Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Mononukleoza, jak często lekarze trafnie diagnozują tego wirusa?

Zaczyna się niewinnie, ból głowy, osłabienie, bóle stawów, mięśni, wreszcie także i gardła, dość często połączone z kaszlem i katarem, pozornie niczym nie różnią się od typowych wiosenno–jesiennych infekcji, które krążą w powietrzu. Problem staje się znacznie poważniejszy, gdy po upływie kilku dni, a nawet tygodni, niepokojące objawy nie znikają, a osoba chora traci siły i pomimo podejmowanych prób mniej lub bardziej farmakologicznego leczenia syropem prawoślazowym lub syropem z cebuli, czuje się coraz gorzej.

Już wtedy w jej organizmie może szaleć wirus mononukleozy, zakaźnej choroby, która na pierwszy rzut oka bliźniaczo przypomina grypę. Wirus jest jednak znacznie groźniejszy od grypy, pomimo tego, że aż 90–95% populacji zmagało się w swoim życiu z wirusem EBV, czyli Epsteina–Baara, w wielu przypadkach nawet o tym nie wiedząc.

Do zakażenia dochodzi w wyniku kontaktu ze śliną osoby zakażonej–to właśnie stąd wzięła się łudząco sympatyczna nazwa mononukleozy, o której mówi się, że jest chorobą pocałunków. Okazuje się jednak, że zarazić się można także korzystając z tych samych naczyń, co osoba nosząca w sobie wirus tej choroby.

Najczęściej chorują na nią dzieci i wówczas przebieg jest dość łagodny. Ze znacznie poważniejszymi konsekwencjami zdrowotnymi mierzą się dorośli, zwłaszcza osoby powyżej 35 roku życia–wówczas choroba atakuje ze zdwojoną siłą, a jej leczenie może trwać bardzo długo.

Wirus EBV zjawia się w organizmie przenikając błonę śluzową gardła i atakuje limfocyty B, w których będzie ukrywał się już do końca życia. To właśnie tam w postaci latentnej, czyli utajonej ulega namnożeniu i choć nie wywołuje choroby, to co jakiś czas zostaje reaktywowany i wówczas może dojść do zarażenia–pod tym względem poza kontaktem ze śliną ryzykowne są przeszczepy szpiku, organów oraz transfuzje krwi. Nosicielem tego wirusa jest większość populacji, u niewielkiej części wirus aktywuje się w takiej formie, w jakiej miało to miejsce u mnie.

Pierwsze objawy zmyliły nawet lekarzy. Powiększone ponad półtora miesiąca temu ślinianki i węzły chłonne sygnalizowały świnkę lub zapalenie węzłów chłonnych. Towarzysząca temu infekcja gardła wydawała się czymś przejściowym, w związku z tym nie zwracałam na to zbyt dużej uwagi. Konsekwencją przechodzenia pozornej grypy okazało się gigantyczne powiększenie migdałków i narastający z minuty na minutę obrzęk gardła, przy jednoczesnym pojawieniu się skupisk ropy.

Kolejna diagnoza: angina i podanie silnego antybiotyku, który niczego nie zmienił. Jeden z migdałków spuchł tak bardzo, że przesłonił wejście do przełyku, a ból uniemożliwiał spożywanie pokarmów, a nawet przełykanie śliny. Zażywanie antybiotyku nie przynosiło żadnej ulgi, w związku z czym wizyta u kolejnego lekarza była nieuchronna. I kolejna diagnoza: podejrzenie ropnia okołomigdałkowego.

Naciek ten niejednokrotnie jest powikłaniem po przebytej anginie i objawia się przede wszystkim silnym, jednostronnym bólem w miejscu, gdzie pojawił się zbiornik z treścią ropną. Ból promieniuje do ucha, nierzadko towarzyszy mu szczękościsk, a nieleczony może doprowadzić do zapalenia opon mózgowych. Takie zagrożenie powoduje, że nawet najbardziej zagorzali przeciwnicy wizyt lekarskich decydują się na kontakt ze specjalistą, co miało też miejsce w moim przypadku.

Zostałam skierowana do szpitala z podejrzeniem ropnia i w przypadku potwierdzenia diagnozy, naciek miał zostać nacięty w miejscowym znieczuleniu. Ukłucie komara, lekki dyskomfort–z takimi określeniami można się spotkać, czytając o tym zabiegu. W moim przypadku nic bardziej mylnego–nakłuwanie bolącego migdała i okolic w poszukiwaniu torebki z ropą, której obecności nie można było jednoznacznie potwierdzić ani wykluczyć, to jedno z najgorszych medycznych przeżyć, które zapisały się w mojej pamięci. Po kilku próbach lekarz zdecydował się na wykonanie szczegółowych badań krwi, ponieważ zaniepokoił go ból brzucha i wyczuwalnie powiększona wątroba.

Gdyby lekarz zaczął od skierowania na kontrolne badanie krwi, kolejność zostałaby odwrócona i być może udałoby się uniknąć nakłuwania migdałów...
Wyniki badania krwi wykazały przede wszystkim bardzo dużą ilość leukocytów, czyli białych ciałek krwi, co jednoznacznie wskazywało na mononukleozę, a wizyta w szpitalu zakaźnym miała być tylko formalnością. Potwierdzenie diagnozy dawało nadzieję na to, że tym razem zostanie wdrożone prawidłowe leczenie i ból wreszcie zmaleje, a ja będę mogła zacząć jeść. W ciągu tygodnia schudłam prawie 2 kilogramy. Jak się jednak okazało, prawidłowa diagnoza nie oznaczała poprawy stanu zdrowia.

Mononukleozę leczyć można jedynie objawowo, w związku z czym przepisane leki przeciwbólowe, przeciwgorączkowe i przeciwzapalne nie wpływały na zmniejszenie obrzęku w gardle. Pomóc nie chciały także ziołowe płukanki ani leki na gardło i w konsekwencji po kilku dniach po raz kolejny niezbędna okazała się wizyta u kolejnego lekarza. Katar, powiększone węzły chłonne pod żuchwą, na szyi, a nawet z tyłu głowy, a także opuchnięte powieki w połączeniu z powiększoną śledzioną (która podobnie jak powiększona wątroba, występują bardzo często przy mononukleozie i w związku z nimi należy unikać wysiłku fizycznego, by nie doprowadzić do ich pęknięcia), doprowadziły do przepisania przez lekarza rodzinnego sterydów.

Sterydy okazały się strzałem w dziesiątkę.
Wprawdzie według ostatniego lekarza, u którego się pojawiłam, gdyby sterydy zostały włączone wcześniej, organizm nie zdążyłby sam wyprodukować przeciwciał, jednak bez nich, prawdopodobnie trafiłabym do szpitala wskutek odwodnienia organizmu połączonego z niedożywieniem. Przy tak dużym obrzęku przełykanie stało się niemożliwe.

Leczenie jest bardzo długim procesem–wirus mononukleozy bardzo wyniszcza organizm, w związku z czym u wielu osób przez wiele miesięcy po rzucie choroby występuje przewlekłe zmęczenie. Zalecane jest przede wszystkim prowadzenie oszczędnego trybu życia, szczególne zwrócenie uwagi na odpowiednią ilość snu i odpoczynku, a także zdrową, lekkostrawną dietę, która nie będzie obciążała wątroby. Konieczne są kontrole wizyty u lekarza (w wielu przypadkach u laryngologa, gdzie kolejki sięgają zenitu i pomimo skierowania z dopiskiem „pilne”, proponowanym terminem wizyty jest koniec bieżącego roku), a także badanie USG oraz morfologia krwi.

Ze słowem mononukleoza większość osób spotyka się dopiero wówczas, gdy zostanie u nich lub u kogoś bliskiego zdiagnozowana. Nie wolno jednak bagatelizować tej choroby, która ślad po sobie zostawia nawet jeszcze kilka miesięcy po ustąpieniu najostrzejszej fazy. Brak skutecznej szczepionki sprawia, że dbałość o higienę związaną między innymi z korzystaniem z osobnych naczyń i sztućców staje się jeszcze istotniejsza.

Przebycie mononukleozy w większości przypadków uodpornia na nią do końca życia, jednak sprawia, że również do końca życia jest się jej nosicielem. Najpoważniejszym problemem wciąż pozostaje skuteczna diagnostyka, a także dotarcie do lekarzy zainteresowanych faktyczną pomocą cierpiącemu pacjentowi. Na porządku dziennym są problemy z wystawieniem skierowań, np. na podstawowe badania krwi, usg, itp., lekarze usprawiedliwiają się swoim stanem przemęczenia, co można usłyszeć w ich gabinetach. Nie pomaga również ich całkowita nieznajomość realiów dotyczących kolejek do poradni, co spędza sen z powiek większość chorych, na pewno nie przyczyniając się do ich szybkiego powrotu do pełni sił.

Magdalena Zając



źródła:
http://www.medonet.pl/choroby-od-a-do-z/choroby-zakazne,mononukleoza-zakazna---objawy--powiklania--leczenie,artykul,1579212.html

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl