania się samej ze sobą, nie obarczam odpowiedzialnością za swoje uczucia całego otoczenia. A jeśli chodzi o inne osoby, jeśli wdrażają PBP do swojego życia, to przestają doradzać, to jest bardzo ważna zmiana, one zaczynają słuchać i to jest przykład zmiany osobowościowej.

SwC: Gdzie uwedług Ciebie NVC powinno być obowiązkowe, w stosunku do jakich osób szczególnie?

Patrycja: Mam znajomą, która pracuje w urzędzie i uważam, że to jest moja ulubiona urzędniczka. Tak więc urzędy to jest moim zdaniem pierwszy obszar, dalej służba zdrowia, szkoły, konfesjonały, czyli kościół, w rodzinach,  szczególnie tam, gdzie są małe dzieci, trudne sytuacje, niepełnosprawni, dla grup tzw. wrażliwych społecznie, w polityce. Generalnie w każdej sferze życia PBP by nie zaszkodziło.

SwC: Czy PBP to dla Ciebie sposób komunikacji czy sposób życia?

Patrycja: Bezwględnie sposób życia. To dlatego, że widzę w sobie spokój, samopoznanie, większą łatwość nawiązywania relacji, tak stał się moim sposobem życia.

SwC: Komu dedykowana jest toruńska grupa ćwiczeniowa?

Patrycja: Ta grupa, którą ja będę prowadziła, to jest grupa podstawowa, otwarta dla każdego. Będzie też grupa męska, mamy nadzieję, że od września. Podczas pierwszych trzech spotkań grupa wykrusza się albo ktoś dojdzie. Jednak, jeśli uczestnikom zależy na tych spotkaniach i podchodza do nich pważnie, to nie zaleca się niebecności ponieważ absencja na powyżej 3 spotkaniach jest trudna do nadrobienia. Czas trwania ćwiczeń, to 14 tygodni, ruszamy 4 marca od godziny 19.00 w DA Studnia, w salce „Niebo”. Każde spotkanie trwa od 1,5 do 2 godzin. Spotkania są darmowe i anonimowe.

SwC: Dziękuje Ci za rozmowę i Twoją szczerość.

Rozmawiała: Joanna Iskra

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl