Poczekalnia...

Poczekalnia...

Kilka tygodni temu po raz pierwszy w życiu odwiedziłam poradnię chirurgiczną. Miałam usuwane znamię, z którego po kilku dniach trzeba było zdjąć szwy. Stawiłam się w poradni umówionego dnia i o umówionej godzinie. Na miejscu okazało się, że w gabinecie nie ma ani pielęgniarki, ale pani doktor. Pani z recepcji natomiast nie mogła mi pomóc, bo nie wiedziała dlaczego gabinet jest pusty... Usiadłam w poczekalni i cierpliwie czekałam. Kolejka osób przede mną była pokaźna, a liczba osób, które przyszły po mnie, stawała się coraz większa. Niestety "stan" gabinetu się nie zmieniał... Po blisko pół godzinie ktoś ponownie zapytał panią z recepcji o lekarza. Ta nadal nie mogła nam pomóc. Minęła godzina i w końcu pielęgniarka wraz z panią doktor weszły do gabinetu, jednak długo nikogo nie wzywały. Kiedy drzwi się otworzyły, każdy z czekających spojrzał z nadzieją, że to już może teraz, że w tej chwili zaczną przyjmować. Nic z tego. Wyszła pani doktor, by po 15 minutach wrócić do gabinetu z... kubkiem parującego napoju. Myślałam, że mnie coś trafi. Tym bardziej, że zwolniłam się z pracy na "chwilę" - bo przecież ile może trwać zdejmowanie szwów. Chwila ta przeciągnęła się do dwóch, trzech godzin. W końcu udało mi się zarejestrować, by po kilkudziesięciu minutach zostać poproszoną do gabinetu zabiegowego. Faktycznie moja wizyta trwała jakieś 15 minut. Czy to naprawdę wina systemu, że mamy tak złą służbę zdrowia? Czy może zamiast używać słowa "system" powinniśmy nazywać ten stan rzeczy "brakiem organizacji"?
autor: Enen Enen
© 2020 Copyright by "Silni w Chorobie" Marcin Meszko
Niniejsza strona www oraz jej podstrony wraz ze wszystkimi zamieszczonymi na niej materiałami są objęte prawami własności intelektualnej Marcina Meszko, prowadzącego działalność gospodarczą pod firmą „Silni w Chorobie Marcin Meszko” z siedzibą w Toruniu. Czytaj więcej
Wyłaczajac blokowanie reklam wspierasz nasz portal i pomagasz rozwijać projekt Silniwchorobie.pl