Nie trzeba widzieć, by poznawać świat

34-letni Rafał Poppe z Ciechocinka wziął udział w telewizyjnym show emitowanym w Polsacie. Podbił serca jurorów i publiczności trzeciego odcinka programu "The Brain. Genialny Umysł", który wyemitowano we wrześniu. Rafał nie widzi od urodzenia, a pierwsze miejsce otrzymał za rozpoznawanie przedmiotów za pomocą echolokacji.

Rozmawialiśmy z Rafałem. Chcieliśmy poznać nie tylko ułamek jego fascynującego życia, jakim był występ w programie, ale i całą jego historię. Rafał od urodzenia mieszkał z rodzicami w Łodzi. Miał siostrę bliźniaczkę - oboje urodzili się w siódmym miesiącu ciąży. Jego siostra nie przeżyła, on zaś doznał znaczącego uszczerbku na zdrowiu...

"Podobno włożyli mnie do źle przystosowanego inkubatora i przez to straciłem wzrok" - opowiada Rafał. "Mama złożyła pozew do sądu, ale uznano, że ucierpiałem na skutek błędu w sztuce lekarskiej i że tak się zdarza...".

Rodzice nie mogli pogodzić się z niepełnosprawnością syna. Zabierali go do wielu lekarzy i uzdrowicieli.
​"Jeden z nich kazał mi w każdą pierwszą niedzielę miesiąca jeść pestki z dyni, których do dziś nie lubię" - wspomina. "Trzy razy dziennie musiałem pić jakieś zioła i każdej nocy spać w okładzie z liści chrzanu na głowie... Trwało to chyba rok no i... nie pomogło".

Gdy miał kilka lat nauczył się Alfabetu Braille'a. Wspomina, że 30 lat temu uczono tej sztuki poprzez nakłuwanie otworów dłutkiem w papierze, po którym bardzo bolała ręka. Poszedł do przedszkola w Łodzi. Już wtedy interesował się muzyką, bowiem gdy tylko miał okazję, grał na instrumencie klawiszowym. Podczas wycieczki do ogrodu botanicznego zaczął klaskać i delikatnie krzyczeć - to wtedy usłyszał, że wydawany przez niego dźwięk się od czegoś odbija.

"Zbliżałem się do rzeczy, od których odbijał się dźwięk i rozpoznawałem je przez dotyk"- mówi Rafał. "Dopiero potem zacząłem kształtować i doskonalić wyższą umiejętność, jaką jest rozpoznawanie rzeczy na odległość. Jeszcze wtedy miałem swoje gałki oczne i widziałem cienie przedmiotów. W 1999 i 2002 roku trzeba było mi je wyciąć, bowiem zachorowałem na ich biologiczny zanik. Szczerze mówiąc, to wszyscy niewidomi mają umiejętność echolokacji, ale tylko nieliczni ją pogłębiają".

Po łódzkim przedszkolu rodzice znaleźli Rafałowi ośrodek dla niewidomych dzieci i młodzieży pod Warszawą. Rozpoczął tam naukę ponownie od etapu przedszkolnego. Nie chciał rozstawać się z bliskimi, z domem, który znał... Bał się obcego miejsca i obcych ludzi. Nie miał jednak wyjścia. Rodzice byli niewzruszeni jego płaczem i błaganiem.

"Zostałem w ośrodku. Minęło przedszkole i zaczęła się pierwsza klasa, a potem druga. Wtedy poinformowano nas, że będziemy mieli obowiązkowe lekcje nauki gry na fortepianie" - wspomina. "Wiele osób odpadło i zostali tylko ci, którzy mieli poczucie rytmu, w tym ja. Uczyłem się grać do VI klasy podstawówki. Będąc w VII i VIII klasie uczęszczałem również do miejscowej Szkoły Muzycznej, w której lekcje odbywały się wieczorami".

Echolokacja towarzyszyła mu od najmłodszych lat, począwszy od wspomnianego ogrodu botanicznego. Później pogłębiał swą wiedzę na fizyce i biologii. Dla większości osób głównym zmysłem jest wzrok. U osób niewidomych organizm wypracowuje inną metodę poznawania świata, jak słuch czy dotyk.

​"Ja na przykład słyszę stół, przy którym obecnie siedzimy" - mówi. "On ma swoje widmo dźwiękowe. Gdybyśmy nic nie mówili i gdybym koło niego przechodził, to bym go słyszał. Idąc na spacer nie wpadłbym na drzewo, bo bym je słyszał. Dzięki tym umiejętnościom mogę niemal normalnie funkcjonować".

W VIII klasie skończył I stopień Szkoły Muzycznej wraz z podstawówką. Pozostając w ośrodku rozpoczął naukę w Liceum Ogólnokształcącym z profilem muzycznym i II stopień Szkoły Muzycznej. Rafał żałuje, że kończąc podstawówkę nie zrealizował swojego marzenia. Chciał przeprowadzić się do Krakowa i rozpocząć naukę w szkole realizacji dźwięku. Namówiono go jednak, by pozostał w ośrodku. Choć z fortepianem nadal miał dużo wspólnego, jego głównym instrumentem był flet poprzeczny.

"Już wtedy miedzy mną i moimi rodzicami nie działo się najlepiej. Miałem wrażenie, że im zawadzam. Dlatego obecnie nie utrzymuję z nimi częstych kontaktów..." - przyznaje. "Nie udało mi się zdać matury za pierwszym razem, więc na rok wróciłem do Łodzi. Do kolejnego podejścia do egzaminów przygotowywałem się pod czujnym okiem babci - emerytowanej nauczycielki języka polskiego. Czasem spędzałem nad książkami 18 godzin dziennie".

Rafał kończąc Liceum Ogólnokształcące musiał zrezygnować z miejscowej Szkoły Muzycznej - nie ukończył II jej stopnia. Z pomocą taty znalazł w Łodzi inną placówkę. Był nią Państwowy Instytut Muzyczny, do którego uczęszczał w weekendy. Zdał maturę w podwarszawskim ośrodku, a po dwóch latach od rozpoczęcia nauki w łódzkim PIM z powodzeniem zakończył II stopień Szkoły Muzycznej.

"Wtedy miałem swój pierwszy rejestrator i zacząłem się bawić dźwiękiem. I to całkiem owocnie. Wiedziałem coraz więcej i coraz bardziej mnie to fascynowało" - mówi podekscytowany. "Tata mnie namawiał, abym kontynuował naukę na Akademii Muzycznej. Zapłacił nawet za lekcję fletu z tamtejszym wykładowcą, ale współpraca nam się nie ułożyła. Zagrałem mu etiudę, jedną i drugą gamę, jednak powiedział, że gram za wolno. Koniec końców przez dwa lata uczęszczałem do Akademii Muzycznej na kierunku Edukacja Artystyczna. Zrezygnowałem jednak, bo nie czułem się dobrze w tym środowisku".

W 2007 roku zaczął współpracę ze Stowarzyszeniem Studio Integracji Krzysztofa Cwynara w Łodzi, znanego piosenkarza, kompozytora i poety. Uczestniczył w zajęciach z emisji głosu, dykcji, uczył się też piosenek artysty i dawał koncerty. Nadal współpracuje ze Studiem, jednak tylko gościnnie.

"W 2009 roku zacząłem poważną przygodę z dźwiękiem. Zamieszkałem w Krakowie i uczęszczałem do szkoły policealnej dla dzieci i młodzieży niewidomych" - opowiada. "Byłem tam dwa lata i mieszkałem w internacie. Ukończyłem tę szkołę. W 2013 roku hciałem się przekwalifikować. Wylądowałem w Chorzowie, gdzie uczyłem się techniki masażu limfatycznego. Miałem jednak problemy z anatomią i praktyczną nauką zawodu, więc wróciłem do Łodzi. W międzyczasie szukałem swojej wybranki. Dla jednej kupiłem nawet pierścionek, ale że ona postąpiła bardzo nie fair, zaręczyny nie doszły do skutku".

31 maja 2015 roku przez ogłoszenie w telegazecie poznał obecną żonę, Joannę z Ciechocinka.

"Napisała do mnie SMS-a, gdy miałem próbę z zespołem. Odpisałem wieczorem i zaczęliśmy korespondować" - opowiada. "Po około dwóch tygodniach spotkaliśmy się pierwszy raz. To wtedy, 16 czerwca przyjechałem do niej z pierścionkiem zaręczynowym. Poszliśmy do Parku Zdrojowego i tam nastąpiły zaręczyny. Ona też stwierdziła, że nie ma na co czekać. Powoli rozpoczęliśmy przygotowania do ślubu. Było ciężko, bo mieszkaliśmy w dwóch różnych miastach, ale się udało. W międzyczasie przyjeżdżałem do niej dwa, trzy razy w miesiącu. Ślub odbył się 17 czerwca 2016 roku".

Małżeństwo śledziło poprzednią edycję "The Brain. Genialny Umysł", więc gdy oboje usłyszeli, że trwa kasting do kolejnej edycji, nie namyślali się długo. Rafał wysłał zgłoszenie i tego samego dnia otrzymał zwrotną informację z prośbą o przesłanie formularza zgłoszeniowego.

"Następnie na polecenie realizatorów programu nagrałem krótki filmik o sobie. Wysłałem go i później zaczęły się techniczne przygotowania do występu w programie" - relacjonuje. "Na początku lipca przyjechała do mnie ekipa, z którą cały dzień nagrywaliśmy wizytówkę emitowaną podczas programu. Po pięciu dniach pojechaliśmy z żoną do Warszawy. Nie wiedziałem z kim będę rywalizował. Wiele czasu spędziłem w pokoju, z którego zaprowadzono mnie do studia. Przypomniano mi zasady zadania i się zaczęło".

Rafał za pomocą echolokacji miał odgadnąć trzy przedmioty, które postawił przed nim prowadzący. Dwa odgadł bez problemu, ale nie udało mu się "zobaczyć" globusa.

"Czy się denerwowałem? Trochę tak. Te kamery, jury, publiczność... Miałem jednak już za sobą występy publiczne podczas koncertów, więc to nie było dla mnie nowością. Było mi jednak trochę gorąco na scenie, przez światła" - śmieje się. "Obawiałem się, że wentylatory zagłuszą dźwięk odbijający się od przedmiotów, które miałem rozpoznać. Kiedy usłyszałem werdykt nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę ja wygrałem! Uważam, że ludzie powinni się ruszyć. Jak jest się zamkniętym w domu, to jak można poznawać świat. Nie trzeba mieć oczu, by to robić. Muzyka napędza mnie do aktywnego życia. Nawet teraz szukam dla siebie fajnego zespołu w Ciechocinku".

Niedługo Rafał weźmie udział w szkoleniu we Wrocławiu, dzięki któremu będzie miał szansę podjąć pracę w radiu jako realizator dźwięku. Będzie jeździł na kilkudniowe dyżury. Trzymamy kciuki, aby jego plan się ziścił i gratulujemy wygranej w "The Brain. Genialny Umysł". Musimy też dodać, że z Rafałem rozmawia się tak, jak z osobą widzącą - dla niego określenia "do zobaczenia", "jeszcze się zobaczymy" są zupełnie normalne. On przecież też widzi, tylko nieco inaczej - dzięki dźwiękom.

Opracowała: Katarzyna Ochocka

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2020 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl