Ankieta:

Czy chiałabyś/ chciałbyś żeby Twoje składki wpływały na Twoje prywatne subkonto, którym mogłabyś/ mogłbyś dysponować w czasie leczenia, choroby?

Waleczne serca głośniejsze od bomb

Wydawać by się mogło, że wojenne losy osób niepełnosprawnych obfitowały tylko w prześladowania i masowe mordy. Szczegółowo zaplanowana przez Hitlera akcja „T-4” miała na celu zlikwidowanie z powierzchni ziemi osób niesprawnych, ludzi chorych i niezdolnych do samodzielnego życia. Ćwierć miliona zamordowanych nie miała możliwości sprzeciwienia się makabrycznej polityce nazistów, jednak podczas wojennych zrywów także osoby niepełnosprawne brały losy kraju w swoje ręce i aktywnie walczyły o wolność swojej ojczyzny, co nawet z perspektywy czasu wydaje się czymś niemożliwym.

Wyczynem na skalę światową był udział Plutonu Głuchoniemych w Powstaniu Warszawskim. Ich konspiracyjna działalność rozpoczęła się w 1941 roku. Założycielem jednostki był Wiesław Jabłoński, nauczyciel wychowania fizycznego, który w czasie wojny skrywał się pod pseudonimem „Łuszczyc”. Do prowadzonej przez niego grupy, należącej najpierw do Związku Walki Zbrojnej, a potem do Armii Krajowej, zgłosiło się dwudziestu głuchoniemych. Ich znakiem charakterystycznym była noszona na ramieniu opaska z napisem „Taubstumm” (co w tłumaczeniu na język polski znaczy: głuchoniemy) co miało chronić ich przed inwigilacją.

Niemcy nie przypuszczali, że to właśnie oni zajmowali się roznoszeniem prasy podziemnej. Z relacji Edwarda Gory wiadomo, że do plutonu przyłączył się także głuchoniemy Ukrainiec, który trafił na polskie ziemie i pragnął walczyć o wolność. Głuchoniemi w razie wpadki byli nauczeni, przez przyszłego dowódcę ich oddziału, starszego sierżanta Edmunda Malinowskiego tego, w jaki sposób należy posługiwać się bronią. Ich wielkim atutem było to, że w dużej mierze omijało ich odczuwanie strachu związanego z odgłosami wystrzałów, krzyku, jęków. Dzięki temu zachowywali zimną krew, musieli jednak uważniej obserwować reakcje słyszących towarzyszy, aby zidentyfikować zbliżające się zagrożenie.

Brak słuchu powoduje, że człowiek się nie boi–mówił Edward Gora, który jako głuchoniemy działał dla konspiracji, przenosząc potajemnie medykamenty i zakazane informacje. Udało mu się uciec z transportu wiozącego ludzi do obozu koncentracyjnego. Jak sam mówi, o wojennych czasach opowiada bardzo niechętnie. Nie chce wspominać, aby nie płakać, pomimo tego, że na wojnie ani wybuchy pocisków, ani krzyki ludzi ani panika nie były w stanie go przestraszyć. Zamiast słuchu członkowie Plutonu Głuchoniemych mieli szósty zmysł pozwalający na ucieczkę właśnie wtedy i właśnie tam, gdzie było to konieczne.

W momencie wybuchu Powstania Warszawskiego zastępcą „Łuszczyca” był głuchoniemy–kapral Kazimierz Włostowski nazywany wówczas „Igo”. Trzydziestoosobowy oddział głuchoniemych, który złożył przysięgę w języku migowym, wcielono do śródmiejskiego batalionu AK „Miłosz” i zlecono budowanie podziemnych przejść dla powstańców, barykad, wynoszenie gruzu oraz gotowanie.

Pierwsza akcja z udziałem nieco większego, bo trzydziestoosobowego plutonu z trzema kobietami, których wspierało około 20 słyszących uczestników powstania, była związana ze zdobywaniem „Soldatenheim”, który znajdował się przy Gimnazjum im. Królowej Jadwigi. Została zakończona sukcesem. Odwaga Polaków przejawiała się także w wielu innych sytuacjach, do których zaliczyć należy m.in. odbicie z rąk okupanta budynku YMCA, czyli Związku Chrześcijańskiej Młodzieży Męskiej.

Głusi rzadko dostawali broń do ręki–było jej tak niewiele, że otrzymywali ją tylko ci, którzy stawali w pierwszej linii. Gdy Warszawa skapitulowała, głuchoniemi powstańcy, o których pamięć do dnia dzisiejszego dba między innymi Specjalny Ośrodek Szkolno–Wychowawczy nr 2 imienia Plutonu Głuchoniemych AK w Kaliszu oraz Muzeum Okręgowe Ziemi Kaliskiej, wyszli ze stolicy wraz z ludnością cywilną, a dziewięcioro z nich zostało wziętych do niemieckiej niewoli razem z dowódcą.

Losy głuchych dzielnie walczących przeciwko okupantowi zostały przedstawione w filmie Katarzyny Rimpler pt. „Eksplozja ciszy”. Sami niesłyszący mają okazje bazować także na tym, co Edward Gora, jeden z nielicznych żyjących powstańców, opowiedział swoim rozmówcom, przekładając to na język migowy, co znaleźć można na https://www.youtube.com/watch?v=do6IeBMITgk.

O odbiorców młodszego pokolenia zadbał raper Pjus. Pod tym pseudonimem zapisane są losy Karola Nowakowskiego, który w wyniku choroby nowotworowej stracił słuch, jednak jego pasja do muzyki doprowadziła do wszczepienia w pień mózgu implantów umożliwiających słyszenie. Polski raper, który w swoim utworze „Głośniej od bomb” dostępnym na https://www.youtube.com/watch?v=9PSWLCrvfdo, opowiada o losach głuchoniemych żołnierzy, korzystając z technologii cyfrowego słuchu. 

W walkę z okupantem zaangażowani byli ludzie nie tylko pozbawieni słuchu, ale również wzroku. W jednej z audycji dostępnej na stronie http://www.tyflopodcast.net/niewidomi-w-czasie-ii-wojny-swiatowej/ Marek Jakubowski opowiada o roli niewidomych w II wojnie światowej. Przedstawiona tam historia dotyczy obrony Leningradu, w której uczestniczyli. Trudno znaleźć jakiekolwiek wzmianki o ich obecności na wojnie–jak się jednak okazuje, powodem nie jest ich brak, ale przemilczenie tego faktu i brak źródeł utrwalających ich czynny udział.

Przedmioty znajdujące się w Muzeum Tyflologicznym, które wielu zwiedzającym wydawały się rzeczami codziennego użytku, okazały się wytworami pracy rąk niewidomych w czasie obrony dzisiejszego Petersburga. Ze źródeł historycznych wynika, że podczas blokady Leningradu prawie 300 osób pozbawionych wzroku z nieznanych przyczyn nie zostało ewakuowanych.

O ludożerstwie, do którego dochodziło w mieście, dystrofii mięśniowej tych, którym z wycieńczenia pozanikały mięśnie, mówi niewiele źródeł. „Szczotki, koszyki i szmatki” znajdujące się w muzeum nie są jednak zwyczajnymi przedmiotami codziennego użytku. Pleceniem koszy, szyciem sieci maskujących działa i obiekty w mieście, papci płóciennych dla sióstr szpitalnych i lekarzy oraz przygotowywaniem wyciorów do luf karabinów i sprzętu bojowego zajmowali się właśnie niewidomi.

Wytwory pracy ich rąk do dnia dzisiejszego znajdują się we wspomnianym Muzeum Tyflologicznym. Z kolei niewidomi z wykształceniem wyższym niż podstawowe byli nauczycielami oraz tłumaczami zgromadzonymi w budynkach Biblioteki Związku Niewidomych, a w wolnym czasie czytali książki dzieciom w szpitalach i szkołach, gdzie nie było prądu. Wraz z ich przybyciem na twarzach najmłodszych gościł uśmiech, zwłaszcza po tym, jak otrzymywali z rąk osób pozbawionych wzroku własnoręcznie uszyte misie.

Dorośli nie dawali po sobie poznać, że przyznawane im porcje jedzenia były niewyobrażalnie małe, a problemy z poruszaniem nie wynikały tylko z powodu oczywistych przeszkód technicznych, ale także z powodu wycieńczenia organizmu. Jedną z bardzo istotnych misji, w której uczestniczyli, było obsługiwanie urządzeń nasłuchowych. Warunkiem ich przyjęcia była samodzielność w sferze poruszania się oraz zdrowie fizyczne.

Wiadomo, że w działaniach wojennych aktywnie uczestniczyło 40 mężczyzn, z czego 12 było sierżantami dowodzącymi punktami nasłuchowymi. Kilka urządzeń, przypominających gigantyczne lejki połączono specjalnymi rurami, które właściwie ustawić i połączyć z telefonem pomagał słyszący żołnierz. Zadaniem niewidomego słuchacza było określenie typu i ilości nadlatujących samolotów.

O zdolnościach „słuchaczy” krążyły legendy, ponieważ w żadnych innych punktach, niż tych z osobami niewidomymi, nie można było mówić o tak szybkim czasie reakcji na nadchodzące z daleka zagrożenie. „Słuchaczami”, którzy niejednokrotnie ratowali żołnierzom życie słysząc nawet tykanie ukrytej bomby z opóźnionym zapłonem, bardzo słabo zajęło się później państwo, zostawiając ich na pastwę losu.

Bardzo ważną rolę w czasach wojennej okupacji odgrywał także Zakład dla Niewidomych w Laskach. To właśnie tam, pod czujnym okiem i wrażliwym sercem siostry zakonnej Elżbiety Czackiej działał szpital polowy dla powstańców. Zakonnica, która w wieku 22 lat straciła wzrok pozostała kobietą ciekawą świata, która kochała muzykę, zwłaszcza grę na fortepianie.

W 1911 roku została założycielką warszawskiego Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi, gdzie dostosowywała alfabet Braille’a do polskiego systemu fonetycznego. Ośrodek w Laskach został w 75% zbombardowany podczas wojny. Siostry zakonne wraz z Elżbietą Czacką zostały ciężko ranne, jednak nie odstąpiły od organizowania razem z niewidomymi szpitala polowego dla powstańców, przekazywania tajnych informacji, broni oraz jedzenia, a także pełnienia służb przeciwpożarowych.

Wraz z zanikaniem pokolenia pamiętającego czasy okupacji, pamięć o tamtych czasach jest wyzwaniem, do którego realizacji włączyć warto każdego. Młody czy stary, zdrowy czy chory, sprawny lub z dysfunkcją–każdy jest tak samo odpowiedzialny za przekazywanie kolejnym pokoleniom historii, w której najkrwawszą ofiarę ponieśli nasi przodkowie.

Karol Stefaniak, Edward Gora, Jan Goruch, Jadwiga Stec–Smoczkiewicz, Janusz Bedyński–o ich zasługach w 63 rocznicę wybuchu powstania przypomniał śp. Prezydent Lech Kaczyński, wręczając żyjącym członkom Plutonu Głuchoniemych państwowe odznaczenia m.in. Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski. Na pamiątkę ich walki trzy lata temu na dziedzińcu Instytutu Głuchoniemych w Warszawie odsłonięto pomnik poświęcony ich pamięci z nazwiskami ponad trzydziestu żołnierzy, symbolem kotwicy, czyli Polski Walczącej oraz znakiem osób niesłyszących.

To wówczas dyrektor Instytutu przypomniał także o tym, że właśnie w tym miejscu rodziła się także więź między głuchymi, a Żydami, którzy byli ukrywani w Instytucie. O wielu chorych i niepełnosprawnych, którzy działali na uboczu, w sposób niesformalizowany i zajmowali się np. naprawą broni, dostarczaniem żywności lub staniem na warcie, historia jednak milczy. I możliwe, że milczeć będzie na wieki…

Magdalena Zając

 

 

 

  RSS
Komentarze użytkowników (0)
© 2018 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl