Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Jak wychować dziecko? Rodzic nieidealny

Wychowanie dziecka to niesłychanie złożony proces, którego przebieg niepokoi nawet najlepszych rodziców. Rola dziecięcego opiekuna nie ogranicza się wyłącznie do zapewniania mu pożywienia, schronienia i dbałości o realizację obowiązku szkolnego. Wychowanie, wbrew obiegowym opiniom, nie dzieje się jednak samoistnie. Pomimo tego, że jest elementem naturalnego projektu, jakim jest rodzicielstwo, to należyte starania o to, aby wychować szczęśliwe dziecko bardzo często schodzą na drugi plan, zepchnięte przez obowiązki domowe zawodowe oraz kontakty towarzyskie.

Niepokojące jest to, że „większość ludzi potrafi powiedzieć, jakie są ich projekty zawodowe. Mogą wyrecytować pomysły związane z emeryturą i zabezpieczeniem finansowym. Mogą opowiedzieć, ile zostało rat do spłacenia za samochód oraz jak chcą wyremontować kuchnię. Ale jeśli zapytasz ich, co zamierzają uczynić, by wychować szczęśliwe i zdrowe dzieci, to większość popatrzy na Ciebie tak, jakbyś spadł z księżyca”. To pokazuje, jak wiele istnieje nieprzemyślanych działań wychowawczych, które już od najmłodszych lat kształtują człowieka i sprawiają, czy w przyszłości będzie to osoba dojrzała, świadoma swojej wartości oraz mocnych i słabych stron lub żyjąca w ciągłym lęku, pełna kompleksów, która błędy wychowawcze swoich rodziców być może przeniesie na własne dzieci.

Takie same zasady obowiązują w przypadku wychowywania dzieci niepełnosprawnych czy też mierzących się z takimi trudnościami jak: nadpobudliwość psychoruchowa. Nie jest to jednak powód, dla którego dziecko powinno być wychowywane na specjalnych warunkach.

Rodzicielstwo, podobnie jak każda inna ważna relacja, polega przede wszystkim na wspólnym, aktywnym doświadczaniu. Spędzenie z dzieckiem niemalże całego dnia, podczas gdy każdy zajmuje się odrębnymi rzeczami, nie pomaga w budowaniu trwałych więzi. Przekierowanie uwagi na dziecko, włączenie go do domowych obowiązków, zaangażowanie się w jego zainteresowania i podejmowanie pewnych aktywności pozwala mu odczuć, że jest kochane i potrzebne. Co więcej, czuje się w rzeczywistości pełnoprawnym domownikiem, którego radości i problemy absorbują innych członków rodziny. W ten sposób pociecha uczy się nie tylko empatii i szacunku, ale także współodpowiedzialności za rodzinne relacje, co ma przełożenie na późniejsze związki z innymi ludźmi, które będzie tworzyć.

Te na pozór proste reguły są jednak bardzo trudne do wypracowania, bowiem stworzenie ich wymaga zaangażowania co najmniej trojga (rodzice i dziecko) ludzi, którzy muszą wskazać wspólny cel, do którego będą podążać oraz ustalić, w jaki sposób chcą to uczynić. Zanim jednak do tego dojdzie, rodzice bardzo często wpadają w pułapki, które Kevin Steede opisał w swojej książce „10 błędów popełnianych przez dobrych rodziców”.

Jedną z pierwszych pułapek, w którą wpadają rodzice, jest wpajanie dzieciom błędnych przekonań. Kierując się tym, że rodzic chce, aby jego dziecku żyło się lepiej i łatwiej, niż jemu samemu, stara się wpływać na młodzieńcze ambicje. Samo dążenie do lepszej wersji siebie nie jest niczym niewłaściwym, aczkolwiek tworzenie oczekiwań, którym młody człowiek nie jest w stanie sprostać i rozliczanie go z ich wypełniania, bardzo negatywnie wpływa na dziecięcą samoocenę. Przekonanie „We wszystkim musisz być dobry” pojawia się najczęściej w przypadku dzieci, które już rozpoczęły naukę w szkole.

Predyspozycje, zainteresowania, potencjał intelektualny–to wszystko ma duży wpływ na możliwość zdobywania dobrych ocen w szkole przez dziecko. Rodzące się w przypadku niepowodzeń przekonanie, że jest do niczego, powoduje nie tylko złość na samego siebie, ale także na rodziców, co w konsekwencji pogarsza rodzinne relacje, zaś w samym dziecku buduje niechęć do własnej osoby i niszczy wiarę we własne możliwości.

Dziecko nie znaczy tyle, co jego osiągnięcia, co jest drugim, najczęściej wpajanym przez rodziców przekonaniem. Najważniejszą cechą rodzicielskiej miłości jest bezwarunkowość, która uczy dziecko nie tylko kochania za nic, ale także daje olbrzymie poczucie bezpieczeństwa. „Wszyscy muszą Cię lubić”, „Negatywne odczucia są złe”, „Popełnianie błędów oraz proszenie o pomoc to oznaka słabości”–tego typu opinie bardzo często nieświadomie przekazują dziecku rodzice, kształtując w ten sposób człowieka lękliwego, który z niechęcią mówi o swoich uczuciach, a przekonanie na temat własnej wartości buduje w oparciu o aprobatę społeczną.

Szkodliwe komunikaty, które przekazywane są bardzo często w sposób nieświadomy mogą zniknąć z języka relacji wówczas, gdy ich treść oraz niesione znaczenie zostaną rodzicowi uświadomione, a ich miejsce zajmą pozytywne informacje.

Większość rodziców popełnia także kolejny błąd nr 2, czyli nieświadomie prowokuje złe zachowanie swoich pociech. Każde dziecko pragnie skupiać na sobie uwagę i jeśli ma do wyboru zostać zignorowane zachowując się dobrze lub zganione, ale zauważone, gdy zrobi coś zakazanego, wybierze drugą możliwość.

Skupianie się na niewłaściwym zachowaniu potęguje problem–dziecko czując się w ten sposób zauważane powiela ten schemat wielokrotnie. Skuteczność rodzicielskich działań rośnie nawet o 60%–70%, gdy dzieci są chwalone za to, co robią dobrze. Tego typu praktyka została wprowadzona także na szpitalnych oddziałach dla młodzieży. Właściwe zachowanie przez określony czas miało skutkować przeniesieniem na wyższy oddział i zdobyciem kolejnych przywilejów, na przykład dodatkowej przepustki. Niewielka liczba osób awansujących w hierarchii była spowodowana tym, że lekarze najwięcej czasu poświęcali tym, którzy zachowywali się niewłaściwie. Pozostali słysząc komunikat „oby tak dalej” porzucali swoje starania na rzecz bycia zauważonym.

Pochwały za sprzątnięcie swoich rzeczy (nawet gdy zdarza się to niezwykle rzadko), za zachowanie spokoju podczas ważnej rozmowy telefonicznej czy też za spokojną zabawę z rodzeństwem przyniesie znacznie lepsze skutki. Istotna w przypadku budowania pozytywnych wzmocnień jest konsekwencja, której brak jest pułapką numer trzy. Wśród jej przyczyn najczęściej wymienia się brak czasu, roztargnienie i zwyczajną nieuwagę. Pomimo tego, że są to czynniki, które towarzyszą człowiekowi każdego dnia, to właśnie one są źródłem wielu problemów wychowawczych.

Konsekwencja powinna być rozumiana jako postępowanie zgodnie z przyjętymi zasadami i logiką. W przeciwnym razie rodzic wysyła swojemu dziecku sygnał, że należy sprawdzić, gdzie w rzeczywistości, a nie w teorii, znajduje się postawiona granica. To wystawianie rodzicielskiej cierpliwości na próbę jest przyczyną wielu konfliktów. Konsekwencja daje dziecku przede wszystkim poczucie bezpieczeństwa, przewidywalności i kontroli nad tym co się dzieje i co dziać się może. Dotyczy to także harmonogramu czynności wykonywanych w trakcie dnia, pory zasypiania, wspólnego czytania, co procentuje zwłaszcza wówczas, gdy obowiązki się nawarstwiają, a czas przeznaczony na ich wykonanie się kurczy.

Wśród kolejnych błędów Kevin Steede wymienia pułapki porozumiewania się. Komunikacja międzyludzka jest zarazem bardzo trudną, jak i całkowicie naturalną czynnością towarzyszącą człowiekowi od wieków. Jak się jednak okazuje nie tylko porozumiewanie się pomiędzy przedstawicielami dwóch płci przypomina chodzenie po polu minowym–czymś równie podobnym jest komunikowanie się z własnym dzieckiem.

Partnerstwo rozmówców i żywe zainteresowanie połączone z obopólnym aktywnym słuchaniem jest przykładem komunikacji o charakterze otwartym. Zamknięcie tego procesu następuje wówczas, gdy zaczynają się pojawiać zbędne, podważające młodzieńczą autonomię nachalne porady i silne emocje. Rodzic autorytarny, pouczający, obwiniający i bagatelizujący prawdopodobnie w okresie dorastania straci bliski kontakt z własnym dzieckiem, o ile wcześniej nie zawalczy o to, aby nauczyć się, że w komunikacji poza przekazem treściowym równie ważny jest ten emocjonalny.

Wyręczanie dziecka i usilne rozwiązywanie jego nawet najmniejszych problemów zdejmuje z dziecka poczucie odpowiedzialności i może doprowadzić do niechęci za ponoszenie konsekwencji własnych czynów w dorosłym życiu. Ograniczanie dziecięcej samodzielności jest jednocześnie niemym zakazem uczenia się na własnych błędach. Wspólne szukanie rozwiązań uczy dziecko nie tylko współpracy z drugim człowiekiem, ale pokazuje także, że bardzo często ostateczna decyzja będzie zależeć właśnie od niego. Rodzicielskie życiowe doświadczenie może pomóc w sytuacjach, których poziom trudności zdecydowanie przerasta dziecko lub gdy popełnienie błędu może nieść za sobą zgubne skutki. W innych przypadkach wyzwania stojące przed młodym człowiekiem stają się częścią zbieranego przez nie życiowego doświadczenia.

Większość rodzin trafiających do gabinetów psychologicznych przychodzi tam z poczuciem, że rodzina dzieli się na dwie części: my i oni. Ta sztuczna linia demarkacyjna tworzy konflikt pomiędzy dwiema stronami barykady. Partnerstwo w relacji dzieci–rodzice nie oznacza jednak, że rodzice nie podejmują ostatecznych decyzji, zwłaszcza w sytuacjach dotyczących całej rodziny.

O dobrą atmosferę i wypracowywanie w możliwie największej liczbie sytuacji wspólnych rozwiązań pomagają zadbać spotkania rodzinne. To w czasie ich trwania każdy członek rodziny ma prawo do szczerych wypowiedzi. Każda strona powinna być wysłuchana, a głos dzieci i rodziców powinien być równie ważny. Rodzice podejmują ostateczną decyzję tylko wówczas, gdy po wielu próbach nie udaje się osiągnąć wspólnego stanowiska. Bardzo istotne jest to, aby spotkania odbywały się w regularnych odstępach czasu.

Wydawać by się mogło, że z konsekwencją, o której była mowa wcześniej, związana jest żelazna dyscyplina. Okazuje się jednak, że zupełnie nieelastyczne, nieuwzględniające żadnych wyjątków zasady powodują spadek dziecięcej samooceny. Wprowadzanie zasad oraz ustalanie kar nie może odbywać się w nerwach i złości–wtedy nie mają miejsca roztropne i rozsądne działania. Celem dyscyplinowania nie jest bowiem udowodnienie, kto ma rację, a zmiana zachowania stwarzającego problemy. Wprowadzanie dyscypliny jest nauką nie tylko dla dzieci, ale także dla rodziców.

Błąd numer osiem został przez autora książki nazwany „Rób to, co mówię, a nie to, co robię”. Rodzicielska hipokryzja budzi bunt niemalże w każdym dziecku. Nieścielenie własnego łóżka i wymaganie tego od własnego dziecka może przynieść pozytywne skutki tylko przez bardzo krótki czas. Dziecko jest jednym z najdokładniejszych obserwatorów rzeczywistości, wobec czego rodzicielskiego autorytetu nie uda się zbudować wyłącznie poprzez słowa. Nie tylko same zachowania, ale także przekonania i wartości, które na co dzień reprezentują rodzice są zakodowywane przez dzieci. Do tych wartości i przekonań poznanych w domu najczęściej wracają po okresie buntu i–jak donosi Kevin Steede–nawet wszechobecne mass media nie są w stanie tego zmienić.

Zbliżając się do końca katalogu rodzicielskich błędów warto wspomnieć także o ignorowaniu potrzeb i trudności dziecka. Dziecko nie przychodzi na świat z dołączoną instrukcją obsługi, wobec czego poznawanie dziecięcego wnętrza okazuje się złożonym i czasochłonnym procesem. Cechy osobowości każdego z nich są inne i niekoniecznie zgodne z oczekiwaniami rodziców, którzy bardzo często pragną dziecka spokojnego, niesprawiającego w domu żadnych trudności, a zarazem przebojowego w środowisku szkolnym i rówieśniczym.

Ważne jest, aby w ocenie dziecięcych postępów oceniać nie same efekty na przykład w postaci przynoszonych ocen, ale starania prowadzące do tego rezultatu. Wiele problemów, które pojawia się w czasie dzieciństwa spędzają rodzicom sen z powiek pomimo tego, że są naturalną trudnością lub etapem przejściowym w danym okresie rozwojowym, dlatego tak ważna jest znajomość poszczególnych etapów życia dziecka.

Szczególnie wiele uwagi warto poświęcić dzieciom z nadpobudliwością psychoruchową, stanami lękowymi, specyficznymi trudnościami w nauce i symptomami depresji dziecięcej. Każde z tych zaburzeń wymaga pomocy specjalisty–w tym przypadku rodzic musi być szczególnym obrońcą dziecka, który pomoże mu w walce z danym problemem i w znalezieniu wewnętrznej równowagi.

Błędem numer dziesięć, ostatnim na liście rodzicielskich pułapek, jest hamowanie naturalnej radości życia i dziecięcej ciekawości świata. W pośpiechu dnia codziennego trudno przypomnieć sobie, jak wyglądała dziecięca radość i jak bardzo fascynujące było wówczas odkrywanie świata. Bieganie po porannej rosie, łapanie motyli, czyli intensywne przeżywanie przez pociechę każdej chwili rodzi niekiedy w dorosłych frustrację, zirytowanie i poczucie marnowania czasu.

Aktywne rodzicielstwo jest tym, o czym w rzeczywistości marzy większość dzieci. Aktywny rodzic nie wstydzi się ponownie stać się dzieckiem, nie żałuje czasu spędzonego na zabawie, stara się uczyć na błędach. Okazuje się bowiem, że aktywna komunikacja, aktywne słuchanie, aktywne doświadczanie, to warunki niezbędne do bycia rodzicem nieidealnym, ale świadomym własnych błędów i niwelującym je każdego dnia.

Niepełnosprawność nie skazuje dziecka na niesamodzielność–na to wpływ mają przede wszystkim rodzice, którzy przygotowują pociechę do życia w społeczeństwie, ucząc ją tego, jak radzić sobie z problemami pojawiającymi się w związku z daną trudnością.

Magdalena Zając


źródło:
K. Steede, 10 błędów popełnianych przez dobrych rodziców, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2004.
 

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl