Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Z życia wzięte (26):

znak czasów

znak czasów
W dzisiejszym świecie taki wygląd zaczyna być normą... według mnie, to wygląda niezdrowo!
autor: Anna Kłos

szpitalne przepychanki

szpitalne przepychanki
Kilka tygodni temu, w Dziecięcym Szpitalu w Bydgoszczy spotkała mnie jakże zaskakująca sytuacja...
Dodam tylko, że szpital jest nowiutkim, wybudowanym od podstaw obiektem.
Wszystko jeszcze pachnące nowością.
Niestety pracownicy, w tym lekarze, nie dali się poznać w 100% od najlepszej strony.
Moje dziecko musiało mieć badanie przeprowadzone w uśpieniu (sedacja).
Przed badaniem podano leki usypiające, żeby łatwiej było się wkuć się w żyłę i założyć wenflon.
Po zaśnięciu dziecka, przyszedł lekarz anestezjolog i rozkazującym tonem kazał wziąć mi moje dziecko na ręce i przenieść na salę badań.
Z pewnością nie udźwignęłabym dziecka ponieważ waży kilkadziesiąt kilogramów, a stanie bezwładu-przynajmniej 2 razy tyle...
To właśnie odpowiedziałam lekarzowi. Ponadto mam bardzo chory kręgosłup i nie mogę dźwigać.
Drodzy rodzice za takie postępowanie lekarzowi grozi wysoka kara, nie dajcie się namawiać na przenoszenie dziecka w takim stanie, od tego są łóżka szpitalne, które posiadają kółka, czy wózki inwalidzkie, które służą do transportu pacjentów.
Od lekarza otrzymałam tylko krótką informację, że łóżko nie zmieści się na sali badań, a wózka inwalidzkiego oddział nie posiada....
Możecie sobie wyobrazić jakie było moje zdziwienie!?! - W nowym szpitalu....takie rzeczy?
Wszystko skończyło się tak, że pielęgniarki przeniosły moje dziecko, na rękach, ale proszę Państwa, to niezgodne z przepisami!
Od razu rodzą się pytania: "Kto odpowiedziałby gdyby pielęgniarki przewróciły się z moim dzieckiem?", "Co gdyby któraś z Pań się potknęła?" itd., itd.
Szkoda, że za każdym razem, gdy człowiek trafia do szpitala zawsze jakiś pracownik (lekarz, pielęgniarka, salowa) musi popsuć całokształt!!!
autor: Marta Kowalska

Ten dział powinien nazywać się absurdy :-)

Ten dział powinien nazywać się absurdy :-)
wytłumaczcie o co w tym wszystkim chodzi, kiedy dzień po operacji przepukliny, wraz z usunięciem guzów. (metoda endoskopową) wypuszczają Cię do domu bez wystawienia recepty na leki przeciwbólowe. Prosiłem lekarza przed wypisem o taką receptę, ale otrzymałem odpowiedź, że mam sobie kupić ibuprofen w kiosku.
Po 10 godzinach od wypisu trafiłem na Szpitalny Odział Ratunkowy (tego samego szpitala), z wstrząśnieniem mózgu , ponieważ z powodu bólu pooperacyjnego straciłem przytomność i rozbiłem sobie głowę. Tak pomógł mi ibuprofen z kiosku.
K...a , o co w tym chodzi. Pal licho z moja rozbitą a głową, ale to są dużo większe koszty.
Mam tylko nadzieję, że kiedyś pana Chiruga też pokroją i wypuszczą bez znieczulenia do domu.
autor: Myślibór Wspaniały

Pielęgniarka w przychodni zdrowia

Pielęgniarka w przychodni zdrowia
Jej wizyta w gabinecie lekarskim podczas badania często trwa w nieskończoność...
autor: smerfetka12

Wizyta u specjalisty

Wizyta u specjalisty
Podróż w czasie byłaby doskonałym rozwiązaniem problemu zapisów do lekarza specjalisty.
autor: Magdalena Zając

Wizyta u specjalisty

Podróż w czasie byłaby doskonałym rozwiązaniem problemu zapisów do lekarza specjalisty :)
autor: Magdalena Zając

Poczekalnia...

Poczekalnia...
Kilka tygodni temu po raz pierwszy w życiu odwiedziłam poradnię chirurgiczną. Miałam usuwane znamię, z którego po kilku dniach trzeba było zdjąć szwy. Stawiłam się w poradni umówionego dnia i o umówionej godzinie. Na miejscu okazało się, że w gabinecie nie ma ani pielęgniarki, ale pani doktor. Pani z recepcji natomiast nie mogła mi pomóc, bo nie wiedziała dlaczego gabinet jest pusty... Usiadłam w poczekalni i cierpliwie czekałam. Kolejka osób przede mną była pokaźna, a liczba osób, które przyszły po mnie, stawała się coraz większa. Niestety "stan" gabinetu się nie zmieniał... Po blisko pół godzinie ktoś ponownie zapytał panią z recepcji o lekarza. Ta nadal nie mogła nam pomóc. Minęła godzina i w końcu pielęgniarka wraz z panią doktor weszły do gabinetu, jednak długo nikogo nie wzywały. Kiedy drzwi się otworzyły, każdy z czekających spojrzał z nadzieją, że to już może teraz, że w tej chwili zaczną przyjmować. Nic z tego. Wyszła pani doktor, by po 15 minutach wrócić do gabinetu z... kubkiem parującego napoju. Myślałam, że mnie coś trafi. Tym bardziej, że zwolniłam się z pracy na "chwilę" - bo przecież ile może trwać zdejmowanie szwów. Chwila ta przeciągnęła się do dwóch, trzech godzin. W końcu udało mi się zarejestrować, by po kilkudziesięciu minutach zostać poproszoną do gabinetu zabiegowego. Faktycznie moja wizyta trwała jakieś 15 minut. Czy to naprawdę wina systemu, że mamy tak złą służbę zdrowia? Czy może zamiast używać słowa "system" powinniśmy nazywać ten stan rzeczy "brakiem organizacji"?
autor: Enen Enen

Walczcie, nawet z lekarzami...

Walczcie, nawet z lekarzami...
Historia, którą chcę tu przedstawić, sięga okolic sierpnia 2016 roku. Moja teściowa zachorowała wtedy na jakąś drastyczną odmianę wirusa jelit, który doprowadził ją do omdlenia w jej mieszkaniu. Przyjechałam do niej natychmiast po tym, gdy dowiedziałam się o tej sytuacji. Wezwałam karetkę pogotowia. Przekazałam (baaaardzo nieprzyjemnemu) lekarzowi opis sytuacji zaznaczając, że teściowa mdlejąc musiała w coś mocno uderzyć, bowiem ma ranę na nosie i pęknięty ząb. Dopiero po kilku prośbach lekarz sprawdził, czy nie ma błędnego wzroku. Wszystko było niby w porządku. Diagnoza - odwodnienie na skutek wymiotów i biegunki spowodowanych wirusem. Przepisał... Nifuroksazyd! Ten lek sama brałam wtedy, gdy miałam problemy żołądkowe, więc wielką wiedzą się pan doktor nie wykazał... Tej nocy zostałam z teściową w jej mieszkaniu. Kolejny dzień też z nią spędziłam. Wieczorem nadal była słaba, więc nie reagując na jej protesty zawiozłam ją do miejscowego szpitala (opisywana sytuacja miała miejsce w miasteczku w województwie warmińsko-mazurskim). Tam okazało się, że jest tak odwodniona, że trzeba ją przyjąć na oddział. Miała bardzo złe samopoczucie, ciągłe wymioty i straszną biegunkę. Była bardzo słaba. Nie kontaktowałam się z lekarzem prowadzącym, bo taka była prośba teściowej. Chciała być osobiście informowana o swojej sytuacji. Przekazała mi, że miała mieć zrobioną tomografię głowy, jednak szpitalny tomograf nie działał i badania nie zrobiono. Prawdę powiedziawszy chciałam nieco ostrzej poprosić lekarza o wykonanie tego badania (w końcu teściowa upadła i nie wiadomo jakie mogły być konsekwencje tego omdlenia) nawet w innym szpitalu, ale teściowa uparła się, abym tego nie robiła... Ustąpiłam i żałuję do dziś...
Dopiero po około 2 tygodniach wypisano Ją do domu. Czuła się dobrze, miała mieć przeprowadzone jeszcze jakieś badania kontrolne, ale najgorsze minęło. Do czasu...
1 listopada ja i mój mąż mieliśmy ją odwiedzić i zjeść wspólnie obiad. Gdy przyjechaliśmy do teściowej zastaliśmy ją leżącą, nieprzytomną na podłodze w łazience. Lekarz z karetki, którą wezwaliśmy orzekł, że stan jest krytyczny i trzeba przewieźć teściową do oddalonego o ok. 30 km szpitala. Pojechaliśmy za karetką. Na miejscu przekazano nam informację, że teściowej pękł krwiak i sytuacja jest tak beznadziejna, że nie można operować. Trzeba czekać. Nie będę tu opisywała naszego szoku, niedowierzania, rozpaczy... (nadal mam łzy w oczach, gdy o tym wszystkim pomyślę). Teściowa spędziła miesiąc w szpitalu - nie odzyskała świadomości. Była podłączona do respiratora, bo sama nie oddychała, większość ciała była sparaliżowana, nie reagowała na żadne bodźce.
Przenieśliśmy Ją do ośrodka dla osób, które nie mogą samodzielnie oddychać. Po tygodniu zmarła.

Gdybym wtedy, w sierpniu, w szpitalu nalegała na zrobienie badania tomografem, to może udałoby się temu wszystkiemu zaradzić! Tak, wiem... To nie moja wina... Ale jednak wciąż w tyle głowy mam tę myśl "co by było, gdybym...". Dlatego proszę - każdy, kto to przeczyta, niech pamięta, że warto walczyć, warto być upierdliwym w stosunku do lekarzy, warto naciskać personel, warto, warto, warto!!! Bo jak widać po moim przypadku - to była sprawa życia lub śmierci, a nie... popsutego tomografu...
autor: Aisak A.

Zaświadczenie do przedszkola, żłobka

Zaświadczenie do przedszkola, żłobka
Od jakiegoś czasu po chorobie dziecka , rodzice są proszeni o dostarczenie zaświadczenia, że dziecko może uczęszczać na zajęcia w placówce.
Niby tylko świstek papieru, ale niektóre przychodnie życzą sobie zapłaty za takie zaświadczenie. Myślę, że to jakiś nowy sposób na wyciągnięcie pieniędzy.
autor: Monika Ochnicka

Ortodonta_czas oczekiwania 4 lata:)

Ortodonta_czas oczekiwania 4 lata:)
Chciałabym podzielić się informacją, że nie trzeba się martwić jeśli wizytę u ortodonty umówią nam za 4 lata.
Na początku kiedy otrzymaliśmy informację, że wizyta u ortodonty naszego syna ma być w 2021 roku zaśmiałam się do słuchawki. W głowie tylko jedno" co za paranoja" "jak to?". Okazało się, że strach był nieuzasadniony ponieważ jeśli dziecko wymaga aparatu otrzyma go dopiero kiedy wyjdą stałe zęby. Nikt nas o tym nie poinformował. Taka informacja powinna pojawić się już na pierwszej wizycie u ortodonty, który kieruje dziecko do protetyka na aparat.
autor: Monika Ochnicka

Z życia pacjenta

:)
autor: Mela Dąbrowska

To się nazywa lanie wody

To się nazywa lanie wody
Za małe umywalki albo za krótkie wylewki od kranów. Człowiek chce umyć ręce, a woda leje się po wszystkim, po ścianach, podłodze i ubraniu!
autor: Myślibór Wspaniały

Mętlik w głowie, jeden pacjent- kilka różnych diagnoz.

Mętlik w głowie, jeden pacjent- kilka różnych diagnoz.
Idziesz do kilku lekarzy tej samej specjalizacji żeby sprawdzić co Ci dolega, a tu klops.....Każdy ze specjalitów mówi co innego, czy to przez to, że każdy z nich kończył inną uczelnię?
autor: Myślibór Wspaniały

Infekcja wirusowa czy bakteryjna?

Infekcja wirusowa czy bakteryjna?
Częstsze zlecanie przez lekarzy szczegółowych badań krwi mogłoby trafniej postawić diagnozę oraz skrócić czas leczenia chorych.
autor: Marta Kowalska

Dziecku krzywo rosną stałe zęby, na pierwszą wizytę do ortodony ( przez NFZ) czeka 4 lata.

Dziecku krzywo rosną stałe zęby, na pierwszą wizytę do ortodony ( przez NFZ) czeka 4 lata.
Czy to nie za długi czas oczekiwania w tak szybkim okresie wzrostu?
autor: Mela Dąbrowska

Leczenie kanałowe na NFZ tylko do 3 zęba

Leczenie kanałowe na NFZ tylko do 3 zęba
co z pozostalymi zębami już tylko do wyrwania?
autor: Marta Kowalska

Karetka bez lekarza

Karetka bez lekarza
czy wszyscy wiecie, że są różne rodzaje karetki?
autor: Mela Dąbrowska

Długi czas oczekiwania na karetkę

Długi czas oczekiwania na karetkę
...
autor: Myślibór Wspaniały

Jesteś skreślony z listy pacjentów, oczekujących na wizytę, jeśli w ciągu 2 tygodni od rejestracji nie dostarczysz skierowania.

Jesteś skreślony z listy pacjentów, oczekujących na wizytę, jeśli w ciągu 2 tygodni od rejestracji nie dostarczysz skierowania.
Podczas rejestracji na wizytę w poradni nikt nie uprzedził mnie o takim obowiązku.
autor: Marta Kowalska

Nocne dyżury w szpitalu, czy w nocy wszyscy śpią włącznie z lekarzami?

Nocne dyżury w szpitalu, czy w nocy wszyscy śpią włącznie z lekarzami?
...
autor: Marta Kowalska
© 2018 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl