Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Małgorzata Rozenek–Majdan odkrywa tajniki in vitro w swojej najnowszej książce

Małgorzata Rozenek–Majdan wykorzystuje swoje pięć minut w show biznesie, aby zrobić coś dobrego dla siebie i innych. Właśnie wydała książkę pt. " In vitro. Rozmowy intymne", w której znalazły się wywiady z matkami dzieci poczętych pozaustrojowo.

Metoda zapłodnienia in vitro jest krytykowana przez kościół i bardziej konserwatywną część społeczeństwa, czy publikacja sygnowana nazwiskiem znanej z telewizji "Perfekcyjnej Pani Domu” może to zmienić?

Małgorzata Rozenek–Majdan szturmem wkroczyła do świata celebrytów, w momencie wejścia na antenę programu pt. „Perfekcyjna Pani Domu” w stacji TVN Style. Szefowie byli z niej na tyle zadowoleni, że program przeniesiono na główną antenę TVN, a po zakończeniu całej serii zaczęli angażować swoją nową gwiazdę w inne projekty–w tej chwili żona znanego piłkarza Radosława Majdana prowadzi program pt. „Projekt Lady”, z tego powodu internauci nazywają ją „Lady Rozenek”.

Małgorzata Rozenek–Majdan od zawsze otwarcie mówiła, że dwóch synów urodziła dzięki metodzie in vitro.
–Pewnie wtym momencie wielu osobom narażę się, ale czasami nazywam in vitro niepokalanym poczęciem–ujawnia cele brytka w tabloidzie Fakt.

–Jeśli Kościół Katolicki tak bardzo czepia się niektórych słów i określeń związanych z tą metodą zajścia w ciążę, to proszę, niech mi ktoś wyjaśni, że tak właśnie nie jest. Pochodzę z głęboko wierzącej rodziny, a do tego mój ojciec jest konserwatywny w kwestiach obyczajowych. Nigdy jednak nie dał moim synom odczuć, że ma jakieś obiekcje wobec metody in vitro, dzięki której obaj pojawili się na świecie jego ukochani wnukowie. Zaakceptował moje wybory w tej kwestii. Natomiast jeśli jesteśmy wierzący, to przecież będziemy za swoje wybory odpowiadać gdzieś tam na górze–dodaje.

To właśnie kontrowersyjnemu tematowi zapłodnienia pozaustrojowego znana osobowość telewizyjna poświęciła swoją najnowszą książkę.

–Znam bardzo wiele takich historii i bardzo często rozmawiam z kobietami, które aby urodzić dziecko sprzedają samochody, mieszkania, czy wręcz zadłużają się, a wszystko po to by zrealizować marzenie jakim jest posiadanie własnego dziecka–mówiła promując najnowszą publikację w studiu Dzień Dobry TVN.

–Dla takich osób jak ja, które są mocno zadaniowe, które mają poczucie, że czas upływa, to wstrzymanie się na trzy miesiące żeby uspokoić organizm, doprowadzić do tego, żeby znowu móc próbować, jest bardzo często najtrudniejszym czasem. Najgorsze jest właśnie to wstrzymywanie się i też trudnym momentem jest też powiedzenie sobie, że to jest już koniec. Bardzo trudno jest przyjąć, że diagnoza jest definitywna. Chciałam, żeby wybrzmiało w mojej książce, że kobiety nie muszą zwlekać z macierzyństwem.

Gwiazda TVN–u o swoich problemach z zajściem w ciąże mówiła otwarcie jeszcze zanim zaistniała na szklanych ekranach jako Perfekcyjna Pani Domu. W jej najnowszej książce, na często trudne pytania, odpowiadają nie tylko kobiety, ale również mężczyźni.

–Na początku trochę się wahałem. Wiadomo, że człowiek planował to inaczej. Byłoby super, gdyby dziecko ot tak się urodziło, przecież setki tysięcy par płodzą dzieci naturalnie, dlaczego nie my? To pytanie nieraz spędzało mi sen z powiek. I to koszmarne poczucie winy. Bardzo mocno przeżywałem każde słowo poprzedniego ministra zdrowia, który przerwał program finansowania in vitro, albo okrutne, poniżające głosy dygnitarzy kościelnych. Ja naprawdę miałem poczucie winy, że gdy przystąpię do in vitro, to po drodze zabiję potencjalne ludzkie życia.

Takiego myślenia pozbyłem się po pierwszej rozmowie z naszym lekarzem. Podszedł do nas wyrozumiale. Nie oceniał mnie, że tak późno zapragnąłem dziecka. Przeciwnie, rozumiał, że czasy się zmieniły. Teraz już myślę, że in vitro to nie odbieranie, lecz tworzenie życia. Bez tej pomocy nie mamy chyba żadnej szansy na ciążę, a więc żadne życie nie powstanie. Może nie zginą po drodze zarodki, ale też nie powstanie człowiek, a to chyba ważniejsze. In vitro to wielka nadzieja, a nie powód do lęku. Należałoby się bać, gdyby nie było tej metody, wtedy świat by się ludziom zawalił, a tak jest nadzieja i to całkiem spora.

Nie bardzo rozumiem, o co w ogóle robi się wielkie "halo". Gdy ktoś ma raka, podaje się chemioterapię, gdy ktoś potrzebuje przeszczepu szpiku albo któregoś z organów, szuka się dla niego dawcy. Gdy ktoś ma problem z płodnością, pomaga mu metoda in vitro. To proste i logiczne. Powinniśmy być dumni z dorobku cywilizacji, a nie potępiać wszystko, co nowe i przełomowe. Przypominam, że Mikołajowi Kopernikowi też niewielu wierzyło. My podejmiemy się każdej sprawdzonej i bezpiecznej metody, aby spełnić marzenie. Wszystko jest lepsze niż bezskuteczne staranie się o dziecko–opowiada na kartkach publikacji Tomasz, jeden z bohaterów ksiązki Małgorzaty Rozenek–Majdan.

W książce wypowiadają się również eksperci i aktywiści. Wśród ich jest między innymi Marta Górna ze Stowarzyszenia na rzecz Leczenia Niepłodności i Wspierania Adopcji „Nasz Bocian”, która przyznaje, że w Polsce przez kilka lat doszło do zmiany na lepsze w postrzeganiu in vitro.

–Zmienia się wiele, przede wszystkim na lepsze, choć w pewnych aspektach zauważamy regres. Wzrasta świadomość społeczeństwa na temat niepłodności. Skala problemu jest ogromna, w Polsce żyje dzisiaj około półtora miliona niepłodnych par, czyli co piąta w wieku rozrodczym. Prawdopodobnie będzie ich przybywało, bo raczej nie należy się spodziewać, że nagle statystyki się zmienią i że problem będzie dotyczył mniejszego odsetka populacji. Osób z niepłodnością przybędzie, obserwujemy tę tendencję od lat. Oczywiście nie wszyscy doświadczający trudności reprodukcyjnych będą potrzebować leczenia najbardziej zaawansowanymi metodami–wyjaśnia.

–Wracając do pytania o zmiany na przestrzeni lat: wzrasta świadomość na temat niepłodności i stało się jasne, że jest to problem społeczny, a nie jednostkowy. To zasługa krótkiego (niestety) czasu, kiedy leczenie niepłodności było refundowane na poziomie krajowym. Refundacja in vitro nie tylko dała możliwość podjęcia leczenia chorym, lecz także wywołała społeczną refleksję, że mamy do czynienia z chorobą, którą należy leczyć, a co więcej, że istnieją skuteczne metody jej leczenia. Stworzyła wizję normalności, przekonanie, że niczym się to nie różni od leczenia innych chorób, dzięki czemu zaowocowała akceptacją społeczną.

Problem niepłodności dotyczy także mężczyzn.
–Mężczyźni też mają problem z niepłodnością, a jeszcze większy z mówieniem o niej, choć to przecież absurdalne, bo wywołuje poczucie wstydu i beznadziei. Gdy się z nią zmagamy, jesteśmy stygmatyzowani, a gdy postanawiamy podjąć leczenie, nie zdobywamy akceptacji społecznej. Której drogi byśmy nie obrali, jesteśmy atakowani. Gdy zdecydujemy się na leczenie in vitro, atakuje nas Kościół, aktualny rząd i radykalni przeciwnicy. Z drugiej strony ludzie, którzy wybierają naprotechnologię, bo tak chcą i tak czują, są atakowani z racji tego, że idą drogą, która jest nieskuteczna. Właściwie czego byśmy nie zrobili, dostajemy po głowie. Wydawałoby się, że nie ma właściwych rozwiązań i to jest straszne–dodaje Marta Górna.

Książka “In vitro. Rozmowy Intymne” ukazała się nakładem Wydawnictwa Prószyński i Spółka. Można ją znaleźć w księgarniach i salonach prasowych.

Arkadiusz Nowiński

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2019 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl