Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Zwyczajne/niezwyczajne zdjęcie rtg

Życie niepełnosprawnego dziecka nie jest usłane różami, to chyba jasne! Gdy dziecko nie widzi, nie słyszy, nie chodzi, nie mówi, nie przełyka i nie gryzie stanowi nie lada wyzwanie dla rodziców/opiekunów. Każdy dzień to ogromne wyzwanie.

Jak usprawnić system, który kuleje? Jak pomóc bezbronnym dzieciom i ich rodzicom/opiekunom? Zacznijmy od próby zmiany, zmiany niejednokrotnie wrogiego nastawienia zupełnie bez powodu. Czyży to zwyczajny strach kierował ludźmi, strach przed nieznanym? A może to niechęć kierowana czystym lenistwem i egoizmem, brakiem chęci zrozumienia problemów innych ludzi. O ile życie byłoby łatwiejsze, gdybyśmy nie budowali kolejnych murów i barier, byli dla siebie nawzajem po prostu–ludźmi.

Oto krótka historia o polskim systemie ochrony zdrowia, o udawaniu, że wszystko jest w porządku, a przede wszystkim o tym jak, w XXI wieku traktuje się niepełnosprawne dzieci.

Ze względu na fakt, iż Helena (12 lat) cierpi na dysplazję stawu biodrowego 2 razy w roku musi stawić się na badaniu kontrolnym w gabinecie lekarza specjalisty–ortopedy. Natomiast aby ortopeda mógł ocenić stan faktyczny, czy choroba postępuje, potrzebne w tym celu jest przedstawienie lekarzowi zdjęcia rentgenowskiego.

Schemat się powtarza, w pierwszej kolejności wizyta u lekarza pediatry, który wystawi skierowanie na badanie diagnostyczne rtg, potocznie zwane rentgenem. Po otrzymaniu skierowania, Helena wspólnie z mamą (Katarzyną), pojechały do najbliższej przychodni, w której można było zrobić rentgen. Na miejscu okazało się, że sprzęt rentgenowski przestał działać i obecnie jest nieczynny. W związku z czym pojechały do pobliskiego szpitala dziecięcego.

Jak się później okazało to dopiero początek ich "przygód"...
W szpitalu dziecięcym, w rejestracji do rtg, mama Heleny–Katarzyna otrzymała informację, że lekarz, który wystawił skierowanie, a tym samym przychodnia, w której leczy córkę (NFZ) nie ma podpisanej umowy ze szpitalem dziecięcym, co skutkuje faktem, że będzie musiała zapłacić za usługę wykonania rtg. Jedna sekwencja 55,00 złotych. Niestety pediatra na wystawionym skierowaniu nie określił konkretnej liczny sekwencji (1 czy 2) więc zrobiło się zamieszanie... Im dalej w las, tym więcej dylematów.

Katarzyna pomyślała: „Dobrze, zapłacę, przejechałam pół miasta więc zrobimy to zdjęcie, tu, gdzie jesteśmy teraz. Powiedziała: „W takim razie jeśli trzeba, zapłacę”. Na co pani w rejestracji: „W takim razie proszę przygotować odliczone 55,00 złotych, w gotówce”. Katarzyna na to: „Nie mogę zapłacić kartą?”. Ku zaskoczeniu matki okazało się, że w rejestracji nie dysponują terminalem. Kolejną myślą, jaka przyszła jej do głowy było zapytać: "Gdzie znajduje się bankomat?". Po chwili otrzymała odpowiedź, że w szpitalu nie ma bankomatu, a najbliższy znajduje się niedaleko kościoła, położonego kilka przecznic od szpitala.

Matka była zdumiona, z niedowierzaniem szukała potwierdzenia słów rejestratorki ponieważ zszokowała ją taka informacja. W miejscu, w którym świadczy się usługi komercyjne nie ma terminala ani bankomatu? W czasach kiedy ludzie nie noszą przy sobie gotówki i często płacą za pomocą telefonów... W miejscu publicznym, gdzie każdego dnia przyjmowane są dziesiątki, a może setki osób na oddziały szpitalne, w szpitalu, w którym pracują tysiące osób ... ludzie nie mogą korzystać z bankomatu? Czy to naprawdę jeszcze możliwe?

Mówi się o prawach człowieka, prawach pacjenta, a matka z niepełnosprawnym dzieckiem jakie ma prawa? Chce czy nie musi drałować kilka przecznic do bankomatu! Gdzie bezpłatna opieka dla niepełnosprawnych dzieci, o której, tak głośno?

Katarzyna była wściekła, ale jeszcze bardziej było jej żal dziewczyny z okienka, która z pewnością co najmniej kilka razy w ciągu dnia musiała spuszczać głowę ze wstydu.

Z powrotem zjechała wózkiem inwalidzkim do windy, dźwigała córkę, później wózek. Na szczęście miała do dyspozycji swój osobisty samochód więc pojechały do bankomatu (co zajęło bagatela 35 minut). Po czym wróciły do „warczącej” pani z rejestracji. Zadowolone, miały gotówkę, chciały zapłacić, po czym wyszedł kolejny niuans, bo bankomat nie wypłacił bilonu, a rachunek opiewał na 55,00 złotych więc trzeba było rozmienić 10,00 złotych w szpitalnym barze, położonym na drugim końcu szpitala (kolejne 10 minut z głowy). Gdy poprosiła o fakturę, rejestratorka prawie wybuchła ze złości, oznajmiając, że za kilka dni będzie ją można odebrać osobiście...

Niby jedno z prostszych i szybszych badań diagnostycznych, a tyle komplikacji. Katarzyna i Helena umęczone cierpliwie czekały na swoją kolej. Po wezwaniu następnego pacjenta czekało nie nie kolejne rozczarowanie, nikt nie wyszedł sprawdzić, kto teraz będzie wchodził, a może wjeżdżał, nikt nie zapytał czy potrzebują pomocy, a sprzętu medycznego do wniesienia i dźwigania, co nie miara: butla z tlenem, ssak, plecak, wózek inwalidzki, itd... W środku trzy panie zajęte ekspresyjną rozmową o tym, co ugotują na obiad...

W związku z tym, że Helena jest pieluchowana, a do zdjęcia rtg pacjent może zostać w bieliźnie, Katarzyna zaczęła rozbierać córkę do rosołu, zdjęła pieluchę, którą chciała wyrzucić do jedynego śmietnika znajdującego się w zasięgu jej wzroku, ale jedna z pań (technik) zawołała: „Nie, tam nie!”, zdezorientowana matka spytała więc: „A gdzie?” na to pani: „Nie wiem, ale z pewnością nie tam, to śmietnik na odpady komunalne, a nie zakaźne!”. Katarzyna pomyślała: „Hmmm, czy to jedyne dziecko w tym szpitalu z pieluchą?”...

Było to niebywałe doświadczenie, które upokożyło i obnażyło braki personelu szpitalnego bardziej niż zwykle. W takich sytuacjach, pomimo wszystko, mama Heleny stara się myśleć pozytywnie i usprwiedliwiać zachowanie ludzi, że niby może to ma jakiś głębszy sens... bo każdy ma prawo mieć gorszy dzień, ale czy to naprawdę kwestia złego dnia?

Rodzice niepełnosprawnych dzieci mają ciężkie życie, obarczeni są dużym obciążeniem zarówno psychicznym jak i fizycznym. Opieka nad chorym dzieckiem wymaga od nich niebywałego poświęcenia, bardzo często bywa najcięższym życiowym wyzwaniem ponieważ bez przerwy muszą walczyć zarówno z chorobą dziecka jak i z chorym systemem.

Wydawać by się mogło, że zrobienie zdjęcia rentgenowskiego, to takie prozaiczne zadanie, ale jak widać czasami, w świecie z niepełnosprawnością, urasta do rangi prawie niewykonalnego. Uderzające są brak empatii, wychodzenia na przeciw ludziom, którzy potrzebują pomocy oraz brak respektowania jakichkolwiek standardów obsługi pacjenta czy to w NFZ–owskiej służbie zdrowia czy prywatnej. Chociaż w tej drugiej już coraz rzadziej.

Dla przykładu, w Austrii wolontariusze, którzy zajmują się niepełnosprawnymi osobami w domach opieki, od pierwszego dnia swojej pracy zapoznają się z całym obiektem i otoczeniem. Bardzo ważnym aspektem jest fakt, że robią to na wózku inwalidzkim, aby zrozumieć potrzeby i ograniczenia osób, którymi będą się zajmować. Mądre? Bardzo mądre!

Zastanawiam się czy służba zdrowia jest dla wszystkich pacjentów? A może wyłącznie dla tych zdrowych i z gotówką w kieszeni? Wielka szkoda, że "normalne" szpitale nie są codziennością przeciętnego Polaka, a takie z prawdziwego zdarzenia to wyjątki. Może doczekamy czasów, w których "ludzkie" traktowanie przez pracowników służby zdrowia nie będzie rzadkością albo wyłącznie dostępne w filmach i serialach!

A Wam, ile czasu zajmuje zrobienie zwyczajnego/niezwyczajnego zdjęcia rtg?  Może znacie łatwiejsze sposoby?

Aneta Meszko

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl